niedziela, 1 stycznia 2017

Nowy Rok i... Ewelina wspomina świąteczną przygodę

Czytelnikom bloga
życzę

POMYŚLNOŚCI W NOWYM 2017 ROKU
oraz - dla naszych dzieci i wnuków - Babci formatu babci Eweliny

Grafika ze strony http://www.kwaskowa.pl/
__________________________________________________________

Świąteczna przygoda






Witaj,

Chciałam Ci opowiedzieć dzisiaj pewną historię, moją pierwszą, jaką pamiętam, przygodę świąteczną z babcią.

Byłam dzieckiem. Pamiętam, jak biegłam do niej z płaczem na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Moja starsza siostra odpaliła bombę:

ŚWIĘTY MIKOŁAJ NIE ISTNIEJE. WSZYSCY TO WIEDZĄ.

Jak to? Nagle poczułam, jak cały mój świat runął, a na taki stan rzeczy lekarstwo jest tylko jedno: babcia.

To była babcia inna niż wszystkie inne babcie. Nigdy nie była zbyt wylewna ani egzaltowana, ale przebywanie z nią dawało mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa. Pobiegłam do niej tego feralnego dnia, bo wiedziałam, że będzie ze mną szczera.

Babcia ZAWSZE mówiła prawdę, a ta prawda była jeszcze lepsza do strawienia razem z jej cudownymi piernikami, których smak pamiętam i odtwarzam do dzisiaj.

Babcia na szczęście była w domu, a pierniki były jeszcze ciepłe. Nie powstrzymałam się, złapałam ciastko i między jednym kęsem a drugim, opowiedziałam jej wszystko.

- Nie ma Świętego Mikołaja? - powtórzyła. To niedorzeczne. Cały zamęt wokół tego tematu zaczyna mnie zdrowo denerwować. Ubieraj kurtkę, jedziemy.

- Ale gdzie jedziemy, babciu? - zapytałam - nawet nie skończyłam jeść Twojego cudownego piernika.

„Gdzie” okazało się być dużym sklepem, gdzie na tamte czasy można było dużo kupić. Kiedy weszłyśmy przez drzwi, babcia wręczyła mi banknot 50 zł.

Na tamte czasy to było naprawdę sporo pieniędzy.

- Weź te pieniądze - powiedziała - i kup prezent dla kogoś, kto tego potrzebuje. Ja poczekam w aucie. I poszła.

Miałam tylko 11 lat. Chodziłam do sklepu z mamą, robiłam zakupy w osiedlowym sklepiku według listy, ale sama? Nigdy!

Sklep był duży i zatłoczony, ludzie przeciskali się, chcąc kupić ostatnie prezenty. Przez kilka chwil stałam zagubiona, nie wiedząc, gdzie pójść, czego w zasadzie szukam i dla kogo ma być ten prezent.

Myślałam o ludziach, których znałam, o rodzinie, przyjaciołach, sąsiadach, dzieciach w szkole. Nie miałam pomysłu, kto mógłby czegoś potrzebować, kiedy przyszedł mi do głowy Piotrek. Kolega z klasy.

Miał zawsze nieświeży oddech, potargane włosy i siedział tuż za mną w ławce. Piotrek nie miał zimowej kurtki. Wiedziałam to, bo nigdy nie chodził z nami na zajęcia na lodowisku.

Mama pisała mu usprawiedliwienia, że niby jest przeziębiony, ale prawda była taka, że Piotrek nie miał kurtki zimowej.

Trzymałam w ręku banknot 50 zł  i moja ekscytacja wzrastała. Kupię Piotrkowi kurtkę!!!

Wyszukałam ładną, czerwoną kurtkę, musiała mu się spodobać. Była ciepła, miała kaptur i była na mnie nico za duża, więc na Piotrka miała być w sam raz. Pobiegłam z radością do kasy.

- Czy to prezent dla kogoś? - zapytała pani przy kasie. - Tak proszę pani. - odpowiedziałam i położyłam na ladzie banknot 50 zł.

Uśmiechnęła się do mnie, a ja opowiedziałam jej dokładnie, dla kogo ten prezent i wszystko o Piotrku, o tym, że nie chodzi z nami na lodowisko i że naprawdę potrzebuje ciepłej zimowej kurtki.

Pani włożyła kurtkę do reklamówki, podała mi, wzięła banknot i życzyła mi „Wesołych Świąt”. Nie dostałam reszty.

Wieczorem babcia pomagała mi pakować kurtkę na prezent dla Piotrka. W czasie pakowania wypadła metka, a babcia włożyła ją ukradkiem do swojej Biblii (myślała, że nie widzę). Dołożyłyśmy czerwoną kokardę i informację „Dla Piotrka od św. Mikołaja”.

Babcia powiedziała, że Mikołaj zawsze działa w tajemnicy. Potem zawiozła mnie do domu Piotrka i po drodze wyjaśniła, że teraz jestem oficjalnym pomocnikiem św. Mikołaja.

Weszłyśmy do bloku i przyczaiłyśmy się za rogiem na klatce. Obserwowałyśmy. Potem babcia powiedziała:

- Dobrze, bohaterze, teraz idź!.

Wzięłam głęboki oddech, położyłam pakunek bezgłośnie na wycieraczce, zadzwoniłam do drzwi i uciekłam.

Razem wstrzymałyśmy oddech i czekałyśmy, co będzie dalej. Drzwi otworzył Piotrek i aż pisnął z radości.

Minęło wiele lat, a ja nadal pamiętam te emocje i uczucia, kiedy stałam z babcią za rogiem i czekałam co będzie. Tego wieczora zrozumiałam, że babcia miała rację.

Całe to zamieszanie wokół istnienia św. Mikołaja było niedorzeczne. Św. Mikołaj wciąż żyje i ma się dobrze, a my jesteśmy jego pomocnikami.

Wciąż mam Biblię, w której babcia ukryła metkę z ceną… 99 zł.

Na te Święta życzę Ci, żebyś zawsze miał w sobie miłość, którą możesz się dzielić, zdrowie, z którego będziesz się cieszyć i przyjaciół, którzy będą o Ciebie dbać.

Wesołego świętowania!
Ewelina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz