niedziela, 22 stycznia 2017

Szymon Majewski: Moja Mama w paru obrazkach

Felieton Szymona Majewskiego:


Szymon Majewski: Moja Mama w paru obrazkach

Czyli „Pani synek Szymek“ wspomina mamę.

Dziesięć lat temu zmarła moja Mama Maria. Zawsze, gdy o niej myślę widzę taką scenę:

Moja mama, laborantka z trzydziestoletnim stażem, próbuje pobrać mi krew, z nerwów lata jej igła, ja się denerwuję, że nie trafi, mama, że to żyła synka, w końcu mówi do koleżanki:

- Ty to zrób Halinka, przecież to mój syn.

Kolejna sytuacja:

Mama stoi z dwoma talerzami w ręku, dziadek chyba ją czymś bardzo wkurzył, decyduje się więc rzucić talerzem, robi szybki przegląd, patrzy raz na jeden, raz na drugi i rzuca tym starym z GS-u, ocalając ten ładny z zastawy.

I jeszcze to:

Oglądamy film dla dorosłych, mam może dziewięć lat, para na ekranie się całuje, zakłopotana mama mówi:

- I po co tak kręcą tymi głowami, po co? Zaraz sobie głowy odkręcą.

Widzę ją też jak zwija obrus, mówiąc do mnie i do dziadka:

- Nie, w tym domu nie ma miejsca na elegancki obrus, tak jecie, że od dziś daję wam ceratę.

Wcale się nie zmartwiłem, bo na ceracie lepiej się grało w kapsle.

Gdy miałem już dwadzieścia parę lat i zaczynałem pracę w Radiu Zet, mama cały czas mówiła:

- Szymku, zrób papier, skończ jakieś studia. Wróci komuna i skończy się cała zabawa.

Problem był w jednym, żeby coś skończyć trzeba był najpierw zacząć. Nie umiałem zacząć żadnych studiów. Bo albo się zakochiwałem w mojej żonie albo zostawałem pracownikiem Radia Zet.

Mama, nawet gdy robiłem już Szymon Majewski Show, a dzieci miały już po paręnaście lat mówiła:

- Patrz Szymku, Kwaśniewski prezydentem, zrób papier wróci komuna, wszystko się skończy, nie byliśmy w partii, dziadek był w AK, zamkną Radio Zet, TVN i wszystko.


Mama bała się moich żartów:
- Szymku, ty nie za ostro żartujesz, przecież oni wszyscy nie mają poczucia humoru.

Lubiłem ją czasem zawstydzać:

- Mamo, czy ty wiesz, że z Magdą się całujemy?

I patrzyłem jak mama próbuje wybrnąć z sytuacji i czerwona mówi:

- To dobrze, przecież jesteście małżeństwem.

Tylko moja mama potrafiła zagubić się na… moim ślubie. Kiedy weszliśmy do sali bankietowej stwierdziłem brak mamy, zamiast zawierać ślub szukaliśmy mamy pana młodego. Na starej taśmie VHS widać świeżo upieczonego męża Szymka wołającego obok żony: „Mamo, mamo, gdzie jest mama…”. Żona puszczała to sobie na okrągło…

Przy mojej młodej żonie, gdy byliśmy z wizytą z dziećmi u mamy na Ochocie, potrafiła wypalić:

- Pamiętaj Szymku, że tu jest twój dom, twój pokój zawsze czeka na ciebie.

Siedzieliśmy naprzeciwko niej, a mama rzucała:

- Szymku, czy ty się w ogóle odżywiasz? Co ty jesz?

Mówiłem wtedy, że jemy, bądź nie jemy, jak to młodzi rodzice, mama jednak potrafiła drążyć dalej:

- Szymku, czy ty się w ogóle wysypiasz. Masz takie oczy zmęczone.

Jak miałem się wysypiać, gdy miałem pracę, małe dzieci i… żonę.

Mama zawsze powtarzała, że:

- Zupa to podstawa.

Oraz :

- Pamiętaj, jedno ciepłe dziennie.

I:

- Kawa po 18 tej źle działa na system nerwowy.

Do dziś jak mam ochotę na kawę to patrzę na zegarek.

Zawsze będę pamiętał jej ręce całe czerwone od obieranie buraków i kutię, sernik i rosół. Pytałem, mamo a dlaczego nie w rękawiczkach, odpowiadała:

- Lubię czuć buraki jak je obieram.

Była nieśmiała, taka jakby przedwojenna, czasami nie mogąc ukryć zażenowania, gdy sąsiad sprowadzał jakieś dziewczyny i słychać było jęki za ścianą, mówiła:

- Co te koty tak znów wariują!?

Podchodziła do okna i patrząc w stronę piwnic grała dalej:

- A to ten rudzielec dozorczyni znowu szału dostał…

Szymon Majewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz