niedziela, 6 listopada 2016

Szymon Majewski: Operacja „Nerwowy dziadek“

Felieton Szymona Majewskiego:


Operacja „Nerwowy dziadek“

Czyli jak przetransportować dziadka Ignalka z miejsca A do miejsca B, żeby nie narzekał ma komunę?
Na starość mój kochany dziadek tracił cierpliwość do PRL-u. Komuna uwierała go, starego AK-owca, coraz bardziej. Dziadek nie był w stanie darować jej niczego. O ile barwne domowe protesty dziadka Ignalka nie robiły na nas wrażenia (no, może poza tym jak dziadek rzucił raz filiżanką w Jerzego Urbana, który pojawił się w telewizorze – mama miała wtedy za złe dziadkowi ślad na ścianie po filiżance z kawą), o tyle baliśmy się najbardziej publicznych wystąpień dziadka w komunikacji miejskiej.

A w nich bywał jak odbezpieczony granat. Tłok i pasażerowie w autobusie, czyli ewentualna widownia bywała pretekstem do jego wybuchów. Niestety pretekstów było wiele, nawet trasa mogła być niebezpieczna, szczególnie gdy mijaliśmy Dom Partii, siedzibę KC PZPR. Oj, bywało wtedy groźnie. Moja mama o tym wiedziała i już podczas ubierania się do wyjścia mówiła:

- Tato, tylko spokojnie w autobusie, nie wariuj proszę.

Mamą powodował lęk o dziadka serce, wieńcówka dawała mu się we znaki, a mocny charakter nie dawał sercu spokoju.

Mimo tych próśb nie udawało się utrzymać Ignasia na wodzy, Domu Partii nie dawało się nie zauważyć, gdy tylko zbliżaliśmy się do budynku KC dziadek zaczynał głośno komentować:

- Barak morderców, sługusów Rosji, czerwonych wieprzów cholernych!!

Mama z tyłu próbowała jeszcze dziadka mitygować:

- Tato, proszę, przestań, tato.

- Cholerna jasna, że ja muszę to oglądać, tę budę namiestnika kacapów, cholerne tałatajstwo.

Nie czułem specjalnie grozy sytuacji. Śmieszyło mnie szczególnie „tałatajstwo” i „kacapy”. Miałem trochę ubawu, jednak tylko ja, bo zawsze wtedy w umęczonym tramwaju ktoś się odzywał:

- Niech pan przestanie, bo nas wszystkich wsadzą.

– A niech mnie wsadzą! Stary już jestem, najwyżej zdechnę w więzieniu!

Zdychanie było częstym elementem dziadka tyrad. Pamiętam, jak mama narzekała w domu na brak porządku, że znowu jest coś nie na miejscu. Dziadek zaczynał wtedy od słów, że ma dosyć, by na koniec rzucić:

- A uśpijcie dziada…!

Im był starszy, tym komuniści częściej gościli w jego barwnych publicznych wystąpieniach. Nawet nie trzeba mijać „baraku morderców”, żeby odpaliły się Ignasiowe skojarzenia. Gdy ktoś potrącił dziadka w tramwaju albo w autobusie, dziadek startował od „zdziczenia obyczajów”, poprzez „tałatajstwo”, żeby skończyć na „komunistycznych pachołkach”, którzy według Ignasia byli za wszystko odpowiedzialni.

Nieraz trzeba było go uspokajać i pilnować, bo mogło to się skończyć naprawdę źle. Oczywiście, miał dziadek laskę do obrony, ale lepiej było nie próbować.

Gdy jechaliśmy na wakacje, dziadek wchodząc do przedziału, z reguły rzucał jakiś testowy żart o Edwardzie Gierku. Gdy okazywało się, że w przedziale są sami swoi, wtedy dziadek odpalał greps o premierze Babiuchu. Ten aparatczyk PRL miał to nieszczęście, że jego nazwisko czytane odwrotnie dawało fajną zbitkę słów. Dziadek uwielbiał ten numer:

- A jak jest Babiuch od tyłu?

I przedział się śmiał od Warszawy aż do Stalowej Woli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz