niedziela, 30 kwietnia 2017

Szymon Majewski: Najpiękniejszy dzień w życiu


Szymon Majewski: Najpiękniejszy dzień w życiu

Czyli mądrość filozofa Kefira.

Co ma kefir do szczęścia? Już wyjaśniam.

Był wrzesień 1989 roku, siedziałem na ławce, przy ulicy Szczęśliwickiej na Ochocie, w ręku miałem Kefir, którego kultury bakterii zaczynały przeganiać lekkiego kaca. To były pierwsze dni jesieni, wiaterek rozwiewał moje włosy, było ciepło, obok ławki siedziała sunia Mucha i czekała na opakowanie po kefirze.

Dziwna rzecz, jak ktoś mnie teraz pyta o najszczęśliwszy dzień w życiu, to zawsze widzę tę ławkę na Ochocie i kefir, który trzymam w ręku.

Bardziej niż kac, moją głowę drążyło wspomnienie drobnej blondynki, którą spotkałem parę dni temu i która przesłoniła mi cały świat.

Przesłoniła niezdaną maturę i to, że mnie szuka armia i że nie jestem na żadnych studiach.

Nie wiedziałem jeszcze, że będzie moją żoną, ale byłem zakochany tak bardzo, że mogłem nie jeść, nie pić, a nawet przestać oddychać.

Miała na imię Magda. Właściwie byłem zakochany już po godzinie, ale nie chciałem jej tego mówić, żeby nie wyjść na psychopatę.




Na pierwszą randkę poszliśmy na Stadion X-lecia, na koronie stadionu siedzieliśmy pół dnia, leżąc na ławkach i całując się bez przerwy. Po meczu Polska - Finlandia rozegranym parę lat wcześniej stadion był pusty i dogorywał, wkrótce mieli zrobić z niego targ słynny na całą Europę i Azję.

Wtedy jednak stadion był tylko dla nas.

Gdy siedziałem na tej ławce, pijąc kefir, wspominając ostatnie dni, nie wiedziałem, że Magda będzie moją żoną, że będziemy mieli Zosię i Antka i, że 20 kwietnia 2017 roku miną 24 lata od daty naszego ślubu.

Ślub braliśmy w Pałacu Ślubów na Starym Mieście, uroczystość trwała tylko trzydzieści minut, a Madzia (nie wiem czy mogę pisać na portalu Aleteia, ale cóż, wybaczcie) była w czwartym miesiącu ciąży… Śmiała się ze mnie, bo przez całą ceremonię jej przyszły mąż szukał… Mamy. Tak, Mama gdzieś zagubiła się w krużgankach Pałacu Ślubów i nie mogłem bez niej zacząć.

Pewnie dziwnie zapowiadał się przyszły mąż krzyczący: „Gdzie jest mama? Gdzie moja mama? Widziałeś mamę?”.

…..

Ale wtedy pijąc kefir jeszcze tego nie wiedziałem, ale wszystko naokoło miało na imię Magda…

Ale ten dzień na ochockiej ławce podarował mi jeszcze jedno: motto życiowe które znalazłem na… kefirze. Zanim dałem go do wylizania Muszce zerknąłem na opakowanie i przeczytałem :

„Spożyć przed terminem”. Kurcze, jakie to mądre, i pomyśleć, że kefir na to wpadł. Filozof Kefir.

Wczoraj był 20 kwietnia. 24 lata razem. Jakie to gody? Kefirowe?




Szymon Majewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz