wtorek, 2 sierpnia 2016

Ewelina: Zachowaj trochę lata na chłodne dni

Czas na niedzielna wiadomość od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia.
Przyjemniej (i refleksyjnej) lektury.

Witaj,

Końcówka lipca i początek sierpnia to dwa wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości: wakacje u dziadków, które charakteryzowały się tym, że pozwalali na więcej niż rodzice i… tym, że babcia i mama zawsze zabierały trochę lata do słoików i pudełek - na chłodne i zimowe dni.

Początek sierpnia przypomina również o tym, że jesteśmy już za połową lata, a co za tym idzie, trzeba zacząć myśleć o przygotowaniu organizmu do zimy, zadbaniu o odporność i pełnię energii. Zanim zaczną się wrześniowe pluchy trzeba wzmocnić system immunologiczny, pozbyć się złogów i toksyn z organizmu. Najlepiej naturalnie (...)

Truskawki, maliny, jagody, agrest – wszystko się nadawało.

Zdjęcie ze strony http://soki-z-natury.pl/

A propos agrestu - przypomina mi się bardzo śmieszna historia. Moja młodsza siostra od dziecka miała wilczy apetyt. Jadła wszystko i dużo. Kiedy pojechała ze mną do dziadków nie była szczęśliwa - można było wiele, ale w kwestii jedzenia panowała żelazna dyscyplina.

Posiłki o stałych porach, brak dokładek, bo posiłek był odpowiedni i sycący oraz brak podjadania między posiłkami. Kiedy więc pewnego popołudnia siostra znów skarżyła się na głos, że jest głodna, babcia wskazała na wiadro agrestu, które tego samego dnia rano dziadek przyniósł z rynku i powiedziała:
- Zjedz trochę agrestu.
- Babciu, ale ja nie lubię agrestu – odpowiedziała moja siostra.
- O, no to dzięki Bogu, że chociaż tego nie lubisz!

Ta historia przeszła do legendy. Zawsze wspomnienie jej poprawia mi humor, a kiedy kilka dni temu zobaczyłam na rynku świeży agrest, uśmiałam się prawie do łez.

Ale wróćmy do tematu. Teraz, kiedy owoce są najsmaczniejsze i relatywnie niedrogie - to idealny czas żeby pomyśleć o zimowych zapasach. Kilka dni temu pochwaliłam się znajomej, że właśnie zabieram się do zimowych przetworów i mrożonek, na co ona zaskoczona zapytała: „Dżem w sklepie kosztuje kilka złotych. Chce Ci się to robić?”

Niby tak. Jednak spójrz na etykiety tych dżemów, marmolad i przetworów. „Wyprodukowano z 40 g owoców na 100 g produktu” To ja pytam, czym jest to pozostałe 60 g? Zapewne cukier lub, o zgrozo, syrop glukozowo-fruktozowy, tona wzmacniaczy smaku, konserwantów, przypraw i aromatów.

Nawet jeśli producent pisze, że do produkcji dżemu użyto 100 g owoców na 100 g produktu, coś jest nie tak. Kiedy robię przetwory w domu, z 500 g owoców jestem w stanie zrobić maksymalnie 200, może 250 g dżemu, już po dodaniu słodyczy i pasteryzacji. Owoce zwyczajnie puszczają sok i zmniejszają objętość podczas smażenia.

Poza tym – jaką mam pewność, czy owoce użyte do produkcji tego dżemu były zdrowe, nie zepsute, nie uprawiane metodą GMO? Żadnej. No, chyba że kupuję dżem ekologiczny. Wtedy mam większą pewność.

Ja jednak jestem dość staroświecka, wolę sama zrobić przetwory. Lubię wiedzieć, co jeść. Dodać tyle słodyczy, ile potrzebuję. Mogę wtedy zrobić dżemy bez użycia białego cukru, połączyć różne smaki, np., porzeczkę z maliną lub jagody z jabłkiem albo truskawkę z agrestem.

Jak zrobić dżem bez użycia białego cukru? Zamiast tego dodaję ksylitol lub fruktozę, choć raczej ksylitol. W tym roku pierwszy raz zrobiłam dżemy bez dodatku żadnego cukru. Dokładnie wysmażyłam owoce (zajęły wszystkie patelnie na całe dwa dni), dokładnie wyparzyłam słoiki, bardzo długo pasteryzowałam i wekowałam dżemy.

Powiem Ci szczerze - już próbowałam - są rewelacyjne! Te sklepowe nawet nie umywają się do prawdziwych, domowych konfitur.

Ale to nie wszystko. Ponieważ bardzo lubię koktajle owocowe latem, kiedy pod blender wskakują truskawki, maliny, porzeczki, jeżyny, agrest, jagody - wszystko co dostępne - chcę zachować tę przyjemność również na jesień i zimę, kiedy będzie można tylko pomarzyć o świeżych truskawkach i malinach. Może będą - ale zagraniczne, pryskane chemią i nie tak pachnące. Dlatego poza słoikami z dżemami i konfiturami przygotowuję świeże owoce do zamrożenia. Nie ma nic prostszego. Wystarczy je dokładnie umyć, odrzucić szypułki, wysuszyć, wrzucić do woreczków i włożyć do zamrażarki.

W zimie, kiedy przyjdzie ochota na owocowy koktajl, po prostu sięgam do zamrażarki, wrzucam owoce do blendera i mam gotowe. Pyszne, z pewnego źródła i dużo tańsze niż gotowe mrożonki.

Czasami też przygotowuję mus owocowy, gotowy do koktajlu. Blenduję owoce, przelewam mus do pudełek i zamrażam. Potem nawet nie muszę go blendować, rozmrażam i mam gotowy, pyszny deser.

Dobrej niedzieli,
Ewelina


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza