niedziela, 4 grudnia 2016

Szymon Majewski: Komu dać szkołę? Może rodzicom?

Felieton Szymona Najewskiego:


Szymon Majewski: Komu dać szkołę? Może rodzicom?

Tym razem o kilku klasowych zebraniach…

Dzwonię do kolegi:

- Co robisz ?

- Odwożę córkę na zajęcia z tańca, potem jedziemy na hiszpański i basen.

I widzę te dzieciaki jak prują do szkoły, niektóre oprócz plecaka mają przytroczoną rakietę do tenisa, torbę na kółkach z podręcznikami do esperanto, i tak zasuwają do 21-ej a potem jeszcze… praca domowa! Bo trzeba do przodu, bo punkty, bo szkoła, bo studia, bo geniusz, bo Mariusz ma średnią 5,6 a Ty! 5,5 ! I co z tym zrobimy?!

Pamiętam takie zebranie w szkole. Siedzimy w klasie, pan dyrektor, pani wychowawczyni, rodzice i nagle wstaje tatuś i mówi:

- Dlaczego szkoła nic nie zadaje na sobotę i niedzielę?! Mój syn siedzi i nic nie robi, a mógłby podgonić materiał.

Nie wytrzymałem: Proszę pana, idź pan z dzieckiem na rower, do lasu, przewietrz go pan!

Oburzenie, konsternacja, ale to Majewski, więc wiadomo, artysta na „różowych papierach”! Na rower dziecko chce wysyłać zamiast zgięte w pałąk do lekcji!

A ja zawsze uważałem, że rower i las więcej dadzą dzieciom niż te półtonowe tornistry.

Ten Ojciec zmierzył mnie wzrokiem, wytrzymałem, a tydzień później była szkolna wycieczka rowerowa i co?

Jego blady syn chciał wsiadać na rower przez kierownicę!

Raz załatwiłem wycieczkę do Huty Zawiercie. Genialna sprawa, jednodniowy wypad w środku tygodnia, więc jedna matka na zebraniu:

- Co to za pomysł z tą hutą? Już lepiej niech siedzą i robią lekcje!

Mówi się o problemach ze szkołą, dziećmi itp., a może powinny być szkoły dla rodziców?

Wszyscy się nakręcają. Szkoła musi być w rankingu wysoko, więc dobre noty musi mieć. Te dzieci, które dają noty są pchanie do przodu, reszta pod dywan. Masz średnią 3,1 to nie wezmą cię do recytacji, wiersz dajmy temu co ma 5,6 i jest gwarancja, że się nauczy!

Kolejny obrazek z zebrania.

Wstaje Tata w typie Director of Directors i pyta:

- Jaki jest poziom angielskiego w szkole?

Dyrektor:

- Wysoki. Codziennie dwie lekcje…

- Tak? Naprawdę? A do mnie ostatnio przyjechał kontrachent z USA, mieszkał u mnie, rano przy śniadaniu rozmawialiśmy o sytuacji ekonomicznej Polski i Roger spytał mojego syna o coś, a ten ani me ani be!?

Ludzie! To była trzecia klasa podstawówki!

Tak pogoń za wynikami doprowadzała do paranoi, prosta praca domowa stawała się okazją do wyścigu teamów rodzinnych! Pamiętam, jak pani w szkole kazała dzieciom zrobić karmniki dla ptaków. Ok, coś tam moje dzieci skleciły. Lecimy rano do szkoły, mija nas matka z dzieckiem, na ręku mają profesjonalny karmnik wielkości telewizora.

- A co to? - pytam.

- Stolarzowi zleciłam.

I dostał chłopak 6, a moi po 3!

***

Dzieci z wycieczki do huty wróciły zachwycone! Przeżywały to cały tydzień…


Szymon Majewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz