czwartek, 30 marca 2017

Tajemnice pisma

Na YouTube pojawiło się ciekawe nagranie omawiające analizę próbek pisma.
Oto przykładowe trzy charaktery pisma i co na tej podstawie potrafi powiedzieć specjalista o ich autorach.
Może odszukamy swoje pismo?




poniedziałek, 27 marca 2017

Ewelina: Najtańsze i najzdrowsze warzywo świata!

Niedzielny przekaz od Eweliny Dreli z mapy Zdrowia:

Witaj,

Im dalej jesteśmy w marcu, tym bardziej chce się wiosny, zieleni, nowalijek, czegokolwiek, co nie jest szare, brudne, zimowe. Prawda?

Jest jednak ważna sprawa. Wiosna zaczyna się dokładnie pojutrze. To oznacza, że czas zacząć nowe życie, nowy, zdrowy etap. Oczyścić organizm, żeby przyspieszyć przemianę materii i pozbyć się zimowych śmieci. To już najwyższy czas.

Ostatnio odwiedziłam mamę i przypomniało mi się, jak w dzieciństwie witałam wiosnę. I nie, nie mam na myśli marzanny czy innej kukiełki.

Moja mama zawsze dbała, żeby na przywitanie wiosny, w okolicy Wielkanocy, na oknie był świeży zapas zielonego zdrowia, które wyrasta praktycznie z niczego. Ziarenka rozsypane na wacie, które po kilku dniach zaczynają się zielenić i pachnieć. Bajka!

Nigdy nie mogłam pojąć, jak to jest, że wszystkie rośliny wyrastają z ziemi, a akurat to jedno - z waty. Wiele razy oglądałam zwykłą watę i szukałam na niej śladów tej rośliny - bezskutecznie. Rosła tylko na parapecie.

Dzisiaj postanowiłam wrócić do dawnego zwyczaju. Wiosna już za pasem, więc chce się nowalijek. Czegoś zielonego, świeżego, zdrowego. To, co zaczyna pojawiać się na straganach jest niekoniecznie zdrowe, a my JUŻ potrzebujemy dużej dawki wiosennych witamin.

Swoją drogą, nie wiem czy wiesz, że oczyszczony organizm znacznie lepiej przyjmuje i absorbuje nie tylko witaminy, ale też wszelkie niezbędne substancje odżywcze. (...)

Ale wróćmy do naszych wiosennych potrzeb. Cóż więc prostszego niż... rzeżucha? Wystarczy mokra lignina, tacka, trochę nasionek i wody - po 10 dniach masz swoją własną, ekologiczną plantację zdrowia. Okazuje się, że rzeżucha to nie tylko najzdrowsze, ale również najtańsze warzywo na świecie.


Dlaczego zatem warto uprawiać i jeść rzeżuchę?

• Przede wszystkim jest ekologiczna. Uprawiasz ją sam, na własnym parapecie. Po 10 dniach masz pełnię zdrowia bez nawozów, azotanów i innych polepszaczy. Nic tylko uciąć i wrzucić do sałatki lub na kanapkę.

• To prawdziwa bomba witaminowa. Zawiera mnóstwo witaminy C, naturalnego przeciwutleniacza, ale to nie wszystko.

• Rzeżucha jest również bogata w witaminę A (więc jest świetna na oczy), witaminy z grupy B, witaminę PP, która między innymi odpowiada za piękną skórę i cerę. Wystarczy zjeść dwie stołowe łyżeczki rzeżuchy, żeby zaspokoić dzienne zapotrzebowanie na te cenne witaminy.

• Poza witaminami, rzeżucha bogata jest również w minerały, a przede wszystkim w wapń, fosfor, żelazo, magnez, siarkę, chrom oraz jod.

• Przeciwdziała nowotworom, dzięki dużej zawartości przeciwutleniaczy. Chroni DNA naszych komórek przed działaniem szkodliwych wolnych rodników. Jest polecana szczególnie palaczom, ponieważ zawiera izotiocyjaniny, które pomagają zapobiegać rakowi płuc. To właśnie za ich sprawą rzeżucha ma tak ostry i wyrazisty smak.

• Wspomaga pracę trzustki, „oczyszcza” krew, pozytywnie wpływa na stan skóry, włosów i paznokci (zwalcza trądzik i łojotok), dezynfekuje drogi moczowe, pomaga usunąć toksyny, a nawet przyspiesza trawienie.

• W przeszłości, ze względu na zawartość jodu, rzeżucha była z powodzeniem stosowana jako lek przy chorobach tarczycy.

• Jako bomba witaminowa i minerałowa, rzeżucha jest świetnym dodatkiem na wiosnę (czyli teraz). Nie tylko pozwala wzmocnić organizm po zimie, ale również oczyszcza go z toksyn i innych produktów przemiany materii. Jeśli więc połączysz ją z TYMI ziarenkami, sukces murowany.

No dobrze, zdecydowałeś się na własną uprawę rzeżuchy, masz jak najlepsze chęci, po 10 dniach obserwujesz już całkiem dorodną „trawkę” i co teraz?

Przepisów na rzeżuchę jest naprawdę wiele. Możesz wrzucić ją po prostu na kanapkę, możesz zastosować jako dodatek do zupy czy innych potraw, a ja mam dla Ciebie przepis na świetną sałatkę. W sam raz na ten czas teraz, idealną do obiadu, a przy tym pyszną i zdrową.

Potrzebujesz:

• mały seler,
• 2 jabłka,
• 2 łyżki oliwy,
• sól,
• cukier,
• cytryna, (...)
• dużo rzeżuchy.

Surowego selera obierasz i kroisz w drobne słupki. Jabłka myjesz, obierasz  i kroisz w drobną kostkę. Do tego siekasz rzeżuchę. Wszystko razem mieszasz, doprawiasz oliwą, szczyptą soli, cukrem i papryką słodką, skrapiasz sokiem z cytryny - i gotowe.

Smacznego!

Dobrej niedzieli,
Ewelina



niedziela, 26 marca 2017

Szymon Majewski: Ciocia Lulka Power


Szymon Majewski: Ciocia Lulka Power 

Czyli ciociny powiew wolności.

Kochana ciocia Lulka. Zawsze czekałem, kiedy nas odwiedzi. Gdy pojawiała się ciocia Lulka wszystko było dozwolone, Szymuś mógł siedzieć „do późna”, obejrzeć film dla dorosłych, skakać po tapczanie i zjeść coś słodkiego na noc.

Ciocia Lulka, czyli ciocia Lucynka Brelewska wnosiła do naszego mieszkanka na Ochocie powiew wolności. Atmosfera się rozluźniała, nie to żeby w domu panował jakiś specjalny dryl, ale gdy miałem osiem, dziesięć lat musiałem po dobranocce być w łóżku i pić mleko.
Picie mleka było jakimś zaklęciem, mitem i nakazem epoki PRL. Dzieci miały pić mleko! I już! Mama, mimo, że PRL-u nie lubiła mleko mi pić kazała. Rano i wieczorem. Tylko gdy była ciocia Lulka mogłem być bezmleczny. Mogłem nawet… zjeść ser żółty na noc! A gdy ciocia u nas nocowała, mogło dojść do odpuszczenia zupy mlecznej na śniadanie - jawny cios w politykę zdrowotną mojej mamy. Tylko ciocia miała tę moc, która zwalniała mnie z mleka, ba, nawet z pierwszej godziny lekcyjnej.

Ciocia mówiła: - A niech posiedzi z nami.

Albo: - A niech zobaczy sobie ten film.

A wiadomo, że dziecięctwo od dorosłości oddzielała dobranocka, po depresyjnym Filemonie albo dziwnym kotku Musti, który chodzi bokiem, trzeba było iść do łóżka. Ciocia Lulka była paszportem do dorosłości, siedząc z nią na kanapie mogłem zobaczyć western.

Mama robiła wszystko dla mojego dobra, ale to dobro przy cioci Lulce nie było już tak radykalne.

Ciocia Lulka całkowicie też „rozmontowywała” mojego Dziadka.

- Ignaś, daj spokój, niech siedzi.

I to mój Dziadek, kapitan AK słuchał Cioci Lulki, niższej stopniem.

Ciocia Lucyna ps. „Janka” była łączniczką Armii Krajowej w „Żywicielu”, bardzo dzielną, w czasie Powstania niosąc meldunek, nadziała się na drut kolczasty, tracąc częściowo wzrok w jednym oku.

Po upadku Powstania trafiła do żeńskiego Stalagu Oberlangen.

Chciałem wiedzieć jak tam było. Mama mówiła:

- Nie męcz Cioci, męcz tym Powstaniem dziadka.

Ciocia powtarzała:

- Życie to sztuka wyborów.

Dlatego, gdy unikałem wojska za komuny, wybrałem małe mieszkanko cioci na schronienie, wtedy ciocia mieszkała z suczką Miłką u Tadzików. Mogłem więc się u cioci dekować przed wojskiem do woli.

Miałem osiemnaście lat, wojsko bardzo mnie chciało a ja, długowłosy, nie chciałem wojska. U cioci spałem i jadłem z miski „mamine” zupki (potem się okazało, że była to miska suczki Miłki), tam też się zakochiwałem w mojej żonie.

Też z pewnymi trudami, bo nagle luźna ciocia Lulka, nie życzyła sobie wizyt „żadnych dziewczyn”. Rozumiałem to: konspiracja to konspiracja, dziupla to dziupla.

Nie będę tu kręcił, wszak to chrześcijański portal, raz, może dwa Madzia mnie odwiedziła, jednak jak się okazuje, ciocia o wszystkim wiedziała! Powiedziała mi parę lat później, że w jej siatce działała sąsiadka na przeciwko, która na każdy szmer reagowała i patrzyła przez wizjer.

Jasna rzecz: pilnowała, żeby mnie komuna do wojska nie wcieliła, a tu akurat jakaś blondynka na amory przychodzi!

W sumie, jak Świętej Pamięci ciocia to czyta gdzieś w niebie, muszę coś zameldować:

-Ta dziewczyna, co mnie odwiedzała (2 razy) w mieszkaniu ciociu jest nadal moją żoną… Armia mnie nie dopadła, ale w mieszkaniu cioci dopadła mnie miłość. Ach, te małe metraże…

Dziękuję ciociu za wszystkie wizyty, nadal  kocham westerny.


Lucyna Brelewska - Ciocia Lulka. Fot. Archiwum prywatne

Szymon Majewski






sobota, 25 marca 2017

Czekamy na Halinę Trojanowską

To już niedługo.
Warszawa czeka na naszego nadsponsora i Top-Lidera - HALINĘ TROJANOWSKĄ, w ramach cyklu spotkań w różnych rejonach Polski.

Halina Trojanowska

Warto zapamiętać:
ŚRODA, 29 MARCA, godz. 17, JUPITER, Warszawa, ul. Towarowa 22, wejście "A", I piętro.

W pierwszej części spotkania - dawno nie widziana w Warszawie - HELENA PIWOWARCZUK.

Helena Piwowarczuk
Szczegóły polskiej trasy spotkań z Haliną Trojanowską przedstawia poniższy plakat:



czwartek, 23 marca 2017

KNF wpisał na listę ostrzeżeń



Komisja Nadzoru Finansowego prowadzi listę ostrzeżeń.
Jest to zbiór podmiotów, w stosunku do których KNF zgłasza zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Celem listy ostrzeżeń publicznych jest alarmowanie społeczeństwa oraz podmiotów gospodarczych o konieczności zachowania większej ostrożności podczas kontaktów z tymi podmiotami.

W marcu na na listę ostrzeżeń wpisane zostały:
- MarketOnUs Ltd z siedzibą przy Ajeltake Road, Ajeltake Island, MH 96960 Majuro, Republika Wysp Marshalla (strona internetowa: fxonus.com),
- Violet Earl Asset Management Ltd (strona internetowa: violetearl.com).
Podstawą wpisania obu jest zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 178 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi (prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia KNF).

Trzecią  firmą wpisaną na listę ostrzeżeń jest:
- International Transfer Arkadiusz Radwański - "Intransfer24".
Podstawą jest podejrzenie o nieuprawnioną działalność "w zakresie świadczenia usług płatniczych lub w zakresie wydawania pieniądza elektronicznego".

W styczniu KNF na listę ostrzeżeń wpisał:
- Blue Sky Trade Limited z siedzibą w Republice Vanuatu,
- Blue Sky Trade Services Limited z siedzibą w Wielkiej Brytanii - www.tradereu.com,
- MoneyNetInt Limited z siedzibą w Wielkiej Brytanii,
- Noble Brothers Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie,
- Galleri New Form - www.timelessgallerygroup.com,
- GKFX Financial Services Ltd. Sp. z o.o., Oddział w Polsce.

W 2009 roku na taką listę ostrzeżeń wpisana została spółka Amber Gold, co jednak nie skłoniło inwestorów, do zachowania należytej ostrożności!


poniedziałek, 20 marca 2017

Ewelina: Jajka białe kontra brązowe - które są zdrowsze?

Ewelina Drela z Mapy Zdrowia:

Witaj,

Nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie wiosna nieśmiało zaczyna się zadomawiać. Jest coraz więcej słońca, dzień jest coraz dłuższy i coraz cieplejszy.

To wszystko oznacza, że potrzeba nam więcej energii, odnowienia i oczyszczenia po zimie(...) I już nie czas na wymówki, w końcu nie chcesz  przywitać wiosny bólem głowy, osłabieniem i zaparciami, prawda?

Ja już (...) nie zamierzam czekać. Chcę cieszyć się słońcem i ciepłem, a przy tym wzmacniam swoją odporność przed wiosennymi kaprysami pogodowymi.

A tymczasem dzisiaj… o jajku. Czyli też wiosennie. Jajko kojarzy się z nowym życiem, podobnie jak wiosna.



Jak na pewno wiesz, jajka mogą mieć różne kolory. Od ciemnobrązowych do prawie białych. Są tacy, którzy twierdzą, że najzdrowsze i najsmaczniejsze są te brązowe. Inni uważają, że te białe są świeższe i czyste.

A jak jest naprawdę? Czy jest jakaś różnica, poza kolorem oczywiście?

Jaja kurze mogą występować w różnych kolorach, ale wiele osób nie ma pojęcia co sprawia, że tak się dzieje. Krążą plotki, że to zależy od paszy, którą karmione są kury albo od poziomu „naturalności” jaj.

Odpowiedź jest jednak bardziej prozaiczna :).
Kolor jaj zależy od… rasy kur. Przykładowo jaja od kur zielononóżek zazwyczaj są jasne. Niektóre rasy kur, jak Araucana, Donxiang czy Lushi, dają jaja nawet niebieskie lub niebiesko-zielone!!

Różne kolory jaj zależą w głównej mierze od pigmentu produkowanego przez kury. Główny pigment brązowych to protoporfiryna IX. Produkowana jest z hemu, który jest również głównym składnikiem hemoglobiny.

Głównym pigmentem niebieskich jaj jest biliverdyna, która również produkowana jest z hemu. To ten sam składnik, który daje żółci, sokom trawiennym, ich żółtą barwę.

O ile genetyka ma największy wpływ na kolor jaj, są też inne czynniki, które wpływają na ich odcień. Sposób odżywiania, warunki bytowe czy poziom stresu może wpływać na to, że jajka są ciemniejsze lub jaśniejsze, ale nie zmienia to ich koloru.

A czy to prawda, że ciemniejsze jaja są zdrowsze?

Bardzo często zdarza się, że ludzie, którzy wolą jaja o ciemniejszej skorupce wierzą, że są one bardziej naturalne i zdrowsze niż te białe.

Naukowcy zbadali i porównali jajka brązowe i białe i sprawdzili zawartość składników odżywczych. Okazało się, że kolor nie ma znaczenia.

Zarówno białe jak i brązowe jaja są zdrowe i powinny być składnikiem zróżnicowanej diety. Jajko zawiera mnóstwo witamin, minerałów i białka wysokiej jakości, a wszystko to zapakowane w mniej więcej 80 kcal.

Jest jednak coś ważniejszego niż kolor, co wpływa na jakość jajek. Głównym czynnikiem jest sposób hodowli kur. Okazuje się, że jajka od kur biegających po słońcu zawierają do 4 razy więcej witaminy D od znoszonych przez kury mieszkające w zamkniętych pomieszczeniach.

Podobnie jest z kurzą dietą. Ona również wpływa na jakość jajek. Kury, których dieta bogata jest w kwasy Omega-3, znoszą jaja naturalnie bardziej bogate w te kwasy. Z drugiej strony, powinieneś zdecydowanie unikać jaj znoszonych przez kury karmione antybiotykami i hormonami.

Czy smaczniejsze są jasne, czy brązowe jajka?

Wiele osób uważa, że te brązowe smakują lepiej, podczas gdy inni twierdzą, że wolą smak białych i jasnych jajek.

Ale podobnie jak w przypadku zawartości składników odżywczych, kolor jajek nie wpływa na ich smak. Ale to nie znaczy, że wszystkie jajka smakują tak samo.

I znów, na smak jajek wpływ ma sposób chowu, karma, świeżość oraz sposób gotowania jajek.

Tak więc nieważne, czy wybierzesz brązowe czy białe jajka. Skup się raczej na tym, żeby były z wolnego wybiegu, od kur, które nie były karmione paszą gmo oraz antybiotykami, a przede wszystkim, aby były świeże.

(...) Na wiosnę przyda Ci się oczyszczenie, więcej energii i mega odporność!

Dobrej niedzieli,
Ewelina


niedziela, 19 marca 2017

Szymon Majewski: Zielony Wór św. Mikołaja



Szymon Majewski: Zielony Wór św. Mikołaja

Czyli historia wojennego worka sierżanta Gebhardta.

Gdy byłem brzdącem, rzeczy z logo US były wszędzie w domu: dwa noże, niezbędnik, nici i ten zielony wór.

Dziadek nie dawał sobie tego odebrać, mimo, że mama podawała do obiadu normalne noże, dziadek leciał potem do kuchni i łyżką z niezbędnika pałaszował zupę prosto z garnka. Mama tego nie lubiła:

- Wojna była 30 lat temu - mówiła. - To nie okopy. To dom.

Obrazek dziadka Ignalka pochylonego nad garnkiem, wrzucającego kawałki chleba do resztek zupy mam ciągle przed oczami. Nic się nie mogło zmarnować! Drugim przyjacielem dziadka był nóż, też oczywiście z logo US. Niezawodny, zawsze naostrzony, mnie jako wnusia też mocno inspirował.

Jednak najwięcej emocji budził amerykański worek. Zielony, z mocnego materiału, z dużą wytartą sprzączką.

Wszystkie te przedmioty były częścią historii mojego dziadka, śladem jego ścieżki, kiedy tuż po upadku powstania dziadek wraz z innymi oficerami trafił do obozu jenieckiego w Murnau w Bawarii, skąd oswobodzony w 1945 r. przez armię amerykańską, trafił do Włoch, do zgrupowania Armii gen. Pattona.

Tam został dowódcą polskiego oddziału, gdzie do 1947 r. czekał na wojnę z ZSRR.

Kiedy nas przehandlowano w Jałcie, dziadek wrócił do Polski, a wraz z nim przyjechały amerykańskie sprzęty, które potem tak bardzo rozpalały wyobraźnię wnuczka. Wiedziałem, że worek wcześniej należał do amerykańskiego sierżanta Gebhardta, jego nazwisko widniało na materiale.

Gdy byłem chłopcem worek służył mi do zabawy - oczywiście w wojnę, potem w harcerstwie jeździłem z nim na obozy i spływy kajakowe.

Z workiem US Army odwiedzał nas też św. Mikołaj, oczywiście w tej roli również występował dziadek Ignacy. Worek idealnie pasował na prezenty - miało to wymiar nieco ironiczny, św. Mikołaj w PRL-u rozdaje prezenty z worka Made in USA.

Wiele lat po wojnie wór by USA miał jeszcze jedną misję: podryw! Nosząc go w liceum mocno zwiększałem swoje szanse na zainteresowanie koleżankę z mat-fiz lub z biol-chem. Długowłosy w podartych dżinsach z zielonym kumplem wyglądałem jak hipis-weteran wojny w Wietnamie. Nosiłem w nim jeden zeszyt i ciągle tę samą książkę. Z workiem na plecach przeszedłem też swoją ścieżkę frontową: zostałem w drugiej klasie i nie zdałem matury. W sumie zajęło mi to prawie 6 lat - czyli tyle, ile trwała wojna.

Miałem też z workiem swoje bitwy i potyczki, kiedyś na Ursynowie zostałem napadnięty przez bandę dresiarzy, którzy chcieli mnie okraść, mimo że głowę miałem rozciętą to udało się uciec. Z workiem rzecz jasna. Dziadek by mi nie darował.

Sportowi chłopcy nie wiedzieli kogo gonią i że kiedyś będę pisał o worku dziadka do For Her. Wybaczam im.

Najciekawsze jest to, że ze wszystkich amerykańskich sprzętów dziadka przetrwał tylko on - nóż pękł, niezbędnik się zepsuł chyba po 30 latach od wojny.

Wujek Sam wymyślił kawał mocnego płótna!

Kiedy mój syn wziął go ode mnie na jakiś wyjazd poczułem, że kółko się zamknęło, a misja dziadka Ignacego przeszła na kolejne pokolenie.


Szymon Majewski

czwartek, 16 marca 2017

GIF wycofuje...

Główny Inspektorat Farmaceutyczny wycofał z obrotu:

1) produktu leczniczego Vidotin (tert-Butylamini Perindoprilum) w tabletkach 4 mg:
- numer serii: H52022C, data ważności: 02.2018,
- numer serii: H52022E, data ważności: 02.2018,
- numer serii: H63010B, data ważności: 03.2019.
Producent Gedeon Richter Polska sp. z o.o.
Powodem wycofania jest przekroczenie limitu specyfikacji dla parametru zawartość substancji czynnej w badaniach stabilności.
Lek stosowany jest przy chorobach serca i nadciśnieniu.

2) produktu leczniczego Mucosolvan:
- numer serii 2014031, z data ważności 04.2017.
Podmiot odpowiedzialny Boehringer Ingelheim International GmbH.
W wyniku badań stwierdzono, że próbka tej serii leku ma obniżoną zawartość substancji czynnej (chlorowodorku ambroksolu).
Mucosolvan jest stosowany w ostrych i przewlekłych chorobach płuc i oskrzeli przebiegających z zaburzeniem wydzielania śluzu oraz utrudnieniem jego transportu.


3) nalewki kozłkowej (Valeriane tinctura) w opakowaniach 100-, 250- i 800-gramowych.
- numer serii: 011116 i 011116B, data ważności 11.2018.
Producent Zakład Farmaceutyczny "Amara".
Powodem był błąd drukarski na etykiecie związany z brakiem informacji, że preparat powinien być przechowywany z dala od światła słonecznego.
Waleriana jest skuteczna w przypadku łagodzenia uczucia napięcia i lęku, działa uspokajająco, zapobiega skurczom mięśni oraz drgawkom spowodowanym nadmiernym stresem. Polecany jest dla osób mających problem z bezsennością, kołataniem serca a także nieprawidłowym funkcjonowaniem przewodu pokarmowego (działa rozkurczowo).

4) kropli do uszu Cetraxal (Ciprofloxacinum) 2mg/ml, roztwór:
- numer serii J005, data ważności 05.2017,
- numer serii J011, data ważności 11.2017.
Podmiot odpowiedzialny: TACTICA Pharmaceuticals.
Podstawą decyzji o wycofaniu z obrotu było stwierdzenie w wymienionych seriach niespełnienie wymagań specyfikacji obowiązującej w zakresie parametrów czystości chromatograficznej - zawartości pojedynczego, nieznanego zanieczyszczenia.
Cetraxal stosowany jest w leczeniu ostrego zapalenia ucha o podłożu bakteryjnym.

5) produktu leczniczego CosmoFer (Ferri hydroxidum dextranum), roztwór do infuzji i wstrzykiwań, 50 mg, Fe3+/ml, 5 ampułek po 2 ml:
- numer serii: 41204D-4, termin ważności: 06.2017.
Podmiot odpowiedzialny: Pharmacosmoc A/S Dania.
Przyczyną wycofania jest niezgodność ze specyfikacją badań stabilności dla niektórych ampułek tej serii leku, polegającą na obecności strątów widocznych na szkle ampułki.
Lek wskazany jest przy leczeniu niedoboru żelaza.

6) produktu leczniczego Tezeo HCT (Telmisartanum + Hydrochlorothiazidum) 40 mg + 12,5 mg, 28 tabl., 58 tabl.:
- numer serii 20140416, data ważności 31.03.2018
Podmiot odpowiedzialny: Zentiva, k.s.
Powodem wycofania jest prewencyjne działanie podmiotu odpowiedzialnego ze względy na potencjalne ryzyko wystąpienia wyniku poza specyfikacją w kolejnych punktach czasowych prowadzonych badań stabilności, w parametrze zawartość Hydrochlorothiazidum.
Lek jest stosowany w leczeniu nadciśnienia.

7) produktu leczniczego Thiamine Hydrochloride Injection 50 mg (Thiamini hydrochloridum), roztwór do wstrzykiwań, fiolka 2 ml:
- nr serii: TH-1602, data ważności: 03.2018,
- nr serii: TH-1603, data ważności: 06.2018,
- nr serii: TH-1604, data ważności: 07.2018.
Podmiot odpowiedzialny: Systochem Laboratories Ltd.
Siła łamiąca ampułkę nie jest zgodna z wymaganiami normy PN-EN ISO 9187 – 1:1:2011 w zakresie wartości siły łamiącej.

8) produktu leczniczego Flucorta (Fluconazorum), 50 mg/10ml, syrop:
- numer serii 011116, data ważności: 11.2018
- numer serii 011116, data ważności: 11.2016
Podmiot odpowiedzialny Polfarmex S.A.
Decyzja została podjęta w związku ze stwierdzoną niezgodnością w zakresie daty ważności dla ww. serii umieszczonej na opakowaniu zewnętrznym. Dla serii 011116 właściwą datą ważności jest data 11.2018, natomiast na części opakowań zewnętrznych widnieje błędna data ważności - 11.2016.
Flucorta to lek o działaniu przeciwgrzybiczym.

9) produktu leczniczego Aminoplasmal 15 %, roztwór do infuzji, 500 ml:
- numer serii: 151648066, data ważności: 03.2018.
Podmiot odpowiedzialny: B. Braun Melsungen AG, Niemcy.
Badana próbka leku nie odpowiadała wymaganiom specyfikacji wytwórcy ze względu na obecność cząstek widocznych okiem nieuzbrojonym.
Aminoplasmal 15 % to roztwór do żywienia pozajelitowego (dożylnego).


10) produktu leczniczego Azathioprine VIS (Azathioprinum) 50 mg, 30 tabletek:
- numer serii 771116, data ważności 11.2019,
- numer serii 781116, data ważności 11.2019.
Podmiot odpowiedzialny: Zakłady Chemiczno-Farmaceutyczne "VIS" Sp. z o.o.
Przyczyną wycofania jest podanie na części opakowań zewnętrznych błędnego zapisu: 50 tabletek zamiast 30 tabletek.
Preparat stosowany w przypadku chorób o podłożu autoimmunologicznym.

poniedziałek, 13 marca 2017

Ewelina: Odpowiednia diagnoza TEGO może uratować Ci życie

Felieton Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:
Witaj w marcu

Jak się miewasz? Wreszcie można poczuć wiosnę a powietrzu. Pesymiści twierdzą, że to tylko kilka dni, a potem znów śnieg, ale ja mam nadzieję, że to już na dobre.

Tym bardziej warto teraz zrobić wiosenne porządki w swoim organizmie. Oczyścić, przygotować na cieplejsze dni, dodać potrzebnej energii i zapewnić dużą dawkę odporności na kaprysy pogody. (...)

Dziś kontynuacja tematu, o którym zaczęłam pisać tydzień temu - insulinooporność i to, co na pewno pomoże Ci w walce z tym schorzeniem.

Odpowiednia diagnoza

Insulinooporność to niestety jedna tych przypadłości, które są dość trudne do wykrycia. Zwykle osoby, które się z nią borykają są diagnozowane w kierunku niedoczynności tarczycy i na tym diagnoza się kończy.

Objawy są podobne - problemy z utrzymaniem prawidłowej masy ciała, ogólne osłabienie organizmu, problemy z cerą i włosami.

Często jednak niedoczynność tarczycy jest spowodowana nie tyle złą pracą tarczycy ze względu na jej uszkodzenie, ile właśnie wtórnie jako powikłanie insulinooporności lub np. Hashimoto.

Dobry endokrynolog to podstawa. Niezmiernie mało lekarzy zleca tak dokładne badania, jakie są potrzebne i naprawdę mogą uratować zdrowie i życie.

Badanie krzywej cukrowej i insulinowej trzypunktowej

Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo trzypunktowa krzywa cukrowa i insulinowa jest ważna w odpowiedniej diagnozie.

Niestety wyobraź sobie, że w laboratoriach niechętnie ją wykonują. Tradycyjnie (np. kobietom w ciąży) wykonuje się badanie krzywej jedynie dwupunktowej.

Nie daje jednak ona prawdziwego obrazu. Dwupunktowa - to znaczy, że krew jest pobierana tylko dwa razy- pokazuje ona podwyższony poziom cukru i insuliny i pokaże pewną nieprawidłowość.

Nie pokazuje jednak najważniejszego: jak po 2 godzinach organizm radzi sobie z metabolizmem cukrów. I o ile krzywa dwupunktowa pokaże problemy diabetologiczne, może nie ujawnić w pełni czy problem nie jest innego typu.

Aktywność fizyczna podstawą leczenia

W sumie - nic nowego - możesz powiedzieć. Jednak w przypadku problemów z utrzymaniem odpowiedniej masy ciała w insulinooporności problem jest bardziej złożony.

Tutaj aktywność fizyczna to absolutna podstawa. Jednak trening musi być o umiarkowanym stopniu intensywności. Odpada popularna ostatnio na przykład tabata, która u zdrowej (!) osoby powoduje kilkukrotnie szybsze spalanie tłuszczu.

Odpada też ostry trening interwałowy i inne rodzaje wysiłku popularnie określone jako „spalacze tłuszczu”. Są one przeznaczone i faktycznie dobrze działają dla osób generalnie określonych mianem zdrowych - takich, których wahania wagi są spowodowane permanentnie złą dietą, brakiem aktywności i lenistwem.

Jeśli jednak powodem problemów z „oponkami” jest nieprawidłowe działanie jakiegoś organu lub hormony, wysiłek musi być umiarkowany i regularny, im częściej tym lepiej.

Przede wszystkim chodzi o pobudzenie układu krwionośnego, limfatycznego, mięśni do pracy. Już piszę o co chodzi.

Otóż intensywny wysiłek fizyczny, trening, który w normalnych, zdrowych warunkach powoduje spalanie tłuszczu powoduje też wydzielanie hormonu stresu – kortyzolu.

Taki incydentalny i intensywny wysiłek jest bowiem traktowany przez organizm jako reakcja na zagrożenie. Wydziela się też więcej testosteronu. Oba te hormony powodują, że u osób z rozregulowanym układem hormonalnym lub zaburzonym metabolizmem tłuszczyk nie chce się spalać mimo wysiłku i ćwiczeń.

Zatem jaki trening byłby najlepszy? Umiarkowany, aerobowy, trwający około godziny czasu, najlepiej jeszcze doprawiony poranną i wieczorną 15 minutową serią ćwiczeń na skakance, trampolinie.

Nie musi to być sensu stricte trening - zamień windę na schody, jeśli jeździsz samochodem - przesiądź się na rower, jeśli jeździsz komunikacją, wysiądź dwa przystanki wcześniej i idź na piechotę.

Spaceruj dużo, zrezygnuj ze schodów ruchomych. Chodzi o to, żeby naturalnie ruszać się więcej.

Czy wiesz, że nasi przodkowie przechodzili na piechotę średnio 6 km dziennie? A dziś? Udaje Ci się przejść chociaż 2 km? Pamiętaj więc, że trening to podstawa przy zaburzeniach metabolizmu jakim jest insulinooporność.

Dieta, dieta, dieta...

Krótka piłka - unikasz cukru jak ognia. Cukru w każdej postaci - biała mąka, glukoza, fruktoza, cukier biały, trzcinowy, brzozowy, kokosowy i każdy inny (choćby nawet obiecywali na opakowaniu cuda), skrobia, owoce, słodkie i bogate w skrobię warzywa.

Tu nie będę się rozpisywać - poprzedni mail nakreślił sprawę diety.

Jak widzisz warto żyć zdrowo i aktywnie, jak najzdrowiej, szczególnie wtedy gdy zdrowie dopisuje - profilaktycznie. A kiedy pojawiają się problemy ze zdrowia - prawidłowa diagnoza to podstawa.

Miłego i zdrowego dnia!
Ewelina 



niedziela, 12 marca 2017

Szymon Majewski: Historia zdjęcia sprzed 27 lat

Cotygodniowy felieton Szymona Majewskiego:


Szymon Majewski: Historia zdjęcia sprzed 27 lat

Czyli Maluchem do Pragi na The Rolling Stones.

Na tej focie jestem ja i Doman Nowakowski, jedziemy na koncert The Rolling Stones. Rozdziawione paszcze to hołd dla logo Rolling Stonesów. Jest lato 1990 r., a więc dzieje się to 27 lat temu. Ja i Doman pracujemy wtedy w Radiu Zet, zdjęcie robi Paweł Szadkowski - kolega z podwórka, właściciel „malucha” i dumny kierowca.

 

Doman i Paweł jechali z przodu, ja czyli „dżinsowe” 190 cm z tyłu, z bagażami. Ponieważ my plus nasze śpiwory i namiot zjadło już całą pojemność „malucha”, siedziałem z dwoma śpiworami na kolanach. Mamy po 23 lata, więc nie stanowi to dla nas problemu, że jedziemy 17 godzin w czerwonej puszce kolegi.

W nocy, a właściwie nad ranem, gdy dotarliśmy do Pragi rozbijaliśmy się po ciemku, namiot postawiliśmy obok Fiata. Nad ranem obudził nas język czeski i szczekanie psa majdrującego przy linkach namiotowych. Okazało się, że rozbiliśmy się na trawniku tuż pod blokiem! Czeskim blokiem.

Koncert miał miejsce na 19 sierpnia 1990 r. na stadionie Strahov, z udziałem prezydenta Vaclava Havla, który potem przyjął muzyków u siebie. Było to początek przemian i świeżego powiewu Wolności. Pamiętam swój nastrój, jak z polskim kefirem szliśmy przez Pragę mijając coraz więcej grup fanów z różnych krajów. Mieliśmy wrażenie, że na na oczach zmienia się Świat i że Lenin stojący na cokole w Pradze zaczyna być tylko śmiesznym eksponatem.

Na stadionie było nas ponad 100 tys. Gdy zabrzmiało „Satisfaction” i „Paint it Black” myślałem, że fruniemy gdzieś ze stadionem…

To zdjęcie ma jeszcze jeden szczegół, kurtka dżinsowa, którą mam na sobie, ten swoisty materiałowy patchwork to ta sama kurtka, w której mój tata był na koncercie Rolling Stonesów w Warszawie w 1966 r. Rok później urodziłem się ja. Tę kurtkę mam do dziś. Stara kurtka Lee, ma już 5o lat, po drodze przeszła różne renowacje i dalej się trzyma. Pamiętam, że mój dziadek reperował i wstawiał łaty z innych kurtek i spodni.

Kiedy podczas podróży opowiedziałem o tym Domanowi, początkującemu dramaturgowi i scenarzyście, ten napisał potem sztukę „Usta Micka Jaggera”, która opisuje historię wyjazdu dziadka, taty i wnuka na Stonesów.

Kurtka wisi w szafie i mam nadzieję, że kiedyś z moim synem i jego dziadkiem pojedziemy na The Rolling Stones. Przecież panowie mają tylko po 70 lat.


Szymon Majewski
 

czwartek, 9 marca 2017

Wszechnica Żywieniowa SGGW

O Wszechnicy Żywieniowej SGGW pisałem już wielokrotnie.
W zajęciach można uczestniczyć osobiście, lub on-line poprzez internet.
Na końcu posta podaję informację o tematach w miesiącach marzec-czerwiec 2017 roku.

Najbliższa prelekcja odbędzie się 15 marca.
Szczegóły na poniższym plakacie:



I zapowiadana informacja o tematach do czerwca:

Zapraszam do udziału - osobiście, lub przez internet.

poniedziałek, 6 marca 2017

Ewelina: Uwaga na insulinooporność!

Niedzielny felieton Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:

Witaj

Jak się miewasz? Ja przez ostatnie dni miałam wrażenie, że wiosna już zaczyna powoli się skradać. Było ją czuć w powietrzu. A skoro tak, to już najwyższy czas, żeby przygotować Twój organizm do wiosennej aktywności.

Wiosenne oczyszczanie - podejmujesz wyzwanie? (...)

Dzisiaj temat dość niszowy, a niestety dotyczący ogromnej liczby osób. Przeze mnie odkryty przypadkiem - boryka się z nim moja siostra. To choroba utajona, przez lata nie dająca o sobie znać. Oczywiście poza ogromnym problemem z utrzymaniem prawidłowej masy ciała przy zdrowej diecie i innymi - nie tak widocznymi konsekwencjami.

Mowa tu o insulinooporności. Niestety, długotrwale utrzymywany niezdrowy styl życia - głównie dieta bogata w cukier pod różnymi postaciami, powoduje zmiany w funkcjonowaniu organizmu w znacznym stopniu.

Nie chodzi tu tylko o odkładający się na boczkach tłuszcz czy skórkę pomarańczową na udach. Chodzi o zdrowie, jednak w innym aspekcie niż ten szeroko opisywany przez media.

Oczywiście otyłość sprzyja różnym chorobom - między innymi chorobom serca, chorobie wieńcowej, problemom z krążeniem - ale o tym wiemy. Wiemy też że dieta bogata w cukier może wywołać cukrzycę.

I właśnie zbliżamy się powoli do sedna. Bardzo często zdarza się, że cukrzyca jest mylona z insulinoopornością. Warto sobie zdawać sprawę, że insulinooporność to stan określany przez lekarzy jako przedcukrzycowy. Dotyczy gospodarki cukrowej w organizmie, jednak znacznie różni się od cukrzycy.

Wszystko polega na tym, że zaburzona jest praca trzustki. Wydziela ona hormon insuliny w zbyt dużej ilości, wręcz niekiedy w ogromnych ilościach.

Nieleczona powoduje dalsze zaburzenie pracy trzustki - w tym cukrzycę. Insulina jest hormonem odpowiedzialnym za metabolizm węglowodanów, tłuszczów i białek.

Kiedy wydziela się jej dużo ze względu na dużą ilość cukru dostarczaną do organizmu przez długi okres czasu, tkanki stają się na nią odporne.

Oznacza to jedno - nie jest możliwy prawidłowy metabolizm dostarczanego pokarmu i w efekcie składniki odżywcze, między innymi glukoza, która jest dla nas paliwem, nie jest dostarczana w odpowiedniej ilości do narządów.

Wtedy koło się zamyka - mózg dostaje od tych narządów impuls, mówiący o potrzebie dostarczenia jej, to wzmaga apetyt i powoduje coraz większe wyrzuty insuliny, która tą glukozę transportuje do komórek ciała.

W efekcie poziom cukru we krwi bardzo szybko spada do bardzo niskich wartości, człowiek czuje się osłabiony. I nieświadomy niczego sięga po wysokoenergetyczne jedzenie na poprawę energii, robiąc sobie coraz większą krzywdę.

Teraz już rozumiesz, jak ważna jest zdrowa, niskowęglowodanowa dieta? Ale również oczyszczanie organizmu ze zbytniej ilości węglowodanów i złogów jelitowych, żeby jak najmniej szkodliwych substancji dostawało się do krwiobiegu.

Ponieważ układ hormonalny działa jak system naczyń połączonych, często pojawiają się coraz większe zaburzenia - pracy metabolizmu białek, podwyższony poziom kwasu moczowego, niedoczynność tarczycy, problemy ze snem, włosami, aż po problemy z hormonami przysadki mózgowej lub płciowymi.

Dlatego bardzo ważne jest badanie w kierunku insulinooporności - badanie krzywej cukrowej i insulinowej, nietypowo trzypunktowej - to bardzo ważne aby było widać jaki przybiera kształt.

Najważniejszą rzeczą w przypadku tej dysfunkcji jest dieta, jak się domyślasz uboga w cukry. Już wielokrotnie pojawiały się u nas artykuły o diecie z niskim indeksem glikemicznym. Polega to na tym, że komponujesz posiłki tak, aby dostarczane jedzenie nie powodowało gwałtownego skoku energetycznego.

Taki efekt powodują oczywiście słodycze ale też słodkie owoce, warzywa bogate w cukier (jak np. burak, marchew, kukurydza, ziemniak), produkty zbożowe z wysoko przetworzonej mąki - makarony, białe pieczywo, bułki, ciasta, ciastka itp., słodkie napoje, soki w kartonach. Tych produktów unikaj jak ognia, aby się uchronić przed insulinoopornością.

Ja wiem, ta lista wygląda przerażająco, na pewno myślisz teraz coś w stylu „Ok, czyli nic nie można”. Jednak to tylko dieta zachodnia nas tak wychowała.

Co zamiast tego? Wysokobłonnikowa dieta (...) powoduje, że po jedzeniu energia wydziela się pomału i stopniowo. Nie są konieczne tak duże wyrzuty insuliny na raz, stopniowo reguluje się cała gospodarka cukrowa. To bardzo proste, ale to jest absolutna podstawa.

Nie daj się zwieść produktom obniżającym poziom cukru we krwi - one są dla diabetyków, czyli osób chorych na cukrzycę i ewentualnie mogą je stosować osoby nie mające problemów ze zbyt dużym wyrzutem insuliny, która redukuje ilość cukru - najczęściej za bardzo. Powszechnie w sprzedaży dostępne są zioła typu morwa biała - uważaj z ich stosowaniem jeśli podejrzewasz u siebie insulinooporność.

Ziołem, na które warto zwrócić uwagę jest pokrzywa. Przede wszystkim pozwala się pozbyć szkodliwych substancji powstałych wskutek nieprawidłowego metabolizmu - między innymi kwasu moczowego.

Natomiast naturalne składniki uwrażliwiające tkanki na działanie insuliny - czyli podobnie jak metformina- znajdują się w białej skórce grejpfruta.

Warto więc szukać naturalnych sposobów na walkę z różnymi przypadłościami.

Miłego popołudnia Ci życzę,
Ewelina

niedziela, 5 marca 2017

Szymon Majewski: Poważnie o tym, dlaczego jestem niepoważny?

Felieton Szymona Majewskiego:


Szymon Majewski: Poważnie o tym, dlaczego jestem niepoważny?

Czyli Sroczka w walce o uśmiech mamy!

„Pan jest niepoważny” - powiedziała kiedyś po jednej z moich audycji radiowych pewna pani. To śmieszne, bo wtedy już rozśmieszałem zawodowo od lat. Skąd to się wzięło?

Rozśmieszanie to była moja strategia, mój sposób na chudość, zeza, krzywe zęby i brak akceptacji, a najważniejsze: sposób na smutek mojej mamy. To była moja misja. O ile w szkole rozśmieszanie pozwalało mi pokonać silniejszych, o tyle w domu rozweselenie mamy stało się priorytetem.

W podstawówce przerastałem wszystkich o głowę i to było fajne, tylko że gdybym przerastał piękny i gibki to tak, a ja wyrastałem chudy i z krzywymi zębami. Dodatkowo, na za dużym czerwonym nosie spoczywały druciane okulary. Wołali na mnie „piszczel”, „kościotrup”, „bambus”. Jakby tego było mało, leciało mi oko w bok i nosiłem spodnie po wujku. Tak! W epoce dżinsów „elpo” miałem na sobie brązowe spodnie w kant. Drwili więc ze mnie i darli łacha na całego.

Moja strategia więc była prosta. Dobra, idę w to, ale na moich warunkach. Zacząłem dostosowywać repertuar do tych drwin, rozszerzać i dopracowywać. Po paru miesiącach show Sroczki, bo tak już mnie wtedy przezywali (sam to przezwisko wymyśliłem) stał się nieodzownym elementem każdej przerwy. Tylko że wtedy już wszyscy na mnie czekali, to ja stałem się panem sytuacji. Jesteś miły dla mnie? Ok. To uraczę cię moim towarzystwem! Nie? Spadaj! Szczytem sprawdzianu była pewna zabawa szkolna i to wtedy, jako jedyny z szóstej mogłem tańczyć do „Smoke on The Water” razem z kolegami z ósmej klasy!

A gdy zacząłem „chodzić” z najpiękniejszą w klasie Anią Górską, nikt już nie miał wątpliwości, że Sroczka nie wypadł sroce spod ogona i wszedł do Top 10 S.P. nr. 61 im. Juliana Przybosia.

Moja pomysłowość w robieniu przypałów nie miała granic, pamiętam jak wrzuciłem sobie kopeć do kaptura i latałem po boisku naśladując rakietę. Kurtka była zniszczona ale „numer” był pamiętany przez lata. Z reguły działałem na spontanie, ale niektóre grepsy przychodziły mi do głowy po drodze do szkoły. Nie wszyscy lubili ten temperament i często miałem propozycję „sklepania miski” od tych, którzy czuli się obiektem kpin, ale tu przychodziła mi z pomocą moja widownia. A ósma klasa potrafiła bronić Sroczki.

Wiem też, że nigdy nie śmiałem się ze słabszych, pamiętałem siebie sprzed lat, więc często za cel brałem „byczków”, czyli moich gnębicieli z boiska. Oj, zwiewało się czasem przed kimś przez ogrodzenia i podwórka!

W domu zaś toczyłem inną walkę. Bój o uśmiech mamy. Po rozwodzie moja mama nie była w dobrym nastroju, zmęczona pracą na nocne zmiany w krwiodawstwie i codzienną walką w sklepach o kawałek „chabaniny”. Dla niej miałem specjalny szoł po powrocie ze szkoły, swoimi wygłupami rozweselałem ją, jak mogłem. Pamiętam, jak biegając po mieszkaniu naśladowałem chód chodziarzy, zachowanie wstawionego dozorcy albo jak dziadek walczy ze snem. Na wakacjach śmialiśmy się z kąpielówek dziadka wyglądających jak sprzed pierwszej wojny (sam je sobie uszył) czy z krowy p. Cudziłło, która próbowała zjeść sukienkę mamy myśląc, że to kawałek łąki.

Mama mi mówiła, że gdy była smutna, podchodziłem do niej, brałem palcami za kąciki ust i podnosząc je do góry mówiłem: Mamo, uśmiechnij się! I stawałem się jej słoneczkiem.

Oczywiście, to wszystko uczyniło ze mnie produkt finalny, czyli komika. Inaczej już nie potrafię. Śmiech stał się lekiem na wszystko, moim naturalnym prozakiem. Dzielę się nim, bo jest moją siłą.


Szymon Majewski
 

czwartek, 2 marca 2017

Trochę Kraków - trochę Warszawa


Trzeba oddać prawdę - to dzięki Krakowowi.
Polskie Przedstawicielstwo Firmy Dr. Nona International podjęło cenną inicjatywę - "Kurs eksperta produktów kosmetycznych Firmy Dr. Nona".

Zajęcia kursu rozpoczęła znana bardzo dobrze w Warszawie Liliana Jacek, a kontynuowała nasza Top-Liderka Elżbieta Hałas.

Elżbieta Hałas i Wanda Bernat

Podsumowaniem całości były warsztaty prowadzone przez warszawskiego eksperta maseczek - Wandę Bernat.

Wanda Bernat i Elżbieta Szcześniak
Specjalne podziękowania należą się Prezesowi Przedstawicielstwa Firmy Dr. Nona w Polsce Dmitrijowi Bululukovowi, nadzorującej od strony fachowej - Sylwii Cholewka, a także pomysłodawczyni oraz autorce prezentacji i materiałów drukowanych - Lilianie Jacek.



Cenna inicjatywa. Dziękujemy!