czwartek, 17 września 2015

Ewelina o kupowaniu wędlin


Tym razem Ewelina Drela z Mapy Zdrowia doradza nam jak kupować wędliny. Bardzo pouczające.


Wiele razy tłumaczyłam Ci, że jeśli planujesz zakupy, nie rób ich w pośpiechu. Moja babcia zwykła mawiać „Jak Ci spieszno, to se usiądź”, i jest w tym głęboka mądrość...

Zazwyczaj kupuję wędlinę z małej masarni z Podlasia. Wiem, że poza mięsem i solą szynka nie zawiera nic. Smakuje tak, jak powinna. Pewnie myślisz, że jest bardzo droga? Czy ja wiem? Płacę 35 zł za kilogram. Ale wiem, za co płacę i wiem, że nie faszeruję siebie i swoich bliskich potworną, szkodliwą chemią.

Czasami jednak MUSZĘ zrobić zakupy w hipermarkecie. Tak było wczoraj. Kiedy dotarłam do stoiska z wędlinami na wagę, zaczęłam oglądać szynki, które dumnie prezentowały się za szklaną ladą. Szynka dębowa, z chrzanem, staropolska, babuni. Niby wyglądały ciekawie. 

Nie wiem, czy wiesz, ale od jakiegoś czasu, zgodnie z prawem, możesz prosić sprzedawcę o pokazanie Ci składu wędlin i serów. Korzystaj z tego i sprawdzaj, co kupujesz.

W hipermarkecie, w którym byłam, składy były przy tabliczkach z cenami. Napisane najdrobniejszym drukiem, jaki tylko jest możliwy, a i tak składy ciągnęły się w nieskończoność. 

Czego tam nie było. Fosforany, hydrolizaty białka, maltodekstryna, glutaminian, sól, woda. A mięso? 60 %, czasem 70 %. Kiedy tak stałam przy ladzie i czytałam, sprzedawczyni kilka razy niecierpliwie zapytała, co mi podać.

Ludzie, którzy stali za mną, poganiali  - „Szybciej, co pani, doktorat robi?”. Przepuściłam ich, bo chciałam zobaczyć, co kupią. Nie pomyliłam się. Kupowali wędlinę, która pozornie wyglądała ładnie i chudo – a w składzie – cała tablica Mendelejewa. Domyślam się, że część tych wędlin powędrowała na dziecięce kanapki. 

Kiedy ktoś kolejny raz zapytał mnie, czy uczę się cen na pamięć, odpowiedziałam grzecznie, że może kupić skażone chemią mięso, ja wolę wiedzieć, co jem. Podziałało. Pan stanął obok mnie i studiując składy, złapał się za głowę. 

Może więc zrezygnować z wędlin?

Nie, to nie jest najlepszy pomysł. Dobre wędliny zawierają mnóstwo łatwo przyswajalnego białka i są naprawdę zdrowe. Trzeba tylko wiedzieć, co się kupuje.

Po pierwsze, kupując wędliny sprawdzaj zawartość mięsa. Może Ci się wydawać, że szynka, to szynka, tymczasem okazuje się, że w szynce znajdziesz 60 % mięsa. Czym jest reszta? To woda, nastrzyki chemiczne, substancje galaretowate. Fuj!
Zdrowa, naturalna szynka powinna być matowa (nie błyszcząca i nie mokra), nie mieć małych dziurek, bo one właśnie świadczą o ostrzykach chemicznych, powinna pachnieć wędzonym mięsem, a nie chemią spożywczą.

Kupując wędlinę, sprawdź, w jaki sposób była wędzona. Jeśli jest pomarańczowa, to zwykła malowanka. Wędlina posmarowana płynem z aromatem dymu wędzarniczego – substancją podejrzewaną o silne działanie rakotwórcze. Prawdziwie wędzona wędlina ma ciemną, matową skórkę i może brudzić ręce. 

Zwróć też uwagę na kształt wędliny. Naturalna szynka będzie miała nieregularny kształt. Ta pompowana chemią zawsze będzie idealnie okrągła lub owalna. 

Spójrz też na cenę. Skoro kilogram mięsa z szynki kosztuje 20 zł, a wędzenie i przyprawy kosztują, to jak zdrowa, dobra szynka może kosztować 15 zł? Przecież każdy musi zarobić: rzeźnik, wędliniarz, sprzedawcy, sklep.

Jeśli nie ufasz sklepowym szynkom, możesz upiec sama. To wcale nie jest takie trudne. Wystarczy, że kupisz kawałek schabu, dodasz soli, ulubionych ziół i wstawisz do piekarnika. Taki pieczony schab na kanapkę jest o niebo lepszy od tego kupnego, a przy tym wiesz, co dodałeś do pieczenia. 

Kupuj rozważnie i patrz, co jesz. To nie jest obojętne...

Ewelina


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz