środa, 3 września 2014

Żelki - kolorowe zagrożenie

W 2012 roku na portalu Kuchnia wp.pl opublikowany został ważny artykuł Ewy Podsiadły-Natorskiej "Żelki - co w nich siedzi naprawdę?".
Myślę, że powinien być to obowiązkowy tekst dla wszystkich rodziców.


Oto fragment artykułu.
Potocznie zwane "miśkami", "wężami" i "gryzkami" są przekąską często kupowaną szczególnie przez dzieci. Kuszą wymyślnymi kształtami i kolorami, dlatego również dorośli po nie sięgają. 
Specjaliści nie pozostawiają jednak złudzeń, kolorowe ciągutki i żelki to tablica Mendelejewa, dlatego powinniśmy trzymać się od nich z daleka.

Aby przekonać się, że słodycze tego typu są niezdrowe czy wręcz szkodliwe, wystarczy spojrzeć na skład dowolnych żelków. Sprawdziliśmy – w jednej z paczek znalazł się m.in. cukier, syrop skrobiowy, substancja zagęszczająca, regulator kwasowości, aromaty oraz barwniki (E-104, E-122, E-124, E-129, E-133, E-151). Inne popularne żelki, jak wyczytaliśmy z etykiety, zawierały również syrop glukozowy, zagęszczacze czy substancje glazurujące. 
To nie wszystko – jeden z producentów umieścił nawet na paczce informację, że „barwniki E-104, E-122, E-124, E-129 mogą powodować nadaktywność u dzieci”.

Niestety, dane statystyczne nie są optymistyczne. Szacuje się, że przeciętny Polak zjada kilogram cukierków rocznie – głównie żelków. A z prognoz wynika, że ich spożycie będzie rosło w tempie 6-8 % co roku.
Mówi się już nawet, że w naszym kraju żelki stały się rynkowym hitem. Dietetycy nie kryją jednak zaniepokojenia tą tendencją. Głównym składnikiem wszystkich kolorowych łakoci jest cukier: syrop glukozowy, sacharyna, aspartam oraz wiele innych syntetycznych substancji słodzących, które niekorzystnie wpływają na glikemię (stężenie glukozy we krwi) w organizmie.

Jak podkreśla Dominika Gorel, dietetyczka z Centrum Naturhouse w Katowicach, większość z nich poza energią nie dostarcza organizmowi żadnych wartości odżywczych, a jedynie substancje, które w przyszłości mogą powodować nadwagę, otyłość, cukrzycę oraz nowotwory. Dlatego objadanie się nimi jest szczególnie ryzykowne w przypadku najmłodszych.
W ubiegłym roku (2011), podczas kontroli sklepików szkolnych, sanepid wykrył syntetyczne ulepszacze w cukierkach, żelkach i lizakach. Ich spożycie powodowało przede wszystkim spadek koncentracji, nadpobudliwość, a nawet napady histerii. 

Szczególnie szkodliwe okazały się tanie żelki pochodzące z Chin, które działały na dzieci jak… dopalacze.

Ale to i tak nie wszystko – kolorowe przegryzki, żelki i sugusy, jak większość słodyczy, oblepiają zęby. Tworzą słodką otulinę, która jest pożywką dla bakterii. Takie środowisko staje się idealnym miejscem na rozwój próchnicy. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w Polsce próchnicę ma aż… 91 % nastolatków. Z kolei według raportu Światowej Organizacji Zdrowia co trzeci polski nastolatek ma nadwagę; nasz kraj w tych badaniach jeszcze nigdy nie wypadł tak źle.

Zanim kupimy słodką i kolorową przegryzkę, dobrze się zastanówmy, czy jest sens objadać się słodyczami, jeżeli później będziemy narażeni na tyle niebezpieczeństw.

Zachęcam do zapoznania się z całym artykułem E "Żelki - co w nich siedzi naprawdę?".

Co kryje się pod wszechobecnym "E" można sprawdzić w  Wyszukiwarce dodatków spożywczych E.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz