wtorek, 12 stycznia 2016

Ewelina: Ciasteczko? Nie, dziękuję. Nie jadam śmieci

Po raz pierwszy w tym roku publikuję tekst Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia.
Dla własnego zdrowia lepiej go przeczytać.


Witaj,

Jak się miewasz w tym Nowym Roku? Mam nadzieję, że zacząłeś go zdrowo, masz mnóstwo energii i radości życia...

... miało być dzisiaj o ciasteczkach. Każdy lubi, prawda? Jako przekąska, na poprawienie humoru. No proszę Cię, kto nie lubi ciasteczek, czekoladek, pierniczków, biszkoptów czy czegokolwiek słodkiego?

Żeby zbadać „stan ciasteczek”, przeszłam się po różnych sklepach. Wzięłam na cel osiedlowe sklepiki dyskonty, hipermarkety i delikatesy. Oglądałam i badałam ciasteczka z różnych półek cenowych, od tych najtańszych, do najdroższych. Wynik?

Sam się przekonasz, ale nie spodziewaj się niczego optymistycznego.

Na początek wzięłam pod lupę zwykłe biszkopty. Pamiętam, że w dzieciństwie uchodziły za ciastka dietetyczne, które mama dawała mi przy zatruciach i problemach żołądkowych. Często też mamy dają je niemowlętom. O zgrozo! Przejrzałam kilka różnych biszkoptów w różnych sklepach i nie różnią się bardzo między sobą. Teraz, zamiast łagodzić dolegliwości żołądkowe, mogłyby co najwyżej pogorszyć sprawę.

Glukoza, emulgatory, spulchniacze, aromaty, aż czarno od "witaminy E" w składzie. Oczywiście, wszystkie składniki są dozwolone w produkcji i teoretycznie mogą być konsumowane. Ale czy są zdrowe, to już inna sprawa.

Kolejne na tapetę wzięłam herbatniki. Naprawdę, sprawdzałam głównie podstawowe ciastka, nie jakieś wymyślne, z czekoladą czy kremami. Herbatniki wyszły podobnie kiepsko.

Utwardzany tłuszcz palmowy, cukier inwertowany, pirosiarczyny (!) Strach pomyśleć. Nawet, o zgrozo, herbatniki dla niemowląt mają w swoim składzie wodorowęglany amonu, substancje spulchniające i aromaty. Pomyśl, co od najwcześniejszych lat jedzą nasze dzieci? Czystą chemię, nawet w najprostszych herbatnikach.

Myślałam, że gorzej już być nie może, ale wtedy zaczęłam oglądać ciastka w czekoladzie. Delicje, pierniki z nadzieniem, markizy, wafelki. Horror. Aż dziwne, że po zjedzeniu tych ciastek nie świecimy w ciemnościach. Dominuje syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, utwardzane tłuszcze roślinne, "witamina E" na potęgę, w każdej ilości, emulgatory, aromaty.

Generalnie mam wrażenie, że większość tych opakowań jest tak skonstruowana, żeby uniemożliwić klientom czytanie składu.Malutkie literki na błyszczącym, odbijającym światło tle. Byle klient się nie wysilał, wrzucił do koszyka i nie wiedział, co kupuje.

Chciałam jeszcze zbadać rynek wafelków i batoników, ale powiem Ci szczerze…zabrakło mi odwagi. Chyba nie chcę wiedzieć, co jest w ich składzie i jak bardzo dużo śmieci wrzucamy do naszych organizmów tylko w czasie słodkiej przekąski. Nic dziwnego, że potem nie możemy wykrzesać z siebie sił i energii, mamy problemy  z zaparciami i wypróżnianiem. Organizm jest po prostu otruty... 

Pocieszające jest to, że znalazłam w tej całej masie śmieci kilka produktów, które naprawdę są godne polecenia. Trzeba było trochę się wysilić. Generalnie zasada jest prosta – czytaj skład  i nie daj się otruć.

Ewelina

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza