niedziela, 25 września 2016

Kiedy? Wtedy, kiedy były Szwedy! – Szymon Majewski i różnica pokoleń

Kolejny felieton Szymona Majewskiego:


Mając żywe bystre oko, w miarę szczupłe ciało i nosząc od czasu do czasu obniżone modne spodnie i czapkę z daszkiem sądziłem, że się zakonserwowałem. Mimo że broda siwa i trzeszczy w kolanie (autentyk: schodząc po schodach usłyszałem trzeszczenie, myślałem, że to drewno się rozeschło, a to były… moje kolana!) sądziłem, że to, że umiem wysłać maila i mam fejsa, to to mnie jakoś trzyma na równi z młodymi. Tymczasem coraz częściej ponoszę porażki w sferze komunikacji, otóż przestajemy się rozumieć. Okazuje się, że język, którym się posługuję zaczyna być dla młodzieży niezrozumiałym. Zobaczcie, już w słowie „młodzież“ jest jakiś, jakby powiedzieli „młodzi“ – oldskul. Wyobraźcie sobie, że pojawiam się na spotkaniu w szkole i zaczynam od słów:

- Szanowna młodzieży!

Buhahahhaha! Ale by były „komy”! Za moich czasów „komy” to były żarty, dla młodych to już „beka” i „przypał”.

Pamiętam, jak mój dziadek na otwieracz mówił „grajcarek”. Śmiałem się. Wstydziłem się, że dziadek wyjedzie z grajcarkiem na przyjęciu i będzie „beka”.

Ostatnio mój syn powiedział, żebym nie mówił na telefon „aparat”, że aparat to jest na zębach lub fotograficzny. Pamiętam, jak mój kuzyn, który przyjechał z Hiszpanii na pytanie, kiedy wyjechał, odpowiedział : „Wtedy, kiedy były Szwedy” i zaśmiał się głośno, niestety sam. Tu w Polsce w 1994 roku już nikt tak nie mówił.

Dwa lata temu interweniowałem na podwórku. Była zadyma, mój syn i jego koledzy mieli jakiś konflikt z kolegami z innego budynku, klasyk. Wypadam więc do nich, staję w pozycji rozjemcy i mówię:

- Panowie, co wy, nie można drzeć kotów!

A no to jeden chłopak:

- Proszę pana, ale my żadnemu kotu nic nie zrobiliśmy…

Kto zrozumie teraz kiedy powiem na pieszczoty „słodkie karesy”? Tylko moja żona wie o co chodzi, ale ona jest wytrenowana w moim słownictwie.

Ostatnio w księgarni, mówiąc do młodej… ekspedientki… no właśnie, sprzedawczyni, powiedziałem:

- Czy zna pani tę pozycję? - mówiąc o nowej książce kogoś tam.

Trzeba było widzieć jej oczy!

Moje dzieci mają „polewkę”, kiedy mówię na torebkę plastikową: „torebka nylonowa” albo jak mówię do córki:

– Ukrój mi proszę „talarek” tej kiełbaski.

Siwieją więc nie tylko włosy, ale i słownictwo, jakiego używamy, pogłębia to też technologia.

Przyszłość będzie taka, że któregoś dnia wejdę do pubu i powiem:

- Serwus młodzieńcze, zaserwuj mi zacnego trunku ciupasem.

A ten odpowie :

- Nie sellujemy rakiet tenisowych i ciupag. To jest beerpoint.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz