sobota, 31 grudnia 2016

Opowieści Wigilijne Szymona Majewskiego



Szymon Majewski: Opowieści Wigilijne

Czyli „Walka z drapakiem. Kutia i…jenot”.

Lata osiemdziesiąte. Nasze małe mieszkano na Ochocie było w stanie pomieścić całą magię Świąt. Wszystko było najcudowniejsze i najbardziej wyjątkowe. Nawet świąteczna rodzinna awanturka o choinkę, po którą dziadek szedł w ostatniej chwili i koniec końców kupował co było. Do dziś pamiętam lecącą przez pokój choinkę i okrzyk dziadka:

- To wywalcie drapaka jak się nie podoba. Sami sobie kupujcie.

„Drapak” lub też „wiecheć” w niczym nie przypominał teraźniejszych jodeł kaukaskich, wyglądał jak wyliniała szczota, nie był ładny aż wzruszał. Ważne, by było miejsce, żeby mały Szymek mógł pod nią… spać. Uwielbiałem to. Zawsze mama ścieliła mi pod choinką, kładła jakiś materac i na tym pościel. Spałem tam długo dopóki igły nie zaczynały mi spadać za piżamę. Ale za to czułem się jak w lesie - te choinki miały zapach lasu.

Najbardziej lubiłem sam proces ubierania „drapaka”, z piwnicy dziadek przynosił stare pudło z bombkami, moment otwierania bombek był najfajniejszy, to było jakbym otwierał pudełko z bajkami. Parę bombek pamiętało jeszcze czasy przedwojenne, niektóre były robione przez dziadka, pamiętam Mikołaja z brodą z waty, podłużne bombki cukierki, lata mijały a ja ciągle myślałem, że są świeże. W końcu nie wytrzymałem i w trakcie ubierania „drapaka” zjadłem ponad dziesięcioletnie cukierki. Oczywiście potem odchorowałem moją miłość do archeologicznych bombek.

Najbardziej ekstremalne były świeczki na choince. Mieliśmy zestaw starych oprawek na świeczki nachoinkowe, oczywiście skończyło się małym pożarem choinki. Podczas gdy rodzina zajęta była dyskusją polityczną, w drugi dzień Świąt od świeczek zajęły się „włosy anielskie” i skończyło się tym, że wujek poświęcił marynarkę i zdusił ogień. Po krótkim gaszeniu wróciliśmy do sporu, który od lat dzielił moją rodzinę na pół : Piłsudski kontra Dmowski, PPS czy Endecja. Dziadek kochał Piłsudskiego, a część rodziny nie. Zawsze w połowie dyskusji chciał wychodzić, a mama wtedy wołała:

- Tato! Dlaczego masz wychodzić, przecież jesteś u siebie!

Mama robiła co mogła, żeby w PRL-u, za szpitalną pensję wyczarować cudowne Święta.

Udawało się zawsze. Najcudowniejsze były grzyby smażone i kutia, którą mama robiła najpyszniejszą na świecie. Mak mielony też był w maszynce do mięsa. Ja kręciłem, jako młody silny byczek, mama sypała mak a dziadek trzymał stół, który„chodził” po całej kuchni.

Dziś smak tej kutii jest w stanie powtórzyć jedynie moja córka Zosia, która podtrzymuje tradycje tej babcinej kuchni.

Oczywiście najmilej wspominam wspólne kolędy, miałem radochę, bo uwielbiałem przekręcać teksty kolęd. I tak „Wśród nocnej ciszy” była dla mnie kolędą o myśliwych strzelających w lesie „Śrut w nocnej ciszy” . Z kolei „Bracia. Patrzcie jeno…” były historią o jenocie „Bracia, patrzcie jenot!”.

Dziś dla moich dzieci, kolęda „Jezus malusieńki” jest kolędą o tym, że „Jezus ma Lusieńki”, czyli takie same pieski jak nasza Lusia…

Ja zaś próbuję od lat kontynuować tradycję przebierania się za Św. Mikołaja co robił przez lata mój dziadek. Moment, w którym mogę spytać teściową czy była grzeczna jest dla mnie bezcenny…

Szymon Majewski


Życzę dobrej (i zdrowej) zabawy Sylwestrowej.

sobota, 24 grudnia 2016

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO

Wierzysz, że się Bóg zrodził w Betlejemskim żłobie? 
Lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.
(Adam Mickiewicz)




Wiernym Czytelnikom bloga 
i przypadkowo odwiedzającym Gościom
życzę

Błogosławieństwa Dzieciątka Jezus
na okres Świąt Bożego Narodzenia
i Nowy 2017 Rok.


czwartek, 22 grudnia 2016

Ewelina: Wdech - Wydech - Wyluzuj!

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia przedświątecznie.


Witaj,

Święta już za rogiem, więc zaczyna się robić dość nerwowo. Czy potrzebnie? Nie sądzę.

A jak Ty miewasz się w ten ostatni weekend przed Świętami? Wszystko przygotowane?

(...) Chciałabym Ci opowiedzieć, co mi się wczoraj przytrafiło. Mam taką przypadłość - uwielbiam śpiewać sobie i nucić w samochodzie.

I tylko wtedy, kiedy jadę sama, żeby nikt nie cierpiał z powodu moich jęków. Śpiewanie sprawia mi przyjemność, relaksuje i odpręża, a niekoniecznie potrafię to robić. 

Jechałam na zakupy i szukałam miejsca parkingowego w centrum handlowym. To był prawdziwy wyczyn! Ludzie między autami, wszyscy trąbią, ludzie się niecierpliwią.

Świąteczna atmosfera aż kipiała. Ja niewzruszenie słuchałam muzyki i śpiewałam sobie, kiedy tylko znałam słowa jakiejś świątecznej piosenki. Nagle tuż przed moją maską znalazły się dwie kobiety.

Jechałam (nie, toczyłam się - to lepiej oddaje stan faktyczny) może 10 km/h, więc nie miałam kłopotu z zatrzymaniem auta, śpiewałam sobie dalej i czekałam, aż przejda.

I nagle…

TARRRRRRAAAAHHHHH

Jedna z kobiet zatrzymała się i zaczęła ewidentnie złorzeczyć w moim kierunku. Pukała się w głowę, potem zaczęła uderzać pięściami o maskę samochodu.

Ups.

Pierwsza moja myśl była taka, że to może jakiś profesor śpiewu i usłyszała moje lekkie wycie, potem zaczęła pukać w szybę i usłyszałam jak krzyczy słowa 

„Chamstwo, mam prawo, takie samo jak ty”

Tu moje zdumienie osiągnęło zenit.

Ale że co? Ja komuś zabraniam śpiewać?

Odchyliłam szybę, spojrzałam na panią i zapytałam:

„Przepraszam, czy coś się stało?”

Pamiętaj, że przede mną klaksony, za mną sznur samochodów, a pani zaczęła tyradę:

„Co się stało? Co się stało???!!!! Co to za komentarze pod nosem, że co, ja nie mam nawet prawa przejść, bo jaśnie pani jedzie? Mam takie samo prawo do przechodzenia jak ty do jazdy”

Oj. Zrozumiałam. Ja sobie pod nosem śpiewałam kolędy, a ona myślała, że ja złorzeczę na nią. 

Poczekałam aż wyleje się z niej cały kubełek jadu i spokojnie odpowiedziałam”

„Ja sobie po prostu śpiewałam. Taki fetysz. W ogóle to Wesołych Świąt””

Zaniemówiła. Czasem widzisz na kreskówkach, jak komuś opada szczęka. Z tą panią stało się coś podobnego.

Chwilę potem pobiegła do centrum handlowego bez słowa. 

Śmieszne?

No nie wiem. Uwierz, że jak zaczęła walić pięściami w maskę samochodu, to nie było mi do śmiechu!

Potem weszłam do tego centrum i zobaczyłam jak ludzie rzucają się niemal na towary, kupują, co popadnie, szarpią, jakby dla nich miało zabraknąć.

Całe szczęście, że nie musisz tego przeżyć, żeby zamówić nasze zestawy świąteczne.

Ojej. Czemu my sobie to robimy? Przecież tego towaru jest mnóstwo, wystarczy dla wszystkich.

A Święta nie są po to, żeby wpadać w taki szał, krzyczeć, złościć się, pomstować. Są po to, żeby się cieszyć. Żeby być razem, żeby się do siebie uśmiechać. Żeby się zatrzymać na chwilę i pomyśleć.

Tak więc rada na najbliższe dni - pamiętaj, nie daj się zwariować. Wdech - Wydech - Odpuść.

Nawet jak nie kupisz perfekcyjnych prezentów. Nawet jeśli Twoje mieszkanie nie przejdzie testu białej rękawiczki.

To tylko Święta. To aż Święta. Nie zepsuj sobie ich.

Ewelina

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Ewelina: Czasami jest już za późno

Cotygodniowa porcja wiedzy od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia.


Witaj,

Jak się miewasz? Jak Twoje przygotowania do Świąt? Dzisiaj, kiedy się obudziłam, na zewnątrz miałam prawdziwe lodowisko. Dzieci sąsiadów z naprzeciwka z radością patrzyły, jak ludzie czołgają się po lodzie :) i co chwilę wybuchały gromkim śmiechem, kiedy ktoś wywinął orła. W końcu to tylko dzieci. :)

Jakiś czas temu znajomy zapytał mnie jakie jest najgorsze słowo na świecie. Miałam z tym kłopot, bo do głowy przyszły mi słowa odrzucenia, śmierć, choroba. A on zapytał mnie: „A co powiesz na słowo „za późno”?”

Zamurowało mnie. Za późno - tak, miał rację, po jakimś czasie dotarło do mnie, że to najgorsze słowo, jakie istnieje.

Kiedy ktoś mówi „za późno”, to znaczy, że przegapiłeś swoją szansę, że nic, absolutnie nic nie da się już zrobić.

Nie tak dawno spotkaliśmy się, żeby porozmawiać. I znów pojawiło się słowo „za późno”.

Doświadczyłeś tego kiedyś tak, że dotkliwie Cię to zabolało? To często dotyczy relacji, ale zdarza się, że zdrowia i życia również.

Zdrowy styl życia? Będę miał na to czas  na emeryturze. Póki co, może jeszcze jeden fast food. Odpowiednie odżywianie? Może od nowego roku. Zrobię, będę, zdecyduję się…

Wychodzi na to, że niemal wszyscy żyjemy w jakiejś bliżej nieokreślonej czasowo rzeczywistości, w mitycznym „kiedyś”. Jeść więcej owoców i warzyw? No kiedyś trzeba będzie się za to zabrać. Poświęcać więcej czasu swoim najbliższym, dawać im więcej miłości? Kiedyś o tym pomyślę.

Są jednak takie chwile w życiu, kiedy dosłownie w sekundę stajemy się mądrzejsi. Kiedy nasze życie, lub życie naszych bliskich jest zagrożone, kiedy pojawia się choroba lub śmierć, wtedy przychodzi otrzeźwienie.

Moja znajoma przez 20 lat walczyła z mężem, żeby przestał palić. Dwa zawały - to było mało. Tydzień temu dostał diagnozę - rak płuc. Natychmiast, w sekundzie rzucił palenie. Niestety, jest już za późno.

Podobnie było z moim ojcem, nie docierały argumenty, że zatruwa nie tylko siebie, ale też dzieci i cała rodzinę. Dopiero diagnoza - rak - i wielki płacz spowodowały, że zrezygnował z nałogu od razu. A potem lata i miesiące spędzone w szpitalu. Było za późno.

Inna znajoma - wiele razy rozmawiałyśmy o tym, że trzeba zdrowo się odżywiać. I przestać mówić „no kiedyś trzeba o tym pomyśleć”, a raczej „od teraz zaczynamy zdrowy styl życia”. Tłumaczyła, że jej mąż nigdy nie zdecyduje się na żadne mikstury czy oczyszczanie organizmu.

Jakiś czas temu usłyszał diagnozę: rak jelita. Mimo, że zaczął to oczyszczanie organizmu, kuracje ziołowe, zdrowe odżywianie. Przestał tak dużo pracować, poświęcał czas rodzinie. Niestety. Za późno. Tydzień temu zmarł. Młody człowiek. Za młody na taki koniec.

Nie obiecuj sobie, że kiedyś coś zrobisz, że kiedyś odmienisz swoje życie. Zacznij tu i teraz. Pamiętaj, że przeszłość już nie istnieje, podobnie przyszłość - jeszcze nie istnieje. Liczy się tylko to, co tu i teraz.  Nie ma lepszej pory na to, żeby oczyścić się ze wszystkiego, co Cię zatruwa, mentalnie i fizycznie, pozbyć się złogów i toksyn z organizmu.

Nie musisz poświęcać temu życia. Wystarczą dwie minuty dziennie. (...)

I zacznij od nowa. Zdrowe, pozbawione toksyn życie. Takie, żeby na nic nie było za późno.

Dobrej niedzieli,
Ewelina

niedziela, 18 grudnia 2016

Szymon Majewski: Kudły, czyli długie włosy a sprawa Polska

Felieton Szymona Majewskiego:



Szymon Majewski: Kudły, czyli długie włosy a sprawa Polska

Dla mnie symbolem mojej wolności w liceum były moje… kudły. Tak mówił o moich włosach mój dziadek.

- Szymuś, kiedy zetniesz kudły?

- Nigdy - mówiłem, jak chciałem go wkurzyć. - Zastanowię się - gdy byłem lepiej tego dnia usposobiony.

Włosy to była moja niepodległość, prawie ważna dla mnie jak Piłsudski dla dziadka.

Rzeczywiście, w owym czasie musiałem wyglądać nikczemnie. Długie włosy to zresztą był przysłowiowy pryszcz, nosiłem oprócz tego kurtkę jeansową Lee, która miała… 30 lat. Była ważna dla mnie, bo mój tata miał ją w ’67 na koncercie The Rolling Stones. Jak ja byłem dumny, gdy pojechałem w niej na ich koncert w ’89, a potem już w wolnym kraju na Służewiec. Kurtka już się sypała, miała powstawiane łaty z innych kurtek - była swoistą historią dżinsu w PRL, posklejany dżinsowy Frankenstein z różnych kawałków. Do tego nosiłem spodnie, też dżinsowe, pozszywane z różnych innych kawałków - co ciekawe, dziadziuś mimo że negował mój strój cały czas cerował moje kreacje. Jednak zwieńczeniem mojego outfitu były stare, za małe trampki, spalone nad ogniskiem - czubek przypominał jakąś zbotoksowaną wargę.

W związku z tym, że były za małe nosiłem je jak… kapcie.

Nic więc dziwnego, że gdy pani od biologii chciała, żebym poszedł po dziennik do pokoju nauczycielskiego powiedziała: – Może jednak nie, niech idzie Polańska, a ty się ogarnij. [Do dziś się nie ogarnąłem]


Walczyłem o te „kudły” jak Zawisza Czarny. Nawet gdy dziadek sięgał po najcięższą, polityczną broń:

- Czy wiesz, że takie włosy noszą „kacapy”.

Porównanie do kacapa, czyli Rosjanina miało mnie boleć najbardziej. Z powodu włosów i wyglądu uciekałem przed kibicami Legii, a na Starym Mieście przed skinheadami.

Dlatego wiele lat później już w wolnej Polsce, gdy dyrektor mojego syna poprosił mnie, żebym ściął Antkowi włosy odparłem:

- Nie, nie, panie dyrektorze, ale nie po to Wałęsa skakał przez płot, żebym teraz dziecku włosy ścinał.

Pointa miała miejsce parę lat później, kiedy spotkaliśmy byłego już dyrektora mojego syna, moja mama odpaliła chcąc być miła:

- Ojej panie dyrektorze jakie ma pan ładne, falowane włosy, to pana kolor czy to farba?

Szymon Majewski

czwartek, 15 grudnia 2016

GIF wycofał...

Główny Inspektor Farmaceutyczny wycofał z obrotu na terenie całego kraju:

1) hormonalny lek antykoncepcyjny Marvelon (Desogestrelum + Ethinylestradiolum), tabletki, 015 mg + 0,03 mg.
Nr serii: M019820 i data ważności: 12.2018.
Podmiot odpowiedzialny Merck Shapr@Dohme Lda, Portugalia.
Importer równoległy to Laboratorium Galenowe Olsztyn sp. z o.o.
Do GIF wpłynął wniosek importera równoległego o wycofanie z obrotu podanej serii produktu Marvelon z uwagi na błędne oznakowanie opakowania zewnętrznego. Część produktu została zapakowana w kartoniki jednostkowe oznaczone jako Marvelon 3 x 21 tabletek, a powinna być zapakowana w kartoniki oznakowane jako Marvelon 1 x 21 tabletek.


2) produkt leczniczy na prostatę, o przedłużonym działaniu, OMI-TAM (Tamsulosini hydrochloridum), tabletki o przedłużonym uwalnianiu, 0,4 mg.
Numer serii: 4L66A, data ważności: 09.2017.
Podmiot odpowiedzialny: +pharma arzneimittel gmbh Austria.
Powodem wycofania serii produktu leczniczego jest stwierdzenie, że badana próbka leku w zakresie przebadanych parametrów nie odpowiada wymaganiom specyfikacji wytwórcy ze względu na obniżoną zawartość substancji czynnej.
Lek jest wskazany do stosowania u mężczyzn w leczeniu objawów związanych z powiększonym gruczołem krokowym (łagodny rozrost gruczołu krokowego), takich jak: trudności w oddawaniu moczu (zmniejszony strumień moczu), oddawanie moczu kropelkami, uczucie nagłego parcia na pęcherz oraz częste oddawanie moczu, zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia.

3) produkt leczniczy Locacid (Tretinoinum), 500µg/g, krem.
Numer serii: G00206, data ważności: 01.2017,
numer serii: G00207, data ważności: 03.2017,
numer serii: G00208, data ważności: 04.2017,
numer serii: G00210, data ważności: 07.2017,
numer serii: G00211, data ważności: 10.2017,
numer serii: G00212, data ważności: 11.2017.
Podmiot odpowiedzialny: Pierre Fabre Dermatologie, Francja.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
Decyzja została podjęta w związku z wynikami uzyskanymi podczas przeprowadzania badań stabilności, które wykazały, że ww. serie nie spełniają wymagań określonych w specyfikacji.
Wskazania: różne postacie kliniczne trądziku (z wyjątkiem trądziku różowatego).

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Ewelina: Zdrowie z beczki - wzmacnia odporność, zapobiega nowotworom

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia zaprasza na cotygodniowy felieton.

Witaj,

Jak się miewasz w pierwszą w tym roku, grudniową niedzielę? Czy u Ciebie również spadł śnieg i przykrył wszystko białym, lekkim puchem?

Ja powoli rozpoczynam przygotowania do Świąt. To już tylko nieco ponad 3 tygodnie. Zaczęłam już wszystko planować, szykuję grafik i listę rzeczy do zrobienia i załatwienia. W tym roku znowu będę miała sporo gości na Wigilii.

Do tego wszystkiego potrzebuję min., trzech rzeczy, czyli:
a) zdrowia,
b) cierpliwości,
c) czasu.

Od razu zakładam, że może zabraknąć mi czasu i cierpliwości, ale jeśli nawali zdrowie - no to kaplica. (...) Ważne jest (...) odpowiednie hartowanie organizmu i odżywianie.

No właśnie. Jest coś takiego w tej porze roku, że organizm (a przynajmniej mój organizm), domaga się zaserwowania szczególnie tej jednej potrawy, o której i Ty nie powinieneś zapominać w swojej diecie.

Kapusta kiszona. Znajoma przywozi mi co roku kapustę kiszoną swojej roboty. Dostaję specjalne, drewniane wiaderko przygniecione kamieniem, gdzie kapusta odpoczywa. Po jakimś czasie mogę przełożyć ją do słoików, a najlepiej - zjeść.



Kiedy na dworze jest pierwszy śnieg, to znaczy, że trzeba organizmowi dostarczyć tego eliksiru zdrowia. Ja gotuję kaszę jęczmienną lub gryczaną niepaloną, do tego przygotowuję wołowy gulasz i surówkę z kiszonej kapusty. Mniam! Aż mi ślinka cieknie na samą myśl. A nie dość, że to takie pyszne, to jeszcze naprawdę zdrowe!

Kiszona kapusta zawiera mnóstwo witamin, głównie witaminę C, dzięki której wzmacnia organizm i chroni przed przeziębieniami. Dodatkowo ma dużą ilość witamin z grupy B, witaminy E, K i A.

Jednak to nie wszystko. Kapusta kiszona nie tylko pomaga wzmacniać odporność, ale też jest eliksirem młodości. Zawiera przeciwutleniacze - kartenoidy i polifenole, które opóźniają procesy starzenia i walczą z wolnymi rodnikami.

Dodatkowo, zawarte w kapuście kiszonej fitoncydy mają działanie bakteriobójcze oraz grzybobójcze.

Ta niepozorna, niemal wypchnięta z eleganckich kuchni, potrawa zawiera również niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu związki manganu, cynku, wapnia, potasu, żelaza i siarki.

W trakcie fermentacji wytwarza się w kapuście naturalny kwas mlekowy, który dobroczynnie wpływa na nasz przewód pokarmowy. Uczeni z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie mówią:

„Bakterie mlekowe wzmagają perystaltykę jelit przyśpieszając pasaż jelitowy, likwidują zaparcia, przywracają prawidłową mikroflorę jelitową po antybiotykoterapii i działają wzmacniająco na nasz system odpornościowy. Kwas mlekowy zakwaszając środowisko działa toksycznie na mikroorganizmy patogenne m.in. na drożdżaki odpowiedzialne za stosunkowo częste zakażenia grzybiczne”.

(...)

Co zatem pozostaje? Jeść kapustę kiszoną, ponieważ nie tylko chroni przed grypą, ale również przed nowotworami, wspomaga trawienie, a do tego jest bardziej lekkostrawna od świeżej kapusty i niskokaloryczna.

A jaki jest mój ulubiony sposób na surówkę z kiszonej kapusty? Do miski wrzucam kiszoną kapustę, starte jabłko, marchewkę, trochę soli, pieprzu, odrobinę cukru, kminek i oliwę. Mieszam. Gotowe.

Dobrej niedzieli,
Ewelina


Zachęcam też do przeczytania artykułu "Uważaj na kiszoną kapustę z folii" na stronach Wirtualnej Polski.

niedziela, 11 grudnia 2016

Szymon Majewski. Krótki tekst o miłości

Felieton Szymona Majewskiego.


Szymon Majewski. Krótki tekst o miłości

Czyli jak i kiedy się żenić na okładkach magazynów?

Kolekcjonuję wzrokiem okładki kolorowych magazynów i zawsze jest tak: Tylko u nas! Para Roku! Sabrina i Sebastian i gorący materiał o ich miłości! I bonus: zdjęcia ze ślubu…

Czytam, że poznali się i pokochali na planie programu „Szalejące parkiety”, połączyło ich wspólne selfie, ona - tancerka, kocha go za luz i wrażliwość, on - aktor, ją za pewność siebie i za to, że płacze przy zachodach słońca.

Potem następuje gorąca sesja w Pałacu na Wodzie, kolejne foty to wizyta w ich sypialni, w której jak pisze redakcja „wykuwał się sukces Pary Roku”.

Są małżeństwem już… dwa miesiące! Planują sześcioro dzieci!

Niestety, pół roku później magazyn „Pakiety i Panele Sukcesu” informuje:

„Dramat! Sabrina uciekła od Sebastiana do Janusza - hodowcy koni”.

Już bez wspólnej sesji. Na razie…

Myślę sobie wtedy, kurczę, przynajmniej Sabrina i Sebastian będą mieli pamiątkę, a może bardziej wstydliwą dokumentację nagłego porywu serca i chęci przekucia tego do razu na okładkę. Oczywiście, może to też się przekłada na fejm tak zwany i ilość zaproszeń na Galę Lakiery do Paznokci, Tygodnia Szminki i Złotych Róż i Goździków.

Sam chodzę, sam bywam i boję się brzmieć tu jak emeryt i pan z siwą brodą na puszczy, ale czy nie można trochę poczekać? Rok, dwa, trzy lata? Pobyć razem w tym małżeństwie albo bez i wtedy - hop na okładki!

Uwierzcie mi, naprawdę znam w szołbiznesie ludzi, którzy przestali być ze sobą gdy gazeta z ich twarzami właśnie się drukowała! Czyli ich związek był słabszy od farby drukarskiej i krótszy niż cykl wydawniczy.

I co potem, chodzisz po ulicach i mijasz te kioski ze sobą w objęciach tej, z którą już nie jesteś?

Oczywiście, ten papier potem ląduje w śmietniku albo drukują na nim inną Parę Roku, ale… Dlaczego się nie powstrzymać chwilę? Upewnić? Czy to jest to, czy nie?

Dlatego wprowadziłbym tu pewne regulacje prawne dla młodych małżeństw i par szołbiznesowych:

6 miesięcy razem - pierwsze wspólne selfie na FB.

1 rok - drugie selfie.

2 lata - filmowa relacja ze spaceru w Łazienkach na Instagramie.

5 lat - Ustawka w Łazienkach dla portalu „Co w trawie piszczy”.

10 lat - Wizyta i wywiad w Radiu Love Info.

I… 20 lat - dopiero wtedy, okładka dla magazynu „Panele i Parkiety Sukcesu”.

PS. Dla potrzeb tekstu imiona Sebastiana i Sabriny są zmienione co nie oznacza, że takie sytuacje nie istnieją.

Szymon Majewski


czwartek, 8 grudnia 2016

Ból pleców groźny dla zdrowia psychicznego


Ważne informacje dotyczące powiązania bolących pleców ze zdrowiem psychicznym podał Tomasz Kobosz z Medexpressu.


Brytyjscy naukowcy z Anglia Ruskin University przyjrzeli się zależnościom pomiędzy bólem pleców a zaburzeniami psychicznymi. Rezultaty badania są dość niepokojące…

Terminem "bóle pleców" określa się dolegliwości bólowe odczuwanego po stronie grzbietowej, wzdłuż osi pionowej ciała. Jest to objaw bardzo niespecyficzny, związany ze schorzeniami kręgosłupa, rdzenia kręgowego lub elementów aparatu kostno-mięśniowego razem z towarzyszącymi nerwami.

Ból pleców należy do ścisłej czołówki przyczyn niepełnosprawności. Wg raportu „Global Burden of Disease” bóle odcinka lędźwiowego dotyczą niemal 10 % światowej populacji. Ze względu na coraz powszechniejszy siedzący tryb życia, odsetek ten będzie rosnąć.

Jedno ze wcześniejszych badań, w którym posłużono się danymi z World Mental Health Survey, wykazało, że przewlekłe bóle pleców związane są ze wzrostem ryzyka zaburzeń nastroju, nadużywania alkoholu oraz zaburzeń lękowych.

Do tej pory niewiele jednak było prac, które dotyczyły osób z bólem pleców mieszkających w krajach o niskich i średnich dochodach.

Najnowsza analiza, której wyniki opublikowano na łamach czasopisma „General Hospital Psychiatry”, objęła 19,5 tys. osób dorosłych z 43 tych krajów (w tym 19 o niskich i 24 o średnich dochodach). Dane pochodziły z bazy World Health Survey 2002-2004, utworzonej przez Światową Organizację Zdrowia.

Bóle pleców dotyczyły 35,1 % analizowanej populacji, przy czym u 6,9% były to bóle o charakterze przewlekłym. Okazało się, ze najrzadziej na ból pleców cierpią Chińczycy - 13,7 %, najczęściej zaś mieszkańcy Nepalu (57,1 %), Bangladeszu (53,1 %) i Brazylii (52 %).

Osoby doświadczające bólu pleców były ponad dwukrotnie bardziej narażone na pojawienie się objawów zaburzeń psychicznych, takich jak: lęk, obniżenie nastroju, objawy psychotyczne oraz zaburzenia snu. W przypadku bólu przewlekłego narażenie na depresję było aż 3-krotnie wyższe w porównaniu do osób bez dolegliwości bólowych.

Co ciekawe, zależności pomiędzy bólem pleców a ryzykiem wystąpienia zaburzeń psychicznych były niemal takie same we wszystkich uwzględnionych w analizie krajach, niezależnie od ich socjoekonomicznej kondycji.


poniedziałek, 5 grudnia 2016

Ewelina: Zrób TĄ jedną rzecz, żeby być szczęśliwszym

W dzisiejszym felietonie Ewelina Drela z Mapy Zdrowia uczy nas szczęścia.


Witaj,

Mam nadzieję, że Twój weekend upływa dobrze i spokojnie. Jak się miewasz? Nie wiem, czy słyszałeś, znajoma powiedziała mi wczoraj, że w nadchodzącym tygodniu nad Polskę ma nadpłynąć arktyczne powietrze.

Będzie zimno. Nie wiem, jak w Twoim otoczeniu, ale wokół mnie wszyscy kichają i prychają. To najwyższy czas, żeby zacząć codziennie pić te ziarenka i wzmocnić swoją odporność.

Jakiś czas temu miałam okazję posłuchać człowieka, który w jakimś sensie jest dla mnie inspiracją, wzorem do naśladowania. Nie wiem, czy powiedziałabym, że jest autorytetem, ale coś blisko tego.

Jego wykłady, szkolenia, prelekcje, które mam okazję słuchać od czasu do czasu, zawsze są dla mnie zimnym prysznicem.

To John Maxwell. Amerykański mówca, naprawdę szczęśliwy człowiek. Zawsze zastanawiałam się, co czyni go tak spokojnym, szczęśliwym i zdrowym człowiekiem.

I ostatnio się dowiedziałam.

Powiedział, że jego sekretem jest to, że budząc się co rano zastanawia się, co może dzisiaj dać ludziom, których spotyka. Jaką inspirację, dobre słowo, zachętę, motywację?

Zdradził, że sekretem dobrego, zdrowego życia jest nie tylko odżywianie, ale też zmiana podejścia z „co ja mogę mieć z tej znajomości, z tego człowieka, z tej firmy” na „co ja mogę dać temu człowiekowi.

Czasami wystarczy uśmiech, czasem dobre słowo. John opowiadał o swoim ojcu, który ma w tym momencie ponad 100 lat, przez całe życie ciężko pracował.

Ponieważ zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem i potrzebował całodobowej opieki, zdecydował, że przeniesie się do ośrodka, w którym się nim zaopiekują. (Pamiętaj, że mówimy o realiach amerykańskich, nie polskich).

Kiedy John zadzwonił, żeby umówić się ze swoim tatą na spotkanie, ten powiedział, że w ten weekend nie będzie miał czasu, ponieważ to początek miesiąca, do ośrodka wprowadza się nowa grupa osób, a on zgłosił się na ochotnika, żeby witać nowych mieszkańców w drzwiach.

John zapytał „Czy to nie jest dla Ciebie trudne? Ludzie żegnają się z rodziną, są smutni, nikogo nie znają”, a jego tato odpowiedział „Właśnie dlatego potrzebują w drzwiach tego domu zobaczyć uśmiechniętego staruszka, który ich przywita, zaprosi na brydża, opowie, jak tu jest dobrze i jak wszystko funkcjonuje”.

Rozumiesz? Właśnie o to chodzi. Czasem, żeby na obiad ugotować to, co Twój mąż, żona, córka, rodzice lubią najbardziej. Czasem po prostu się uśmiechnąć, na przykład do pani w sklepie.

Zaintrygowało mnie to bardzo, na tyle, że postanowiłam wprowadzić tę zasadę w życie. Wiesz, co Ci powiem? To działa.

Mam jeszcze więcej energii, więcej się uśmiecham. Od tygodnia pani w pobliskim sklepie również wita mnie uśmiechem, choć wcześniej nie była tak miło nastawiona.

Czasami trzeba przerwać ten ciąg narzekania i szukania dziury w całym. Bo pogoda zła, bo mało pieniędzy, bo choroba, bo mgła, bo mąż niedobry, bo dzieci się nie odzywają.

Każdy ma ciężko. Narzekanie, użalanie się nad sobą nie pomaga. Pomaga zrobienie czegoś dla innych, choćby uśmiech.

Znam takie osoby, które wręcz nie cierpią swojej rodziny, praca sprawia im przykrość. W ciągu jednej sekundy są w stanie wymyślić 37 powodów, dla których dzień jest beznadziejny, a wszystko i wszyscy wokół tylko ich  drażnią.

A może Ty też tak masz? Z dnia na dzień 
stajesz się  złośliwy, opryskliwy i zgnuśniały. Tak nie znajdziesz szczęścia, a co więcej - bardziej męczysz się sam ze sobą niż z innymi. A żeby sobie z tym poradzić, tym bardziej narzekasz i jesteś złośliwy.

Zamiast tego pomyśl, co możesz zrobić dobrego - dzisiaj nie dla siebie, ale dla kogoś innego. Jeśli nie wyjdziesz ze spojrzeniem poza czubek własnego nosa - nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy.

Szczęśliwej niedzieli,
Ewelina

niedziela, 4 grudnia 2016

Szymon Majewski: Komu dać szkołę? Może rodzicom?

Felieton Szymona Najewskiego:


Szymon Majewski: Komu dać szkołę? Może rodzicom?

Tym razem o kilku klasowych zebraniach…

Dzwonię do kolegi:

- Co robisz ?

- Odwożę córkę na zajęcia z tańca, potem jedziemy na hiszpański i basen.

I widzę te dzieciaki jak prują do szkoły, niektóre oprócz plecaka mają przytroczoną rakietę do tenisa, torbę na kółkach z podręcznikami do esperanto, i tak zasuwają do 21-ej a potem jeszcze… praca domowa! Bo trzeba do przodu, bo punkty, bo szkoła, bo studia, bo geniusz, bo Mariusz ma średnią 5,6 a Ty! 5,5 ! I co z tym zrobimy?!

Pamiętam takie zebranie w szkole. Siedzimy w klasie, pan dyrektor, pani wychowawczyni, rodzice i nagle wstaje tatuś i mówi:

- Dlaczego szkoła nic nie zadaje na sobotę i niedzielę?! Mój syn siedzi i nic nie robi, a mógłby podgonić materiał.

Nie wytrzymałem: Proszę pana, idź pan z dzieckiem na rower, do lasu, przewietrz go pan!

Oburzenie, konsternacja, ale to Majewski, więc wiadomo, artysta na „różowych papierach”! Na rower dziecko chce wysyłać zamiast zgięte w pałąk do lekcji!

A ja zawsze uważałem, że rower i las więcej dadzą dzieciom niż te półtonowe tornistry.

Ten Ojciec zmierzył mnie wzrokiem, wytrzymałem, a tydzień później była szkolna wycieczka rowerowa i co?

Jego blady syn chciał wsiadać na rower przez kierownicę!

Raz załatwiłem wycieczkę do Huty Zawiercie. Genialna sprawa, jednodniowy wypad w środku tygodnia, więc jedna matka na zebraniu:

- Co to za pomysł z tą hutą? Już lepiej niech siedzą i robią lekcje!

Mówi się o problemach ze szkołą, dziećmi itp., a może powinny być szkoły dla rodziców?

Wszyscy się nakręcają. Szkoła musi być w rankingu wysoko, więc dobre noty musi mieć. Te dzieci, które dają noty są pchanie do przodu, reszta pod dywan. Masz średnią 3,1 to nie wezmą cię do recytacji, wiersz dajmy temu co ma 5,6 i jest gwarancja, że się nauczy!

Kolejny obrazek z zebrania.

Wstaje Tata w typie Director of Directors i pyta:

- Jaki jest poziom angielskiego w szkole?

Dyrektor:

- Wysoki. Codziennie dwie lekcje…

- Tak? Naprawdę? A do mnie ostatnio przyjechał kontrachent z USA, mieszkał u mnie, rano przy śniadaniu rozmawialiśmy o sytuacji ekonomicznej Polski i Roger spytał mojego syna o coś, a ten ani me ani be!?

Ludzie! To była trzecia klasa podstawówki!

Tak pogoń za wynikami doprowadzała do paranoi, prosta praca domowa stawała się okazją do wyścigu teamów rodzinnych! Pamiętam, jak pani w szkole kazała dzieciom zrobić karmniki dla ptaków. Ok, coś tam moje dzieci skleciły. Lecimy rano do szkoły, mija nas matka z dzieckiem, na ręku mają profesjonalny karmnik wielkości telewizora.

- A co to? - pytam.

- Stolarzowi zleciłam.

I dostał chłopak 6, a moi po 3!

***

Dzieci z wycieczki do huty wróciły zachwycone! Przeżywały to cały tydzień…


Szymon Majewski

poniedziałek, 28 listopada 2016

Ewelina: Aromatyczna, zdrowa, idealna na dzisiaj

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia zaprasza na pyszna herbatę:

Witaj,

Nie wiem, jaka pogoda jest dzisiaj u Ciebie, ale u mnie zimno, szaro, pada deszcz ze śniegiem, czyli tzw. marznąca mżawka.

Powiem Ci szczerze, że w takie dni, kiedy nie ma słońca, jest szaro i ciemno, ciężko mi wykrzesać z siebie optymizm. 

Dzisiaj nawet moje zwierzęta, które zazwyczaj mają lekkie ADHD również nie są chętne na wychodzenie na mżawkę.

Zaczęłam czytać książkę i (...) wpadł mi do głowy genialny pomysł. 

Stwierdziłam, że zrobię coś aromatycznego, a przy tym ekstremalnie zdrowego, co szybko postawi mnie na nogi i pozwoli zapomnieć o tej mało sprzyjającej aurze.

Mój sposób na listopadowe poprawienie humoru, a przy tym mocno rozgrzanie się i dostarczenie sobie witamin i składników odżywczych to…

herbata.


Już widzę Twoje zniesmaczenie i stwierdzenie „Eeee, myślałem, że to coś spektakularnego”.

To spektakularna herbata. Zaraz się przekonasz, dlaczego.

Każdy, no, prawie każdy element tej herbaty zawiera w sobie coś zdrowego lub wręcz ekstremalnie zdrowego.

Będziesz więc zatem potrzebować:

1. Pomarańczę - oczywiście najpierw sparzam je wrzącą wodą. 

Pomarańcze zawierają mnóstwo witaminy C, beta-karotenu, kwasu foliowego. Są też świetnym źródłem błonnika (...).

Co ważne, olejek pomarańczowy działa uspokajająco i przeciwdepresyjnie. Czyli idealnie, jak na dzisiejszą pogodę. 

2. Cytrynę - którą również polecam sparzyć przed użyciem. 

Cytryna zawiera tyle witaminy C, że pomaga walczyć z przeziębieniem, ale też ma w sobie rutynę, która zapobiega utracie witaminy C z organizmu.

Co więcej, cytryny również zawierają beta-karoten, witaminy z grupy B, witaminę E, potas, magnez, sód i żelazo.

3. Laskę cynamonu - który nie tylko pięknie pachnie, ale też jest źródłem manganu, błonnika, żelaza i wapnia. O cynamonie więcej pisałam Ci kilka tygodni temu.

4. Goździki - które mają właściwości
antyseptyczne, przeciwbólowe i rozluźniające. Są źródłem witamin C, K, E, A, B6, niacyny i kwasu foliowego, a do tego pięknie pachną i cudownie smakują. 

5. Sok z malin, o którym pisałam wielokrotnie.

6. Odrobina miodu - którego nie trzeba opisywać. Nie dość, że słodki, to jeszcze ekstremalnie zdrowy.

7. Świeży imbir - który jest naturalnym antybiotykiem, zawiera mnóstwo witamin i substancji odżywczych.

A swój eliksir dobrego nastroju przygotowuję tak.

Sparzoną cytrynę kroję na plasterki, a każdy plasterek na cztery części. Podobnie pomarańczę. Wrzucam do dzbanka, dodaję laskę cynamonu, goździki, czasem też gwiazdkę anyżu i odrobinę świeżego imbiru. 

W tym samym czasie przygotowuję napar z zielonej herbaty, a kiedy się zaparzy, zalewam herbatą mieszankę. 

Do herbaty dodaję sok z malin i odrobinę miodu. 

Czekam aż smaki przejdą, „przegryzą się”. W domu unosi się zapach… dzieciństwa, świąt, bezpieczeństwa, beztroski. 

Na twarzy pojawia się uśmiech i nagle zaczyna świecić słońce. 

A ja zagłębiam się w lekturę świetnej książki, popijając tę pyszną herbatę.

Słonecznej niedzieli,
Ewelina

niedziela, 27 listopada 2016

Szymon Majewski: szkolna misja dziadka Ignasia

Felieton Szymona Majewskiego


Szymon Majewski: szkolna misja dziadka Ignasia

Pod kryptonimem „Kanapka dla wnusia“.

Nie wiem, czy gdy będę dziadkiem miałbym odwagę, wiedząc o dorastających dzieciakach to co wiem teraz, na wykonanie takiej akcji jaką wykonał mój dziadziuś, gdy w byłem w szkole.

Kochałem dziadka strasznie, pamiętam jak z synami wojskowych kłóciłem się o AK i Powstanie Warszawskie, doszło nawet do bójki w wyniku której miałem długo gojącą się śliwę pod okiem. Ale co innego innego dziadziuś Ignacy na terenie domowym, a co innego na terenie szkolnym. Zwłaszcza gdy wnusio ma czternaście lat, zaczyna dojrzewać i musi zgrywać twardziela, którym nie jest. A tu trzydzieścioro uczniów w tym szesnaście rozkwitających dziewczyn w fazie rozglądania się za facetami. My też już „byczkując” z lusterkami w dżinsach i grzebykami. Pamiętam, jak wtedy udawaliśmy, że lusterka służą nam do puszczania zajączków, ale tymczasem ukradkiem na korytarzu rzucało się okiem, „lustereczko powiedz przecie” i sprawdzało przystojność swojej pryszczatej facjaty.

Na przerwach dochodziło do rytuału tokowania i łowów, dziewczyny stały w grupach i piszczały pod oknem, a my lataliśmy za piłką z gąbki wykonując figury świadczące a naszej sprawności fizycznej. Rytuały jak w każdej szkole, ustalające hormonalny podział na grupy zdobywców i ofiar. Tu nie było miejsca na oznakę słabości. Choć szkoła Podstawowa nr. 61 im Juliana Przybosia była porządna, to prym dyktowało paru git-ludzi oraz kolega Ziółek, który wsławił się tym, że uciekł z domu i po trzech dniach został doprowadzony w asyście Milicji Obywatelskiej i dzielnicowego do szkoły. Mimo, że u dyrekcji miał tyły, to w oczach uczniów i co ważne uczennic akcje Ziółka wzrosły. Taki uczeń jak ja miał słabo, nie byłem twardzielem, co prawda dobrze grałem na bramce, ale byłem chudy, miałem okulary i słabe spodnie (po wujku). Nadrabiałem żartami, ale i tak w rankingu klasowych Johny Bravo byłem daleko.

Jednak po akcji dziadka moje akcje miały spaść do zera. Kochany dziadziuś… ech…

Była lekcja matematyki kiedy po dziesięciu minutach nagle puka dozorca, matematyczka i wychowawczyni pani Bożena przerywa lekcję, a dozorca mówi:

- Jest dziadek Szymka, ma coś dla niego.

Zdążyłem tylko pomyśleć „Nie, niech to się nie dzieje”. Za późno!

Pani wychowawczymi mówi:

- Proszę, proszę, co się stało?

A dziadziuś:

- A… bo Szymuś zapomniał drugiego śniadania, mama kanapki mu zrobiła.

Koniec! Klasą wstrząsnął zduszony rechot Ziółków i innych, dziewczyny zrobiły facepalmy i padły na różowe piórniki. Pamiętam, że łzy mi napłynęły do oczu, było to pomieszanie wzruszenia, wstydu i wściekłości na tych klasowych palantów. Podszedłem do dziadka i wziąłem zapakowane przez mamę śniadanie. Wróciłem do ławki, pani wychowawczyni próbowała zapanować na wybuchem klasowego obciachu, a ja przez łzy patrzyłem jak z oknem dziadek szedł do domu z naszym psem Muchą na smyczy.

Kapitan AK ps. „Skiba” dostarczył wnusiowi kanapkę z ogórkiem na terenie wroga…

….

Dziadku, bardzo bym chciał, żebyś mi jeszcze kiedyś przyniósł kanapkę! Nawet do radia!

Szymon Majewski

piątek, 25 listopada 2016

Bożena Kropka: „Co mi dolega? Poradnik skutecznego leczenia dietą”

Jest taka książka, po którą powinni sięgnąć wszyscy.
A na pewno ci, którzy zwracają uwagę na swoje zdrowie i kontrolują to, co jedzą.


Do czasu zakupu książki, proponuję rozmowę z Autorką na stronach portalu Aleteia http://pl.forher.aleteia.org/articles/uwaga-na-cukier-poradnik-skutecznego-leczenia-dieta/


środa, 23 listopada 2016

Ubezpieczasz sprzęt w markecie? Rzecznik alarmuje: ochrona jest pozorna

Do Rzecznika Finansowego wpłynęło ponad 600 skarg dotyczących ubezpieczeń sprzętu elektronicznego. To 10 razy więcej niż np. w 2012 r.
- Zdecydowaliśmy się zaalarmować klientów, kluczowe osoby i urzędy w Polsce - mówi Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Finansowy.


Umowy są tak konstruowane, aby większość przypadków powołania się na ubezpieczenie reklamowanego sprzętu odrzucać. W efekcie, mimo płacenia składek, klienci nie mogą skorzystać z nachalnie oferowanej im przy zakupie polisy. 

Widoczne korzyści ze sprzedaży tego typu ubezpieczeń odnoszą głównie sieci handlowe pobierające wysokie prowizje za sprzedaż.


Zakłady ubezpieczeń zyskują przychód ze składek, ale tracą wizerunkowo, oferując ubezpieczenie o ograniczonym zakresie.

Więcej na stronach Wirtualnej Polski w artykule "Ubezpieczasz sprzęt w markecie? Rzecznik alarmuje: ochrona jest pozorna".


poniedziałek, 21 listopada 2016

Ewelina: Jedne z najtrudniejszych wyborów na świecie

Ewelina Drela za Mapy Zdrowia pisze...

Witaj,

Jak się miewasz w końcówce długiego weekendu? Ja bardzo się cieszę, że zdarzyło się znowu kilka dni wolnych, mniej zabieganych od poprzedniego razu. Teraz mogłam wreszcie poczytać książkę, napić się dobrej, gorącej herbaty z sokiem malinowym i po prostu zrelaksować.

Jednak wolne od pracy wcale nie oznacza, że zapominam o swoim zdrowiu. Zwłaszcza teraz, kiedy pogoda jest rzeczywiście kapryśna, łatwo o przeziębienie, a na dodatek wszyscy wokół kichają. (...)

Ale do rzeczy. Tytuł pewnie Cię zaintrygował, bo przecież wszystkie media huczą o wyborach w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie dokonali wyboru. Część z nich triumfuje, część z niedowierzaniem zastanawia się, co tak naprawdę się stało. Myślisz, że dzisiaj będę pisać o polityce?

Nieeee.

Nie ma dla mnie nic gorszego niż polityka. Nic, co bardziej waśni ludzi, niszczy relacje, niszczy życie. Nie, nie będzie dzisiaj o polityce.

Dzisiaj będzie trochę o Twoich wyborach. I to o tych najtrudniejszych, w zasadzie codziennych. Kiedy rozmawiam ze znajomymi lub w ogóle z ludźmi okazuje się, że najtrudniejsze dla nich jest… zdrowe życie. 

Wcale nie decyzja. Przecież dobrze wiesz,  że trzeba żyć zdrowo, odżywiać, nie zapychać organizm. Wiesz, że powinieneś dokonywać odpowiednich wyborów, dbać o aktywność fizyczną, unikać chemii tam, gdzie się da.

Decyzja „tak, chcę zdrowo żyć” jest bardzo prosta i zapewne potwierdzisz, że tak, chcesz zdrowo żyć, chcesz unikać chorób cywilizacyjnych, chcesz chronić siebie i najbliższych przed nowotworami, cukrzycą czy chorobami autoimmunologicznymi. To przecież logiczne i nie ma w tym nic niezwykłego.

Teraz dodaj to szatańskie słowo, które burzy wiele rzeczy i niszczy nawet najlepsze decyzje. 

„ALE”

Chciałbym żyć zdrowo, ale. Milion ale. Żywność jest skażona i zatruta, pełna konserwantów. Ale to trudne być przez całe życie na diecie. Ale przecież od czasu do czasu można się skusić na fast food.

I tak w nieskończoność. ALE. Podobno najbardziej szkodliwe słowo na świecie. Okazuje się, że kiedy mówisz „ale”, pierwsza część przed „ale” nie ma już żadnego znaczenia.

„Chciałbym zdrowo żyć, ale ciężko jest kupić zdrowe jedzenie”.

I tak trzy miliony „ale” na sekundę. I zostaje tylko ta druga część. Racjonalne powody, dla których zdrowe życie jest niemożliwe, albo wręcz upiornie trudne.

Prawda jest taka, że najtrudniejszym dla Ciebie wyborem na świecie jest nie decyzja o zdrowym życiu, ale jej konsekwentna realizacja każdego dnia. Bez wymówek. Bez „ale”. 

To nie jest łatwe. Jeden ze znanych lekkoatletów (wybacz, nie pamiętam nazwiska) powiedział, że najtrudniejsze wcale nie są mordercze treningi, bieganie, ale zdrowe odżywianie i zdrowy styl życia. 

To są codzienne wybory. Idziesz do sklepu i ręka sama wyciąga się do tego, co „pierwsze z brzegu”. Nie. Czytaj etykiety. Sprawdzaj skład. Decyduj się na zdrowe, odżywcze produkty. 

Sobota w galerii handlowej? Po wyczerpującym maratonie między sklepami, najłatwiej wpaść na fast food w food courcie, prawda? No w końcu jeden hamburger nie zaszkodzi. Jesteś pewien? Oczyść swój organizm i przekonaj się, ile złogów, gnijących resztek, a w konsekwencji toksyn, które Cię zabijają, powoduje jedzenie śmieci. Wybierz sałatkę z dobrym dressingiem. Decyduj się na nieprzetworzone produkty.

Łatwo jest zdrowo się odżywiać latem. Jest mnóstwo sezonowych warzyw i owoców. A co z zimą? Przecież ekologiczne owoce egzotyczne są niebiańsko drogie.

A jakby tak docenić nasze, polskie, zdrowe warzywa i owoce dostępne cały rok? Mało atrakcyjne? Taki burak, topinambur, marchewka, jabłka, gruszki. Jeśli chcesz tanio i ekologicznie - wybierz się na targ. Nie będzie tam cen jak w eko-sklepach, a przy okazji może kupisz jakiś pyszny, domowy ser?

Brzmi kiepsko? A carpaccio z buraków z serem kozim, polane pysznym dressingiem, zdrową oliwą z oliwek? Wystarczy cieniutko, milimetrowo pokroić buraka i ser kozi, zrobić dressing, dodać trochę ziół. Wcale nie brzmi nudno, wręcz wykwitnie. A jakie jest zdrowe. 

Ekologiczne środki czyszczące są drogie i trudnodostępne? A słyszałeś o tym, że np. szyby można świetnie wymyć octem, nie ma na nich żadnych smug i zarysowań?

Nie daj się zwariować. Zdrowe życie i zdrowe wybory wcale nie muszą być nudne i niesmaczne. Wystarczy wyjść poza schemat, trochę uwolnić fantazję, próbować.

Sam się przekonasz, że może na początku jest ciężko. Człowiek potrzebuje ok. 6 tygodni, żeby wejść w nawyk. Potem, kiedy nauczysz się zdrowych wyborów będzie szybciej i dużo łatwiej. 

Kiedy decydujesz się na zdrowy tryb życia pamiętaj, że na sam początek Twój organizm potrzebuje, żeby wymieść z niego wszystkie pozostałości po grzechach, złogi, zgniłe resztki, tabletki zalegające w jelitach i emitujące śmiertelne toksyny. Najpierw oczyść organizm (...), żeby na serio zacząć Twoje zdrowe życie i żebyś zaczął odczuwać jego pozytywne efekty od zaraz. 

Zobaczysz, jak wdzięczny będzie Ci Twój organizm. Skończą się problemy z trawieniem, bóle głowy, ciągłe zmęczenie. Zaczniesz nabierać ochoty do życia i mnóstwo energii. 

Dobrej, zdrowej niedzieli,
Ewelina

niedziela, 20 listopada 2016

Panie Szymonie, super program, ubawiłem się po pachy!

Felieton Szymona Majewskiego.


Panie Szymonie, super program, ubawiłem się po pachy!

Czyli jak to było z publicznością do „Szymon Majewski Show”…

Robiąc „Szymon Majewski Show” marzyłem o tym, żeby na widowni siedzieli fani programu. Niby to proste marzenie, ale jednak za każdym razem pojawiała się tam publiczność wynajęta, których złośliwie, nazywałem „wynajętaki” lub „węgierscy kowboje”. Ci kowboje wzięli się stąd, że mój znajomy nagrywał polski program w 1991 r jeżdżąc na…Węgry! Na widowni byli sami Węgrzy, którzy reagowali na hasło „aplauz” i „śmiech”, w oczach mieli czasoprzestrzeń, ale cóż taki był przelicznik forinta, że bardziej się tam opłacało grać.

Gdy tylko zaczynałem prowadzić program od razu, po reakcji, wiedziałem że dziś są „węgierscy kowboje”! Śmiech tuż przed puentą, albo oklaski, gdy spytałem w przerwie kogoś z produkcji, która jest godzina. Raz, pamiętam, jakiś pan zaczął klaskać i śmiać się, gdy zapytałem kogoś z ekipy produkcji, czy może mi nalać wody!

Produkcja miała swoje argumenty, program nagrywał się poza miastem, trwało to czasem ponad 6 godzin, nie dawałem się jednak przekonać. Zaczęli więc zwozić szkoły, licea i technika. Klucz był prosty: młodzi, chętni, wyciągnięci z lekcji, więc wdzięczni!

Jednak nie było lepiej, bo jeden chciał, drugi nie, jedna dziewczyna, pamiętam, odrabiała lekcje, gdy ja rozmawiałem z Januszem Gajosem. Dramat.

Mój zapał się skończył, gdy nagle chcąc zagadnąć do mojej widowni, powiedziałem do gościa w bluzie z kapturem:

– O widzę, że jest z nami raper TEDE.

A ten odkrzyknął :

- Co k…! Myślisz , że chce mi się tu siedzieć!?

Spokorniałem, przegrałem tę bitwę. Poprosiłem grzecznie, żeby wrócili „węgierscy kowboje”, powiedziałem tylko, żeby może wybierać takich trochę bardziej zainteresowanych programem, może bardziej ciekawych tego się dzieje, takich którzy mnie lubią. Ekipa obiecała mi, że teraz tak będzie. Że może będą wynajęci, ale jednak moi fani! Od tej pory tak już miało być. I było… Prawie…

Gdy skończył się program, na koniec jak zawsze zostałem, żeby rozdawać autografy. Stoję, podpisuję kartki, podchodzi chłopak:

- Panie Szymonie, super program, ubawiłem się po pachy!

Fajnie, cieszę się. Podchodzi dziewczyna.

- Panie Szymonie, super program, ubawiłam się po pachy!

Rewelacja, kurcze, jestem dobry. Następny.

- Panie Szymonie, super program, ubawiłem się po pachy!

Coś mnie tknęło. Wszystko już wiedziałem, gdy nagle kolejny „fan” zaczął:

- Panie Szymonie, super program, ubawiłem się po pachy!!!



Po skończonym podpisywaniu poprosiłem produkcję, żeby zróżnicowali fanom teksty pochwał i potasowali ich w kolejce do swojego idola.

Szymon Majewski


piątek, 18 listopada 2016

Pasja Dobrego Życia zaprasza

Spotkania z cyklu PASJA DOBREGO ŻYCIA odbywają się w całej Polsce.
Tym razem zapraszamy do Grójca, Warszawy i Czeladzi.

Szczegóły na poniższych plakatach.
Zapraszamy!






środa, 16 listopada 2016

Naturalne antybiotyki w twojej kuchni

Czy umiemy docenić to, co daje nam przyroda. Zioła i przyprawy mogą zastąpić antybiotyki.


Stephanie Booth szczególnie poleca nam:
- olej kokosowy,
- czosnek,
- imbir,
- miód,
- olej z oregano,
- sól (do płukania),
- cebulę,
- kurkumę.

Więcej w artykule "Naturalne antybiotyki w twojej kuchni".

poniedziałek, 14 listopada 2016

Ewelina: Zdarza Ci się myśleć o niebieskich migdałach?

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia:

Witaj,


Minął już tydzień, kiedy przestawiliśmy nasze zegarki na czas zimowy. Stwierdzony urzędowo, nieodwołalny. Twój organizm również powoli zaczyna się przyzwyczajać do chłodu i zapadającej tak wcześnie ciemności.

Wczoraj spotkałam przyjaciółkę - dość specyficzną osobę. Rozmawiałyśmy trochę na temat zdrowego życia, naturalnych metod leczenia i różnych świństw w jedzeniu.

Moja znajoma nie stosuje żadnych leków, rzadko też spotyka się z lekarzem. Była tak nauczona od dzieciństwa. To chyba jedyna osoba, jaką znam, która nigdy nie była w fast-foodzie ani nie piła coli. Naprawdę!!

Po prostu nie ma ochoty. Swoją drogą, nic dziwnego. (...)

Za to ma swój zwyczaj - nigdy nie rozstaje się z… migdałami. Zawsze ma trochę w torebce, kieszeni kurtki czy spodniach. Na każdą okoliczność. Ilekroć szłyśmy na herbatę, ona wyjmowała z torebki woreczek z migdałami i zjadała kilka, zamiast ciastka.


Zdjęcie ze strony http://www.zdrowylink.pl/

Zapytałam ją kiedyś, czemu akurat migdały. Stwierdziła, że tak nauczyła ją babcia, że migdały są dobre na wszystko. Stosuje je na wiele dolegliwości, zamiast tabletek i innych leków. I że działają. Trochę mnie to zdziwiło. Wiedziałam co prawda, że migdały są zdrowe, ale że aż tak? To nie...

Zaczęłam szukać informacji i byłam naprawdę zdumiona. Okazuje się, że migdały są doskonałym źródłem łatwo przyswajalnego białka oraz wapnia. Mają dużo witaminy E, zwanej witaminą młodości. Wzmacniają ściany naczyń krwionośnych, uelastyczniając tym samym skórę. Chronią przed chorobami układu krwionośnego oraz przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.

Migdały są też bogate w witamin z grupy B, głównie B2, która jest odpowiedzialna za dobry wzrok oraz zdrowy układ nerwowy i B3, która wspomaga pracę układu nerwowego i pracę serca.

Zatem jedzenie migdałów doskonale wpływa na wygląd skóry, a także kondycję włosów. Owoce migdałowca są bogate w kwas foliowy, który reguluje wzrost tkanek i korzystnie wpływa na ich prawidłowe funkcjonowanie.

Ponadto usprawnia działanie wątroby, żołądka i jelit, pobudza procesy krwiotwórcze, stąd nazywa się go, wraz z  żelazem, doskonałym lekarstwem na anemię.

Potrzebne Ci konkrety? Proszę bardzo. Amerykańska organizacja Food and Drug Administration (FDA) oficjalnie potwierdziła, że spożywanie ok. 40 gramów migdałów każdego dnia pomaga zminimalizować ryzyko choroby niedokrwiennej serca i udaru mózgu.

Co ciekawe, jeśli dokucza Ci zgaga, zapomnij o przyjmowaniu kolejnych tabletek. Również tutaj migdały sprawdzają się znakomicie. Garść migdałów może zniwelować przykre uczucie zgagi, a jedzone regularnie - nawet jej zapobiegać.

Muszę Ci się przyznać, że nigdy bym nie przypuszczała, że te nasiona są aż tak skuteczne i mają takie niezwykłe działanie. Od tamtego spotkania również noszę ze sobą migdały w torebce. Mają dużo magnezu, więc dla mnie są idealne, kiedy muszę wsiąść do auta i jechać w korkach. Świetnie niwelują stres i zdenerwowanie. Doskonale sprawdzają się też na śniadanie albo podwieczorek.

Mam na to świetny patent: jogurt naturalny, garść migdałów (...). Jest super szybkie w przygotowaniu, a bardzo zdrowe i pożywne! I do tego tyyyyle energii w takim małym kubeczku. Spróbuj sam, a przyznasz mi rację!

Dobrej niedzieli,
Ewelina

Więcej o migdałach w artykule "Moc ukryta w migdałach".

niedziela, 13 listopada 2016

Szymon Majewski: Mój 11 Listopada


Szymon Majewski: Mój 11 Listopada

Czyli Józef Piłsudski kontra Towarzysz Granat!

Cztery lata temu przychodzi do mnie wezwanie, odbiera je moja żona, blednie. Na kopercie widnieje napis: „IPN - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu”. Magda pyta:

- Boże, Szymon, co ty zrobiłeś?!

Żeby wyjaśnić, co zrobiłem trzeba się cofnąć do 1983 roku. Konkretnie do 11 listopada. Był to najbardziej ekstremalny Dzień Niepodległości w moim życiu.

Jako harcerze 16 WDH im. Zawiszy Czarnego, mimo że stan wojenny hulał w najlepsze, nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić tego dnia bez udziału we mszy w Katedrze. Za komuny jednak nie lubiano, by harcerze pojawiali się na jakichkolwiek opozycyjnych imprezach. Był oficjalny zakaz, a my, jak każdy zakaz mieliśmy go gdzieś. Tego dnia, oprócz udziału we mszy, mieliśmy pomysł na specjalną akcję zarobkową, by zdobyć parę groszy na obóz letni. Całą noc kopiowaliśmy więc zdjęcia Józefa Piłsudskiego, żeby móc je sprzedawać pod Katedrą. Mieliśmy „Dziadka” Piłsudskiego w Milusinie w Sulejówku, „Dziadka” kręcącego wąsa na Starówce, Piłsudskiego w limuzynie i w Legionach. Następnego dnia po mszy ustawiliśmy się pod warszawską Katedrą, zdjęcia szły jak woda, kupowali je wszyscy, gdyż cena była symboliczna. Uwijaliśmy się jak w ukropie, Ja, Szwejk - nasz drużynowy, Adam i Jacek. Po pół godzinie zdjęć już nie było, ludzie wychodzący z Katedry kupili wszystkie, a wiele osób odeszło z kwitkiem. Ponieważ wszyscy się rozchodzili, postanowiliśmy iść do domu, przeszliśmy przez Plac Zamkowy, a potem w dół po schodkach do tramwaju. Nagle, w połowie schodów drogę zastąpiło nam czterech panów, trzech kolejnych z góry zablokowało nam drogę ucieczki. „Pójdziecie z nami” - powiedzieli. Od razu wiedzieliśmy, że to Służba Bezpieczeństwa albo tego typu smutni panowie.

Zaprowadzili nas na Komisariat na Jezuickiej, gdzie zabrali plecaki, rozdzielili nas i zaczęli przesłuchiwać. W koło nas kręciło się pełno ZOMO-wców. Tego dnia mieli dosłownie i w przenośni pełne ręce roboty. Komisariat miał już złą sławę, to tam w maju 1983 roku milicjanci skatowali Grzegorza Przemyka.

Nas przesłuchiwał SB-ek w stylu iście amerykańskim, w szarym garniturze z kamizelką i z fajką w gębie! Wydawał się żywcem wyjęty z amerykańskich filmów. Od jego nowojorskich kolegów różnił go język i fakt, że zamiast mafioza przesłuchiwał szesnastoletniego harcerzyka na okoliczność sprzedaży zdjęć Józefa Piłsudskiego.

Koleś w oparach dymu z fajki chciał wiedzieć: Po co? Dlaczego? Kto i jak?

Odpowiedziałem, że dziś 11 listopada, że Piłsudski i że my i… już.

Trzymali nas tam parę godzin, do dziś pamiętam jak kręcili się wokół nas młodzi ZOMO-wcy w skórzanych rękawiczkach, jeden szczególnie twardy walił we framugę pięścią patrząc nam prosto w oczy!

Sytuacja była tym bardziej chora, że w tym czasie na komendzie, na wszystkich telewizorach na Jezuickiej leciał serial TVP „Polonia Restituta” z Januszem Zakrzeńskim w roli Józefa Piłsudskiego!

Pamiętam, powiedziałem śledczemu, że zdjęcia które mamy to nie zdjęcia Piłsudskiego tylko Janusza Zakrzeńskiego! Nie śmiał się.

Po spisaniu zeznań i protokołów puścili nas, oczywiście bez zarobionych pieniędzy. Nasi groźni mundurowi panowie i komisarz pewnie kupili za nasze pieniądze jakieś browary i pili je, oglądając kolejne odcinki „Polonii Restituta”, którą wszyscy złośliwie nazywali wtedy Polonia Prostituta!

A w jakiej sprawie dostałem wezwanie cztery lata temu? W sprawie tow. Granata!

Jak się okazuje istniała specjalna komórka ORMO Harcerskiego oddelegowana do inwigilacji harcerstwa za komuny, to ci smutni panowie nas zatrzymali. Dowodził nimi towarzysz Granat.

– A skąd nazwisko Granat? – spytałem pana z IPN.

Jak się okazuje to częsty przypadek sierot, którym Ludowe Wojsko Polskie dało wikt i opierunek, a także tożsamość. Nie mieli nazwiska, więc dała im je armia. A że pod ręką miała hełmy, granaty i karabiny, to potem mieliśmy w SB, ORMO i innych wykwitach towarzysza Chełma, Granata i Karabina…

piątek, 11 listopada 2016

GIF wycofuje...

Główny Inspektor Farmaceutyczny podjął decyzję o wycofaniu z obrotu na terenie kraju:

1) produktu leczniczego: Chlorsuccillin (suxamethonii chloridum), 200 mg, proszek do sporządzania roztworu do wstrzykiwań.
Numer serii:
- 511271, data ważności 11.2017,
- 601091, data ważności 01.2018.
Podmiot odpowiedzialny: PharmaSwiss Ceska Republika s.r.o.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
Badane próbki ww. serii nie odpowiadają wymaganiom specyfikacji w zakresie wyglądu liofilizatu i zawartości chlorku choliny w oznaczeniu wykonywanym metodą wytwórcy.
Wskazania: krótkotrwałe zwiotczenie mięśni konieczne do przeprowadzenia intubacji dotchawiczej podczas krótkich zabiegów chirurgicznych.

2) tabletek Cinie 100 (Sumatriptanum), 100 mg.
Numere serii: 3020316 i dacie ważności: 09.2018.
Podmiotem odpowiedzialnym jest Zentiva k.s., Republika Czeska.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
W badanej próbce stwierdzono niezgodność produktu znajdującego się w opakowaniu bezpośrednim (Cinie 50) z informacja deklarowana na opakowaniu zewnętrznym (Cinie 100).
Wskazania: doraźne leczenie napadów migreny.

3) plastrów antykoncepcyjnych Lisvy (Gestodenum+Ethinylestradiolum), (60 mcg+13mcg)/24 h, system  transdermalny, plaster 3 sztuki.
Numer serii i data ważności: 
- V49315BF, 30.09.2017,
- V49315BH, 30.09.2017,
- V5A309AP, 31.10.2018,
- V5A309BB, 31.10.2018,
- V61301AA, 31.01.2019,
- V61301AB, 31.01.2019,
- V61301BE, 31.01.2019.
Podmiotem odpowiedzialnym jest Gedeon Richter  Plc. Węgry.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. 
Powodem decyzji było stwierdzenie wyników stabilności poza specyfikacją.

4) tabletek drażowych Vitaminum B compositum Teva, opakowanie 50 tabl.
Numer serii:
- 55270011, 02.2017,
- 55270021, 02.2017.
Producentem witaminy jest Teva Pharmaceuticals Polska Sp. z o.o.
Powodem wycofania był wniosek producenta o niespełnieniu wymagań specyfikacji w zakresie parametru zawartości pirydoksyny chlorowodorku (witamina B6).
Witamina B stosowana jest m.in. w stanach wyniszczenia, alkoholizmie, rekonwalescencji, zaburzeniach ze strony przewodu pokarmowego, pomocniczo w chorobach układu nerwowego, trądziku czyczyraczności. Wspomagająco po przebytej antybiotykoterapii, w zaburzeniach czynności układu pokarmowego z towarzyszącą długotrwałą biegunką.

5) produktu leczniczego Quinax (Aapentaceni natrii polysulfonas), krople do oczu, roztwór, 0,15 mg/ml.
Numer serii, data ważności: 
- 15K17RC, 04.2017,
- 15L02SB, 05.2017,
- 16A29CA, 06.2017,
- 16B22BA, 07.2017,
- 16D12CA, 09.2017.
Podmiot odpowiedzialny: ALCON-COUVREUR, Belgia.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
Decyzja została podjęta z uwagi na fakt, iż w miarę upływu okresu ważności przedmiotowego produktu leczniczego stężenie substancji czynnej obniża się, powodując wystąpienie wyników poza specyfikacją. 
Wskazania: zapobiegawczo i leczniczo w zaćmie starczej, przede wszystkim w początkowej fazie rozwoju zaćmy korowej. 

6) tabletek antykoncepcyjnych Seculact (Desogestrelum), 0,075 mg, tabletki powlekane.
 Numer serii 5DX168DA, data ważności: 30.11.2018.
Podmiot odpowiedzialny: Zentiva, k.s., Republika Czeska.
Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. 
Powodem decyzji było otrzymanie wyników poza specyfikacją w badaniach stabilności w zakresie parametrów suma wszystkich zanieczyszczeń. 



środa, 9 listopada 2016

Wszechnica Żywieniowa SGGW


Dawno nie pisałem o działalności Wszechnicy Żywieniowej SGGW.

Cały czas działa i realizuje bardzo ciekawe tematy, dostępne on-line w internecie.
Bliższe szczegóły pod adresem https://www.mapazdrowia.pl/.

Oto plan na semestr zimowy Wszechnicy:


poniedziałek, 7 listopada 2016

Ewelina: Pomysł na najbardziej niezdrowe śniadanie?

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia pisze:

Witaj,

Jak mija Ci ostatni weekend października? Dziś jest jedyny w roku dzień, kiedy czas cofa się o godzinę. Są osoby, które źle to znoszą i narzekają, że ta zmiana pogarsza ich samopoczucie. Ale pomyśl. To tak, jakbyś dostał od życia jedną godzinę więcej.

Oczywiście, to złudne, bo czas odbierze sobie tą godzinę z początkiem wiosny. Jest jednak sposób, żeby otrzymać więcej takich dodatkowych godzin życia.

Jeśli dbasz o zdrowie i regularnie oczyszczasz organizm, (...) usuwasz trucizny ze swojego organizmu i podarowujesz sobie dodatkowe godziny, a nawet dni i tygodnie życia. Myślisz, że zasługujesz na taki prezent? Ja myślę, że tak.

Ale wróćmy do tematu śniadania. Tutaj zdania są podzielone, jedni mówią, że to najważniejszy posiłek, inni twierdzą, że powinieneś jeść wtedy, kiedy zgłodniejesz a nie wtedy, kiedy jest pora śniadania.

Jednak nie w tym rzecz. Wiesz, ja strasznie rzadko oglądam telewizję, bo nie cierpię reklam. Nie dość że są po prostu wkurzające, to jeszcze robią z mózgu papkę. Ale ostatnio zdarzyło się. Zobaczyłam kilka reklam, akurat wszystkie odnosiły się do zdrowego startu dnia.

Najzdrowsze płatki śniadaniowe, które zawierają zbilansowany owies i pszenicę, a do tego miód. Mniam! Samo zdrowie. Owies, pszenica, miód. Z pewnością.

Kolejna reklama - płatki kukurydziane, na których jak byk napisano, że bezglutenowe. I reklama o zdrowym, bezglutenowym śniadaniu.

Grafika ze strony http://www.grupabgk.pl/

Zastanawiam się, czy to ze mną coś jest nie tak, czy koncernom spożywczym wydaje się, że można nam wcisnąć każdą rzecz, a my naiwnie uwierzymy.

Skoro płatki są kukurydziane, to naturalnie SĄ BEZGLUTENOWE, bo kukurydza nie zawiera glutenu. Żadna w tym zasługa koncernu czy producenta. Tak po prostu jest i tyle.

Ale dobrze, nie chcąc skreślać od razu wszystkiego i negować każdego zdania, wybrałam się do sklepu aby sprawdzić, jakie mamy opcje, żeby zjeść „zdrowe śniadanie” z gotowych, dostępnych produktów.

Ja mam taki zwyczaj, że kupuję każdy składnik osobno. Płatki, rodzynki, owoce, ziarna słonecznika, to, co lubię, wrzucam do mleka migdałowego lub jogurtu naturalnego. Mam pewność, że nikt nie wepchnie mi do śniadania czegoś, czego nie lubię.

Ale pomyślałam, że skoro jest tyle gotowych produktów, to po co kupować wszystko oddzielnie? Ruszyłam do półki, na której stało kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt rodzajów... musli i płatków śniadaniowych. (...)

Musli owocowe, z miodem, crunchy, płatki kukurydziane, czekoladowe, no naprawdę cała paleta smaków. Na wszystkich opakowaniach napisane, że zdrowe, że dodadzą energii, że w ogóle najlepsze na świecie. Ale dla mnie to za mało.

Po przeczytaniu składów stwierdziłam, że wrócę do swojej śniadaniowej receptury. Ale, ale, wróćmy do tematu. Co w tych gotowych płatkach było nie tak?

- Syrop glukozowo-fruktozowy - paskudna, niezdrowa mieszanka, od której lepiej trzymać się z daleka.
- Sorbinian potasu - po co, do diabła w płatkach ten silnie konserwujący, podejrzewany o rakotwórczość i alergie? Dobre pytanie. Pewnie po to, żeby płatki lepiej Ci smakowały, a jakże.
- Sztuczny miód - nie posiadający żadnych zdrowych właściwości leczniczych, smakowych i zapachowych. Więc znów pytanie, po co?
- Benzoesan sodu - w latach 90-tych odkryto jego działanie rakotwórcze, więc ograniczono jego użycie w żywności. Niestety, Unia Europejska zniosła te ograniczenia i teraz sypany jest lekką ręką do niemalże wszystkiego.

A teraz hit. Na jednym z opakowań musli orzechowego nie znalazłam w składzie żadnych orzechów, ale za to stwierdzenie:

„Może zawierać śladowe ilości orzechów i ziaren zbóż”.

Uwierzysz? Bo ja nie mogłam wyjść z podziwu. To z czego właściwie ono jest zrobione? Wolę nie wiedzieć. Naprawdę wierzyłeś, że jesz zdrowe śniadanie? Ech... Zniesmaczona, przeszłam na dział z bakaliami  i wróciłam do swojego zamysłu, że będę sama sobie przygotowywać swoje autorskie, zdrowe musli, z orzechami, nie syntetycznymi zamiennikami.

A zatem, dam Ci mój przepis na pyszne śniadanie. Nie do końca lubię dania, które są bardzo czasochłonne, zwłaszcza rano.  Szukam szybkich przepisów, bo jak jestem głodna i mam mało czasu, nie lubię  za bardzo kombinować i czekać.

Przygotuj:
•    mleko migdałowe lub kefir
•    jeśli lubisz, garść płatków owsianych
•    trochę posiekanych migdałów
•    rodzynki - mają mnóstwo potasu, sporo błonnika i przeciwutleniacz, który ma silne działanie przeciwnowotworowe
•    orzechy włoskie - mają dużo magnezu, potasu i fosforu
•    orzechy laskowe - źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych które regulują metabolizm.
•    owoce (jakie lubisz, ananas, jabłko, pomarańcza)
•    jeśli jesteś łasuchem, możesz na tarce zetrzeć sobie odrobinę czekolady gorzkiej
•    łyżka miodu – tego prawdziwego! 
(...)

Wrzuć po trochę wszystkiego do miseczki, zalej kefirem lub mlekiem, jak lubisz. Masz pewność, że jesz zdrowo, bez konserwantów i dodatkowych sztuczności. A przy tym szybko. Przygotowanie tego śniadania trwa tyle, ile wsypanie płatków z torebki. A ile chemii zaoszczędzisz.

Smacznego zatem!

Dobrej, słonecznej niedzieli,
Ewelina

niedziela, 6 listopada 2016

Szymon Majewski: Operacja „Nerwowy dziadek“

Felieton Szymona Majewskiego:


Operacja „Nerwowy dziadek“

Czyli jak przetransportować dziadka Ignalka z miejsca A do miejsca B, żeby nie narzekał ma komunę?
Na starość mój kochany dziadek tracił cierpliwość do PRL-u. Komuna uwierała go, starego AK-owca, coraz bardziej. Dziadek nie był w stanie darować jej niczego. O ile barwne domowe protesty dziadka Ignalka nie robiły na nas wrażenia (no, może poza tym jak dziadek rzucił raz filiżanką w Jerzego Urbana, który pojawił się w telewizorze – mama miała wtedy za złe dziadkowi ślad na ścianie po filiżance z kawą), o tyle baliśmy się najbardziej publicznych wystąpień dziadka w komunikacji miejskiej.

A w nich bywał jak odbezpieczony granat. Tłok i pasażerowie w autobusie, czyli ewentualna widownia bywała pretekstem do jego wybuchów. Niestety pretekstów było wiele, nawet trasa mogła być niebezpieczna, szczególnie gdy mijaliśmy Dom Partii, siedzibę KC PZPR. Oj, bywało wtedy groźnie. Moja mama o tym wiedziała i już podczas ubierania się do wyjścia mówiła:

- Tato, tylko spokojnie w autobusie, nie wariuj proszę.

Mamą powodował lęk o dziadka serce, wieńcówka dawała mu się we znaki, a mocny charakter nie dawał sercu spokoju.

Mimo tych próśb nie udawało się utrzymać Ignasia na wodzy, Domu Partii nie dawało się nie zauważyć, gdy tylko zbliżaliśmy się do budynku KC dziadek zaczynał głośno komentować:

- Barak morderców, sługusów Rosji, czerwonych wieprzów cholernych!!

Mama z tyłu próbowała jeszcze dziadka mitygować:

- Tato, proszę, przestań, tato.

- Cholerna jasna, że ja muszę to oglądać, tę budę namiestnika kacapów, cholerne tałatajstwo.

Nie czułem specjalnie grozy sytuacji. Śmieszyło mnie szczególnie „tałatajstwo” i „kacapy”. Miałem trochę ubawu, jednak tylko ja, bo zawsze wtedy w umęczonym tramwaju ktoś się odzywał:

- Niech pan przestanie, bo nas wszystkich wsadzą.

– A niech mnie wsadzą! Stary już jestem, najwyżej zdechnę w więzieniu!

Zdychanie było częstym elementem dziadka tyrad. Pamiętam, jak mama narzekała w domu na brak porządku, że znowu jest coś nie na miejscu. Dziadek zaczynał wtedy od słów, że ma dosyć, by na koniec rzucić:

- A uśpijcie dziada…!

Im był starszy, tym komuniści częściej gościli w jego barwnych publicznych wystąpieniach. Nawet nie trzeba mijać „baraku morderców”, żeby odpaliły się Ignasiowe skojarzenia. Gdy ktoś potrącił dziadka w tramwaju albo w autobusie, dziadek startował od „zdziczenia obyczajów”, poprzez „tałatajstwo”, żeby skończyć na „komunistycznych pachołkach”, którzy według Ignasia byli za wszystko odpowiedzialni.

Nieraz trzeba było go uspokajać i pilnować, bo mogło to się skończyć naprawdę źle. Oczywiście, miał dziadek laskę do obrony, ale lepiej było nie próbować.

Gdy jechaliśmy na wakacje, dziadek wchodząc do przedziału, z reguły rzucał jakiś testowy żart o Edwardzie Gierku. Gdy okazywało się, że w przedziale są sami swoi, wtedy dziadek odpalał greps o premierze Babiuchu. Ten aparatczyk PRL miał to nieszczęście, że jego nazwisko czytane odwrotnie dawało fajną zbitkę słów. Dziadek uwielbiał ten numer:

- A jak jest Babiuch od tyłu?

I przedział się śmiał od Warszawy aż do Stalowej Woli.