niedziela, 21 sierpnia 2016

Piętnastoletni kapitan. O trzymaniu kursu w życiu pisze Szymon Majewski

Jak ostatnio w każdą niedzielę publikuję felieton Szymona Majewskiego.
Zapraszam do lektury:




Mój dziadek Ignacy powtarzał mi „Szymuś, pamiętaj, jesteś piętnastoletnim kapitanem”!

Wiedziałem dobrze, co to znaczyło. Mama wychowywała mnie sama, tata odfrunął, całe szczęście był dziadziuś, który mi ojcował, jak mógł. To on mianował mnie na kapitana tego statku, zwanego rodziną. „Piętnastoletni kapitan” to tytuł książki Juliusza Verne’a, którego powieści razem z Dziadkiem kochaliśmy. To powieść o chłopcu, synu kapitana statku, którego tata w czasie rejsu ginie, a chłopak przejmuje dowództwo nad krnąbrną załogą. Musi, nie ma wyjścia.

Bycie „kapitanem” okrętu „Rodzina Majewskich” oznaczało dowodzenie tym statkiem, zwanym domem, trzymanie kursu, steru… To dużo…, dużo więcej niż tylko niestwarzanie problemów właściwych dla tego wieku.

Kochany Dziadek Ignaś, mianując mnie kapitanem statku, niechcący ukręcił bat na moje dzieci! Gdyż teraz jego „piętnastoletni kapitan Szymek” jest już „pięćdziesięcioletnim kapitanem” i choć czasami chciałby sobie odpuścić, to nie może, cały czas dowodzi statkiem i wkurza tym samym załogę. Statek nie może zboczyć z kursu, rozbić się o skałę, na statku każdy musi mieć zadania i wypełniać je sumiennie.

Kapitan Szymon jest nie do wytrzymania zwłaszcza gdy wyjedzie. Moje dzieci śmieją się ze mnie, mówiąc: Tato, ile razy jeszcze wyślesz sms-a o treści: „Wszystko ok?” albo „Jak tam?”. Pamiętam, jak moja córka nie wytrzymała i na kolejne pytanie „Wszystko ok?” odpisała: „Nie. Jestem w lesie i goni mnie zboczeniec”.

Rzeczywiście, potrzeba kontrolowania wszystkiego i wszystkich przejawia się ciągłym powtarzaniem próśb i poleceń, co wkurza mojego syna, który mówi: „Tato, czy ty wiesz, że powiedziałeś dziś, żebym wystawił pojemnik ze śmieciami już chyba dziesięć razy!!!”. Ma rację, ale to jest poza mną, łapię się na tym, że rzucam te hasła jak robot, beznamiętnie, seriami: „Trzeba sprzątnąć kuchnię”, „Kto zgrabi liście”, „Są listy do odebrania”, „Trzeba kupić wodę”. Gdy w moim mniemaniu nie ma reakcji, sam rzucam się do działania. Wtedy „Pięćdziesięcioletni Kapitan” lata sam jak kot z pęcherzem i zwija żagle na statku i czyści pokład, nie dając szans załodze na samodzielne podjęcie działań! Automat zwany ojcem i mężem.

Dlatego tą drogą, licząc na to, że Dziadek czyta moje teksty w niebie, piszę:

Dziadku, wszystko jest w porządku, statek płynie i ma się dobrze! Czy mogę już przez chwilę nie być kapitanem, tylko chociaż majtkiem albo kucharzem, bo moja załoga ma już dosyć mojego zarządzania pokładem?!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza