poniedziałek, 9 stycznia 2017

Ewelina: Świąteczna przygoda


Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:

Witaj,


Mam w tym roku niesamowite szczęście. Dopiero mogłam Ci złożyć życzenia w Boże Narodzenie, a teraz mogę przywitać z Tobą Nowy Rok.

To naprawdę wspaniałe uczucie.

Jak witałeś Nowy Rok? Były fajerwerki, huk, radość i śmiech, czy raczej spokojnie, z rodziną, przyjaciółmi?

Nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie końcówka roku to czas na bilans. Co się udało, czego nie osiągnęłam, z czego jestem zadowolona, za co wdzięczna, nad czym muszę popracować.

Ten rok był bardzo intensywny. Dużo się działo, dużo zmieniło, choć na szczęście nie wszystko. Nagle wokół mnie pojawiło się mnóstwo dobrych, pozytywnych ludzi, za których jestem niesamowicie wdzięczna. Ale też sporo osób zniknęło. (...)

A jak u Ciebie? Jak oceniasz swój poprzedni rok? Udało Ci się zrealizować postanowienia? Plany? Marzenia?

Każdego 1 stycznia przypominam sobie jedną rzecz. Spotkanie z przyjacielem sprzed kilku lat. To jest naprawdę bardzo mądry człowiek.

Cichy i skromny, ale potrafiący cieszyć się życiem. Nie pamiętam, żeby się nie uśmiechał, żeby kiedykolwiek był smutny czy narzekał.

Spotkałam się z nim, kiedy byłam nieszczęśliwa (a wtedy często byłam nieszczęśliwa). Zaczęłam mu opowiadać, jak mi źle, jak mnie ludzie wykorzystują, jak wszystko pod górkę.

Wysłuchał mnie, nie przerywając nawet przez sekundę, pozwolił, żeby wylał się kubełek z jadem i niepowodzeniami. Chwilę milczał. Wiedziałam, że za chwilę powie coś, co zmieni dużo w moim życiu.

Nie wiedziałam, że to zmieni wszystko. Po dłuższej chwili milczenia powiedział: „wiesz, twoim problemem wcale nie jest to, co myślisz, że jest. To nie świat jest przeciwko tobie, tylko ty sama”

Możesz uwierzyć, jak wielkie było moje zdziwienie. To ja  spotkałam się z nim, bo potrzebowałam pomocy, a on tak? A on kontynuował „Jesteś uzależniona. I musisz pójść na odwyk”

Tego było już za wiele. Ja? Uzależniona??? Ja?? Nigdy nie paliłam papierosów, nie nadużywam alkoholu, trzymam się z daleka od innych używek. Byłam zbulwersowana, a on spokojnie i z uśmiechem dokończył:

„Jesteś uzależniona od narzekania i szukania w życiu tego, co złe, negatywne, straszne. Nie umiesz się cieszyć i nie chcesz, bo łatwiej jest narzekać.”
…...
…...

Tak... ja też wtedy zaniemówiłam. To było kilka lat temu. Od tamtego czasu przeszłam „odwyk”. Za każde narzekanie wrzucałam do słoika 5 zł. W ubiegłym roku  wysypałam jego zawartość i kwota, która tam była pozwoliła mi dołożyć połowę do moich wakacji. Uwierzysz?

Pomyśl o ostatnim czasie w swoim życiu. Może też był pełen narzekania i smutku. Bo trzeba przygotować święta, kupić prezenty, bo dopadło Cię przeziębienie, bo rodzina... bo znowu kolejny rok.

Praca niedobra, za mało pieniędzy, nie masz tego, o czym marzysz, teściowie robią Ci na złość, dzieci nie odwiedzają, zbyt rzadko widujesz wnuki, dokuczają Ci różne dolegliwości... i tak w kółko. Można wymieniać w nieskończoność.

Prawda jest taka, że to Cię zabija. Co z tego, że starasz się żyć zdrowo i dobrze odżywiać, skoro od środka toczy Cię robak wiecznego niezadowolenia.

A pomyśl, kiedy ucieszyłeś się ostatnio tak po prostu? Nie z wielkiego sukcesu, ale na przykład z promieni słońca, pięknego śniegu, mrozu skrzypiącego pod butami? Może raczej narzekałeś, że zimno, można się rozchorować albo trzeba odśnieżyć samochód.

Od kiedy opróżniłam słoik z 5 zł za każde narzekanie, w lipcu ubiegłego roku, zajrzałam do niego teraz. Jest prawie pusty, jest tam może 5 monet.

Kiedy przestałam narzekać, wszystko zaczęło się układać. Nagle świat przestał być przeciwko mnie, a ludzie stali się życzliwi i przyjaźni. Nawet trudne relacje z najbliższymi zaczęły się jakoś normować.

Poczułam się znacznie lepiej (...).

Momentami było ciężko - chciało mi się narzekać, być  niezadowolonym, ale wypracowałam sobie na to sposób.  Zawsze, ilekroć chciało mi się narzekać, szukałam w tym czegoś pozytywnego. Na przykład?

Kiedy w niedzielę wieczorem chciało mi się powiedzieć: „o jeju, znów jutro poniedziałek”, od razu myślałam „ej, przecież kolejny jest dopiero za tydzień”. Od razu było lepiej.

Wszystko zaczęło wychodzić, przestałam ciągle chorować, a ludzie - jakimś dziwnym trafem - lgną do mnie coraz bardziej.

Może zamiast szukać jakichś skomplikowanych postanowień noworocznych, spróbujesz po prostu mniej narzekać, a bardziej cieszyć się i uśmiechać w tym roku?

To nie będzie łatwe, bo mamy taką narodową skłonność do niezadowolenia, do romantycznego cierpienia. Ale może warto to przełamać i po prostu cieszyć się każdym dniem, razem z tym, co on przynosi?

To jak, z czego się dzisiaj ucieszysz?

Dobrej niedzieli,
Ewelina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz