niedziela, 8 stycznia 2017

Szymon Majewski: Ta jedna jedyna noc

Felieton Szymona Majewskiego:


Ta jedna jedyna noc

Czyli napięcia około sylwestrowe!

Zaczyna się już miesiąc przed Sylwestrem: Gdzie?! Z kim!? Jak?! Ciśnienie dotyczące Tej Jednej Jedynej Nocy jest powodem wielu zawirowań towarzyskich i spędza sen z powiek. Bo jak to tak ? Do Romana?! Przecież u niego zawsze drętwo? Do klubu ? Ale tam po 300 pln od osoby i didżej, co gra country-disco. A może na rynek? Ale nie, lepiej nie, bo Grzesiek dostał ostatnio tam butelką szampana i nie bawił się szampańsko.

A może do hotelu na Sylwka „zasiadanego”? Nie, bo nigdy nie wiadomo z kim cię posadzą, a poza tym od czasu gdy jeden artysta powiedział, żeby: „już siadali na d…, bo gram dziś trzeci koncert“ to jakoś nam się już nie chce.

A w ogóle co z włosami, jaka fryzura? Czy hasztag z brokatu sobie zrobić czy numer Lewandowskiego? Co „grzało” w tym roku, jakie kreacje, i czy mam co na siebie włożyć?

Te tematy podgrzewają towarzystwo do czerwoności, tworzą koterie, rozłamy, sojusze i od końca trzymają w niepewności.

I 31-ego z reguły kończy się tak jak zawsze, czyli w szaleńczym i nerwowym biegu między klubami, gdy próbujemy trafić na to „jedno jedyne miejsce” podczas „tej jednej jedynej nocy”. A „magiczna dwunasta” dopada nas w taksówce albo między klubami, w podwórku przy kontenerze „Bysia”.

Dlatego staram się zawsze nie napinać, najważniejsze to z kim. W dobrym gronie to nawet można przespać Sylwestra - miałem takiego znajomego, który traktował to jako normalną noc do wyspania, bo mama kazała mu się wysypiać.

Wtedy jest najlepiej, jak się nie nastawiam.

I tak nic nie przebije harcerskiego Sylwestra 16 WDH na Butorowym Wierchu w 1983 r. Byliśmy tam na zimowisku. Mieszkaliśmy w nieogrzewanej drewnianej chałupie, spaliśmy w swetrach, pamiętam jak mój kolega Jacek kładł na śpiwór ręczniki i skarpetki, bo mówił, że to „zawsze jakaś warstwa”. Nie było ciepłej wody, wiec kąpaliśmy się na waleta w… zaspach. Pamiętam, że skakaliśmy z okna do trzymetrowej zaspy w mięciuśki śnieg. Po takiej kąpieli było nam naprawdę ciepło.

Fajne w tej chałupie było to, że gdy rano chcieliśmy rzucić okiem na wyciąg, czy pracuje czy nie, wystarczyło spojrzeć pomiędzy belki i widzieliśmy stok… Może właśnie dzięki tym wizjerkom w pokoju było około 7 stopni.

Samego Sylwestra spędziliśmy w szopie, w środku lasu na Butorowym. Była większa zabawa niż na Openerze, drużynowy grał zmarzniętą dłonią na gitarze a my tańczyliśmy w przerwie posilając się jeszcze świąteczną kutią. Tańce były takie, że szopa się przesunęła trochę, co stwierdził następnego dnia góral. Punkt dwunasta wyszliśmy z pochodniami, nad polaną świecił księżyc a my życzyliśmy sobie wszystkiego najlepszego. Po nogami skrzypiał śnieg.*

Cudowne było to, że nie mieliśmy nic ale za to mieliśmy siebie… Czyli wszystko.


* Śnieg – fajne , białe zjawisko, niewystępujące już w Polsce od paru lat. Kiedyś go było dużo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz