niedziela, 11 grudnia 2016

Szymon Majewski. Krótki tekst o miłości

Felieton Szymona Majewskiego.


Szymon Majewski. Krótki tekst o miłości

Czyli jak i kiedy się żenić na okładkach magazynów?

Kolekcjonuję wzrokiem okładki kolorowych magazynów i zawsze jest tak: Tylko u nas! Para Roku! Sabrina i Sebastian i gorący materiał o ich miłości! I bonus: zdjęcia ze ślubu…

Czytam, że poznali się i pokochali na planie programu „Szalejące parkiety”, połączyło ich wspólne selfie, ona - tancerka, kocha go za luz i wrażliwość, on - aktor, ją za pewność siebie i za to, że płacze przy zachodach słońca.

Potem następuje gorąca sesja w Pałacu na Wodzie, kolejne foty to wizyta w ich sypialni, w której jak pisze redakcja „wykuwał się sukces Pary Roku”.

Są małżeństwem już… dwa miesiące! Planują sześcioro dzieci!

Niestety, pół roku później magazyn „Pakiety i Panele Sukcesu” informuje:

„Dramat! Sabrina uciekła od Sebastiana do Janusza - hodowcy koni”.

Już bez wspólnej sesji. Na razie…

Myślę sobie wtedy, kurczę, przynajmniej Sabrina i Sebastian będą mieli pamiątkę, a może bardziej wstydliwą dokumentację nagłego porywu serca i chęci przekucia tego do razu na okładkę. Oczywiście, może to też się przekłada na fejm tak zwany i ilość zaproszeń na Galę Lakiery do Paznokci, Tygodnia Szminki i Złotych Róż i Goździków.

Sam chodzę, sam bywam i boję się brzmieć tu jak emeryt i pan z siwą brodą na puszczy, ale czy nie można trochę poczekać? Rok, dwa, trzy lata? Pobyć razem w tym małżeństwie albo bez i wtedy - hop na okładki!

Uwierzcie mi, naprawdę znam w szołbiznesie ludzi, którzy przestali być ze sobą gdy gazeta z ich twarzami właśnie się drukowała! Czyli ich związek był słabszy od farby drukarskiej i krótszy niż cykl wydawniczy.

I co potem, chodzisz po ulicach i mijasz te kioski ze sobą w objęciach tej, z którą już nie jesteś?

Oczywiście, ten papier potem ląduje w śmietniku albo drukują na nim inną Parę Roku, ale… Dlaczego się nie powstrzymać chwilę? Upewnić? Czy to jest to, czy nie?

Dlatego wprowadziłbym tu pewne regulacje prawne dla młodych małżeństw i par szołbiznesowych:

6 miesięcy razem - pierwsze wspólne selfie na FB.

1 rok - drugie selfie.

2 lata - filmowa relacja ze spaceru w Łazienkach na Instagramie.

5 lat - Ustawka w Łazienkach dla portalu „Co w trawie piszczy”.

10 lat - Wizyta i wywiad w Radiu Love Info.

I… 20 lat - dopiero wtedy, okładka dla magazynu „Panele i Parkiety Sukcesu”.

PS. Dla potrzeb tekstu imiona Sebastiana i Sabriny są zmienione co nie oznacza, że takie sytuacje nie istnieją.

Szymon Majewski


czwartek, 8 grudnia 2016

Ból pleców groźny dla zdrowia psychicznego


Ważne informacje dotyczące powiązania bolących pleców ze zdrowiem psychicznym podał Tomasz Kobosz z Medexpressu.


Brytyjscy naukowcy z Anglia Ruskin University przyjrzeli się zależnościom pomiędzy bólem pleców a zaburzeniami psychicznymi. Rezultaty badania są dość niepokojące…

Terminem "bóle pleców" określa się dolegliwości bólowe odczuwanego po stronie grzbietowej, wzdłuż osi pionowej ciała. Jest to objaw bardzo niespecyficzny, związany ze schorzeniami kręgosłupa, rdzenia kręgowego lub elementów aparatu kostno-mięśniowego razem z towarzyszącymi nerwami.

Ból pleców należy do ścisłej czołówki przyczyn niepełnosprawności. Wg raportu „Global Burden of Disease” bóle odcinka lędźwiowego dotyczą niemal 10 % światowej populacji. Ze względu na coraz powszechniejszy siedzący tryb życia, odsetek ten będzie rosnąć.

Jedno ze wcześniejszych badań, w którym posłużono się danymi z World Mental Health Survey, wykazało, że przewlekłe bóle pleców związane są ze wzrostem ryzyka zaburzeń nastroju, nadużywania alkoholu oraz zaburzeń lękowych.

Do tej pory niewiele jednak było prac, które dotyczyły osób z bólem pleców mieszkających w krajach o niskich i średnich dochodach.

Najnowsza analiza, której wyniki opublikowano na łamach czasopisma „General Hospital Psychiatry”, objęła 19,5 tys. osób dorosłych z 43 tych krajów (w tym 19 o niskich i 24 o średnich dochodach). Dane pochodziły z bazy World Health Survey 2002-2004, utworzonej przez Światową Organizację Zdrowia.

Bóle pleców dotyczyły 35,1 % analizowanej populacji, przy czym u 6,9% były to bóle o charakterze przewlekłym. Okazało się, ze najrzadziej na ból pleców cierpią Chińczycy - 13,7 %, najczęściej zaś mieszkańcy Nepalu (57,1 %), Bangladeszu (53,1 %) i Brazylii (52 %).

Osoby doświadczające bólu pleców były ponad dwukrotnie bardziej narażone na pojawienie się objawów zaburzeń psychicznych, takich jak: lęk, obniżenie nastroju, objawy psychotyczne oraz zaburzenia snu. W przypadku bólu przewlekłego narażenie na depresję było aż 3-krotnie wyższe w porównaniu do osób bez dolegliwości bólowych.

Co ciekawe, zależności pomiędzy bólem pleców a ryzykiem wystąpienia zaburzeń psychicznych były niemal takie same we wszystkich uwzględnionych w analizie krajach, niezależnie od ich socjoekonomicznej kondycji.


poniedziałek, 5 grudnia 2016

Ewelina: Zrób TĄ jedną rzecz, żeby być szczęśliwszym

W dzisiejszym felietonie Ewelina Drela z Mapy Zdrowia uczy nas szczęścia.


Witaj,

Mam nadzieję, że Twój weekend upływa dobrze i spokojnie. Jak się miewasz? Nie wiem, czy słyszałeś, znajoma powiedziała mi wczoraj, że w nadchodzącym tygodniu nad Polskę ma nadpłynąć arktyczne powietrze.

Będzie zimno. Nie wiem, jak w Twoim otoczeniu, ale wokół mnie wszyscy kichają i prychają. To najwyższy czas, żeby zacząć codziennie pić te ziarenka i wzmocnić swoją odporność.

Jakiś czas temu miałam okazję posłuchać człowieka, który w jakimś sensie jest dla mnie inspiracją, wzorem do naśladowania. Nie wiem, czy powiedziałabym, że jest autorytetem, ale coś blisko tego.

Jego wykłady, szkolenia, prelekcje, które mam okazję słuchać od czasu do czasu, zawsze są dla mnie zimnym prysznicem.

To John Maxwell. Amerykański mówca, naprawdę szczęśliwy człowiek. Zawsze zastanawiałam się, co czyni go tak spokojnym, szczęśliwym i zdrowym człowiekiem.

I ostatnio się dowiedziałam.

Powiedział, że jego sekretem jest to, że budząc się co rano zastanawia się, co może dzisiaj dać ludziom, których spotyka. Jaką inspirację, dobre słowo, zachętę, motywację?

Zdradził, że sekretem dobrego, zdrowego życia jest nie tylko odżywianie, ale też zmiana podejścia z „co ja mogę mieć z tej znajomości, z tego człowieka, z tej firmy” na „co ja mogę dać temu człowiekowi.

Czasami wystarczy uśmiech, czasem dobre słowo. John opowiadał o swoim ojcu, który ma w tym momencie ponad 100 lat, przez całe życie ciężko pracował.

Ponieważ zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem i potrzebował całodobowej opieki, zdecydował, że przeniesie się do ośrodka, w którym się nim zaopiekują. (Pamiętaj, że mówimy o realiach amerykańskich, nie polskich).

Kiedy John zadzwonił, żeby umówić się ze swoim tatą na spotkanie, ten powiedział, że w ten weekend nie będzie miał czasu, ponieważ to początek miesiąca, do ośrodka wprowadza się nowa grupa osób, a on zgłosił się na ochotnika, żeby witać nowych mieszkańców w drzwiach.

John zapytał „Czy to nie jest dla Ciebie trudne? Ludzie żegnają się z rodziną, są smutni, nikogo nie znają”, a jego tato odpowiedział „Właśnie dlatego potrzebują w drzwiach tego domu zobaczyć uśmiechniętego staruszka, który ich przywita, zaprosi na brydża, opowie, jak tu jest dobrze i jak wszystko funkcjonuje”.

Rozumiesz? Właśnie o to chodzi. Czasem, żeby na obiad ugotować to, co Twój mąż, żona, córka, rodzice lubią najbardziej. Czasem po prostu się uśmiechnąć, na przykład do pani w sklepie.

Zaintrygowało mnie to bardzo, na tyle, że postanowiłam wprowadzić tę zasadę w życie. Wiesz, co Ci powiem? To działa.

Mam jeszcze więcej energii, więcej się uśmiecham. Od tygodnia pani w pobliskim sklepie również wita mnie uśmiechem, choć wcześniej nie była tak miło nastawiona.

Czasami trzeba przerwać ten ciąg narzekania i szukania dziury w całym. Bo pogoda zła, bo mało pieniędzy, bo choroba, bo mgła, bo mąż niedobry, bo dzieci się nie odzywają.

Każdy ma ciężko. Narzekanie, użalanie się nad sobą nie pomaga. Pomaga zrobienie czegoś dla innych, choćby uśmiech.

Znam takie osoby, które wręcz nie cierpią swojej rodziny, praca sprawia im przykrość. W ciągu jednej sekundy są w stanie wymyślić 37 powodów, dla których dzień jest beznadziejny, a wszystko i wszyscy wokół tylko ich  drażnią.

A może Ty też tak masz? Z dnia na dzień 
stajesz się  złośliwy, opryskliwy i zgnuśniały. Tak nie znajdziesz szczęścia, a co więcej - bardziej męczysz się sam ze sobą niż z innymi. A żeby sobie z tym poradzić, tym bardziej narzekasz i jesteś złośliwy.

Zamiast tego pomyśl, co możesz zrobić dobrego - dzisiaj nie dla siebie, ale dla kogoś innego. Jeśli nie wyjdziesz ze spojrzeniem poza czubek własnego nosa - nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy.

Szczęśliwej niedzieli,
Ewelina

niedziela, 4 grudnia 2016

Szymon Majewski: Komu dać szkołę? Może rodzicom?

Felieton Szymona Najewskiego:


Szymon Majewski: Komu dać szkołę? Może rodzicom?

Tym razem o kilku klasowych zebraniach…

Dzwonię do kolegi:

- Co robisz ?

- Odwożę córkę na zajęcia z tańca, potem jedziemy na hiszpański i basen.

I widzę te dzieciaki jak prują do szkoły, niektóre oprócz plecaka mają przytroczoną rakietę do tenisa, torbę na kółkach z podręcznikami do esperanto, i tak zasuwają do 21-ej a potem jeszcze… praca domowa! Bo trzeba do przodu, bo punkty, bo szkoła, bo studia, bo geniusz, bo Mariusz ma średnią 5,6 a Ty! 5,5 ! I co z tym zrobimy?!

Pamiętam takie zebranie w szkole. Siedzimy w klasie, pan dyrektor, pani wychowawczyni, rodzice i nagle wstaje tatuś i mówi:

- Dlaczego szkoła nic nie zadaje na sobotę i niedzielę?! Mój syn siedzi i nic nie robi, a mógłby podgonić materiał.

Nie wytrzymałem: Proszę pana, idź pan z dzieckiem na rower, do lasu, przewietrz go pan!

Oburzenie, konsternacja, ale to Majewski, więc wiadomo, artysta na „różowych papierach”! Na rower dziecko chce wysyłać zamiast zgięte w pałąk do lekcji!

A ja zawsze uważałem, że rower i las więcej dadzą dzieciom niż te półtonowe tornistry.

Ten Ojciec zmierzył mnie wzrokiem, wytrzymałem, a tydzień później była szkolna wycieczka rowerowa i co?

Jego blady syn chciał wsiadać na rower przez kierownicę!

Raz załatwiłem wycieczkę do Huty Zawiercie. Genialna sprawa, jednodniowy wypad w środku tygodnia, więc jedna matka na zebraniu:

- Co to za pomysł z tą hutą? Już lepiej niech siedzą i robią lekcje!

Mówi się o problemach ze szkołą, dziećmi itp., a może powinny być szkoły dla rodziców?

Wszyscy się nakręcają. Szkoła musi być w rankingu wysoko, więc dobre noty musi mieć. Te dzieci, które dają noty są pchanie do przodu, reszta pod dywan. Masz średnią 3,1 to nie wezmą cię do recytacji, wiersz dajmy temu co ma 5,6 i jest gwarancja, że się nauczy!

Kolejny obrazek z zebrania.

Wstaje Tata w typie Director of Directors i pyta:

- Jaki jest poziom angielskiego w szkole?

Dyrektor:

- Wysoki. Codziennie dwie lekcje…

- Tak? Naprawdę? A do mnie ostatnio przyjechał kontrachent z USA, mieszkał u mnie, rano przy śniadaniu rozmawialiśmy o sytuacji ekonomicznej Polski i Roger spytał mojego syna o coś, a ten ani me ani be!?

Ludzie! To była trzecia klasa podstawówki!

Tak pogoń za wynikami doprowadzała do paranoi, prosta praca domowa stawała się okazją do wyścigu teamów rodzinnych! Pamiętam, jak pani w szkole kazała dzieciom zrobić karmniki dla ptaków. Ok, coś tam moje dzieci skleciły. Lecimy rano do szkoły, mija nas matka z dzieckiem, na ręku mają profesjonalny karmnik wielkości telewizora.

- A co to? - pytam.

- Stolarzowi zleciłam.

I dostał chłopak 6, a moi po 3!

***

Dzieci z wycieczki do huty wróciły zachwycone! Przeżywały to cały tydzień…


Szymon Majewski

poniedziałek, 28 listopada 2016

Ewelina: Aromatyczna, zdrowa, idealna na dzisiaj

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia zaprasza na pyszna herbatę:

Witaj,

Nie wiem, jaka pogoda jest dzisiaj u Ciebie, ale u mnie zimno, szaro, pada deszcz ze śniegiem, czyli tzw. marznąca mżawka.

Powiem Ci szczerze, że w takie dni, kiedy nie ma słońca, jest szaro i ciemno, ciężko mi wykrzesać z siebie optymizm. 

Dzisiaj nawet moje zwierzęta, które zazwyczaj mają lekkie ADHD również nie są chętne na wychodzenie na mżawkę.

Zaczęłam czytać książkę i (...) wpadł mi do głowy genialny pomysł. 

Stwierdziłam, że zrobię coś aromatycznego, a przy tym ekstremalnie zdrowego, co szybko postawi mnie na nogi i pozwoli zapomnieć o tej mało sprzyjającej aurze.

Mój sposób na listopadowe poprawienie humoru, a przy tym mocno rozgrzanie się i dostarczenie sobie witamin i składników odżywczych to…

herbata.


Już widzę Twoje zniesmaczenie i stwierdzenie „Eeee, myślałem, że to coś spektakularnego”.

To spektakularna herbata. Zaraz się przekonasz, dlaczego.

Każdy, no, prawie każdy element tej herbaty zawiera w sobie coś zdrowego lub wręcz ekstremalnie zdrowego.

Będziesz więc zatem potrzebować:

1. Pomarańczę - oczywiście najpierw sparzam je wrzącą wodą. 

Pomarańcze zawierają mnóstwo witaminy C, beta-karotenu, kwasu foliowego. Są też świetnym źródłem błonnika (...).

Co ważne, olejek pomarańczowy działa uspokajająco i przeciwdepresyjnie. Czyli idealnie, jak na dzisiejszą pogodę. 

2. Cytrynę - którą również polecam sparzyć przed użyciem. 

Cytryna zawiera tyle witaminy C, że pomaga walczyć z przeziębieniem, ale też ma w sobie rutynę, która zapobiega utracie witaminy C z organizmu.

Co więcej, cytryny również zawierają beta-karoten, witaminy z grupy B, witaminę E, potas, magnez, sód i żelazo.

3. Laskę cynamonu - który nie tylko pięknie pachnie, ale też jest źródłem manganu, błonnika, żelaza i wapnia. O cynamonie więcej pisałam Ci kilka tygodni temu.

4. Goździki - które mają właściwości
antyseptyczne, przeciwbólowe i rozluźniające. Są źródłem witamin C, K, E, A, B6, niacyny i kwasu foliowego, a do tego pięknie pachną i cudownie smakują. 

5. Sok z malin, o którym pisałam wielokrotnie.

6. Odrobina miodu - którego nie trzeba opisywać. Nie dość, że słodki, to jeszcze ekstremalnie zdrowy.

7. Świeży imbir - który jest naturalnym antybiotykiem, zawiera mnóstwo witamin i substancji odżywczych.

A swój eliksir dobrego nastroju przygotowuję tak.

Sparzoną cytrynę kroję na plasterki, a każdy plasterek na cztery części. Podobnie pomarańczę. Wrzucam do dzbanka, dodaję laskę cynamonu, goździki, czasem też gwiazdkę anyżu i odrobinę świeżego imbiru. 

W tym samym czasie przygotowuję napar z zielonej herbaty, a kiedy się zaparzy, zalewam herbatą mieszankę. 

Do herbaty dodaję sok z malin i odrobinę miodu. 

Czekam aż smaki przejdą, „przegryzą się”. W domu unosi się zapach… dzieciństwa, świąt, bezpieczeństwa, beztroski. 

Na twarzy pojawia się uśmiech i nagle zaczyna świecić słońce. 

A ja zagłębiam się w lekturę świetnej książki, popijając tę pyszną herbatę.

Słonecznej niedzieli,
Ewelina