środa, 28 czerwca 2017

To juz pięć lat

Kochani.
Mija właśnie pięć lat od powstania mojego bloga.
Serdecznie dziękuję, że jesteście ze mną.

Grafika ze strony http://koralikowaweraph.blogspot.com

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Ewelina: Królowa zdrowego obiadu - zdrowsza niż warzywa!



   Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:





Witaj,

Domyślam się, że ten tytuł mógł Cię zaintrygować. Czy jest coś równie zdrowego, jak ekologiczne warzywa, bez nawozów i pestycydów?

Tak. Powiem więcej. Najzdrowsze warzywa, takie jak marchewka, pietruszka, seler, por, rzadko kiedy jemy na surowo. Gotujemy je na parze lub w garnku, przez co tracą wiele składników odżywczych, które po prostu zostają w wodzie.

Jest jednak na to sposób. Powiem Ci szczerze, że bardzo długo jakoś za nim nie przepadałam. Wolałam warzywa na parze, na patelni, na surowo. Przekonałam się do nich niedawno i teraz nie wyobrażam sobie bez nich obiadu.

Zupy. To o nich mowa. Smaczne, zdrowe, proste i szybkie w przygotowaniu. Ja najbardziej lubię zupy na wywarze warzywnym, bez dodatku mięsa. A jeśli już, to na chudych partiach wołowiny.

Dlaczego warto je jeść? Zupy dostarczają organizmowi białka, witamin i składników mineralnych. To dobrze zbilansowany, lekkostrawny i wartościowy posiłek. Zupy są zdrowe, ale pod warunkiem, że gotujesz je sam, nie korzystasz z kostek rosołowych czy gotowych dań w proszku.

Na taką pogodę jak teraz, uwielbiam chłodniki i zupy owocowe. Poza tym, że są smaczne, uzupełniają płyny, których potrzebujemy zwłaszcza w lecie. Te „ciężkie” zupy, jak rosół, zostawiam sobie na zimę. Świetnie rozgrzewają organizm i chronią przed przeziębieniem.

Podczas gotowania wywaru warzywnego, uwalniają się duże ilości składników odżywczych, które są łatwo przyswajalne przez organizm, a także wskazane dla osób, które nie mogą jeść surowych warzyw.

Tak jak już Ci wspomniałam, moje ulubione zupy są na wywarze z warzyw. Wrzucam kilka marchewek, pietruszek, kawałek selera, pora, przypieczoną cebulkę, dodaję łyżeczkę oliwy i trochę soli do smaku. Dzięki temu dostarczam organizmowi dużą dawkę  białka, potasu, żelaza, magnezu, witamin z grupy B, witaminy E, beta-karotenu, węglowodanów i, co najważniejsze, błonnika.

Właśnie dzięki codziennemu jedzeniu zup (...) to już eksplozja energii, witalności i zdrowia.

Bardzo lubię aromatyczną i pachnącą kuchnię, dlatego używam naprawdę dużo ziół i przypraw. I w przypadku zup jest to również wskazane, nie tylko ze względu na walory smakowe, ale przede wszystkim zdrowotne.

Do smaku wrzucam ziarnisty pieprz, który poprawia krążenie, łagodzi wzdęcia i zaparcia, kilka kulek ziela angielskiego, które dobrze działa na trawienie, liście laurowe, które łagodnie pobudzają apetyt, lubczyk, dzięki któremu lepiej wydzielają się soki żołądkowe.

Do wywaru dorzucam warzywa (np. brokuły, kalafiora, szparagi, fasolkę szparagową, ziemniaki, groszek cukrowy). Jeśli chcę, żeby zupa była bardziej treściwa, dodaję ryż lub drobny makaron.

Swoich zup raczej nie zabielam mąką, podaję po prostu takie czyste, klarowne buliony. Są najsmaczniejsze i najzdrowsze.

A Ty? Jaką zupę zjesz dzisiaj na obiad?

Dobrej niedzieli,
Ewelina



niedziela, 25 czerwca 2017

Szymon Majewski: Mój Dziadek był Małgorzatą Ogonek



Szymon Majewski: Mój Dziadek był Małgorzatą Ogonek

Czyli jak mój Dziadek listownie walczył z komuną.

Pewnego razu wszedłem do pokoju i zobaczyłem, jak mój Dziadek nagle coś chowa. Jego czerwone uszy były oznaką, że zajmuje się działalnością nielegalną. Jako jego kochany wnusio byłem wyczulony. Takie same uszy widziałem u Dziadka, jak słuchał Wolnej Europy albo Londynu. Dziadek Ignacy mimo swoich 70 lat miał refleks, lata wojska i AK zrobiły swoje – powiedział, że zajmuje się swoimi sprawami i pisze list do kolegi. Miałem wtedy parę lat i Dziadek nie chciał mnie obarczać swoją konspirą.

Sprawa wyjaśniła się parę lat później, gdy złapałem Dziadka, jak znowu coś pisze, trzymając długopis… lewą ręką. Wtedy się przyznał, że nosi pseudonim Małgorzata Ogonek, i od lat pisze listy do czerwonych „szmatławców”, jak zwykł nazywać wychodzące za komuny gazety, czyli „Żołnierza Wolności” i „Trybunę Ludu”.

Żałuję bardzo, że nie mam kopii tych listów, bo śmiało mógłbym je Wam zaprezentować. Jak przez mgłę pamiętam jeden z nich, chyba do „Żołnierza Wolności”, w którym Dziadek wyzywał komunistycznych dygnitarzy od „czerwonych wieprzy” i „pasibrzuchów”, „pachołków kacapów” itp. Nie były to listy specjalnie dyplomatyczne, Dziadek nie robił ich kopii, nie takim chciał zostać zapamiętany. Myślę, że dla niego, starego AK-owca, te listy były swoistym wentylem dla negatywnych emocji. Codzienna propaganda go dobijała, jeszcze do niedawna w naszym małym mieszkanku na Ochocie na ścianie był ślad po filiżance. Dziadziuś rzucił w telewizor, gdy dojrzał w nim facjatę Jerzego Urbana, rzecznika rządu PRL i jednego z konstruktorów ówczesnego kłamstwa.



Dziadek vel Małgorzata Ogonek pisał listy przez paręnaście lat. Jego sposobem na zmylenie Służby Bezpieczeństwa było pisanie lewą ręką. Jako agent Ogonek nauczył się tak pisać, będąc przekonany, że oszuka komunistycznych grafologów. Wysyłał te listy z różnych miejsc w Warszawie, myląc w ten sposób tropy.

Potem przez lata wyobrażałem sobie Dziadka, jak w ciemnych okularach krąży wokół skrzynki i wrzuca listy, po czym spokojniejszy wraca do domu.

Ustrój, rzecz jasna, od tego nie upadł, ale paru redaktorów ówczesnych „betonowych” periodyków dowiedziało się o sobie paru ciekawych rzeczy.

To była listowna wojna mojego Dziadka ps. Małgorzata Ogonek. Myślę, że był prekursorem cyber-żołnierza i gdyby działał teraz, atakowałby mocarstwa, zamieniając skrzynkę pocztową na mailową.

„Żołnierz Wolności” i „Trybuna Ludu” doznawały jeszcze jednego bolesnego upokorzenia. Prace ówczesnych redaktorów wisiały u nas w toalecie, zastępując nieobecny w PRL papier toaletowy. Agent „Ogonek” co pewien czas miętolił papier gazety, mawiając, że ten szmatławiec jest świetnej jakości, i to jedyna rzecz do jakiej się nadaje…


Szymon Majewski
 

środa, 21 czerwca 2017

Warszawskie spotkanie z dr Nonną Kuchiną

To już niedługo!
W niedzielę 25 czerwca będziemy mieć okazję spotkać się z twórczynią wyjątkowych produktów - dr Nonną Kuchiną i Prezydentem Firmy Dr. Nona International - Moshe Shneersonem.
Szczegóły na poniższym plakacie:


Warszawa czeka...

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Ewelina: Niby taki zwyczajny, a właściwości - NIEZWYKŁE




   Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:




Witaj,

Już pełnia wiosny, prawie lato, w sklepach pojawia się coraz więcej warzyw i owoców sezonowych. W końcu zdrowych, naszych polskich, nie egzotycznych... normalnych.

Mam nadzieję, że słyszałeś już o jarmużu. Ta niepozorna roślinka, zapomniana przez lata. przeżywa właśnie swój renesans. Tradycyjnie nazwana pasternakiem, należąca do rodziny kapust, ma zbawienny wpływ na nasze zdrowie. (...)

Jarmuż
Oczyść swój organizm, a wtedy więcej witamin, enzymów, minerałów i odżywczych składników z owoców, warzyw i zdrowych dań trafi do Twojego krwiobiegu.

Ale wróćmy do jarmużu. Przede wszystkim, podobnie jak brokuły, jest dosłownie skarbnicą sulforafanu, czyli bardzo silnego przeciwutleniacza. Dodatkowo jest bogaty w karotenoidy czyli grupę przeciwutleniaczy jak beta karoten, zeaksantynę, luteinę.

To właśnie dzięki nim, jarmużowi przypisywane są niesamowite właściwości antynowotworowe - szczególnie chroni on przed rakiem prostaty, jelita grubego i płuc.

Co więcej, ta kapusta zawiera ogrom witaminy K, która jest znana ze swoich niesamowitych właściwości hamowania rozwoju nowotworów takich jak rak piersi, jajników, okrężnicy, pęcherzyka żółciowego czy wątroby.

Jego głęboko zielone, pomarszczone liście są też wspaniałym źródłem chlorofilu, który - jak wiesz - oczyszcza krew nawet z największych trucizn i toksyn i także jest wspaniałym wrogiem nowotworów wszelkiej maści.

Jarmuż ma różne odmiany kolorystyczne - świadczą one o zawartości różnych związków, jednak chlorofilu jest w nim tak dużo, że jego zieleń przyćmiewa wszystkie inne kolory (nawet pomarańczowy barwnik karotenoidów).

Dodatkowo ta zielenina jest niezastąpionym sojusznikiem w walce o zdrowe serce - zawiera mnóstwo potasu, który pomaga udrożnić naczynia krwionośne.

Obniża przy tym ciśnienie, jeśli więc jesteś niskociśnieniowcem, spożywaj go raczej wieczorem, bo potas w nim zawarty może u Ciebie spowodować senność.

Co jest najważniejsze - powinno go się go spożywać na surowo lub gotować, najlepiej na parze, przez maksimum 3-4 minuty. Jeśli będzie dłużej poddany obróbce termicznej, podobnie jak brokuły straci swoje właściwości zdrowotne.

Można z niego przyrządzać także pyszne zielone soki, dodawać na surowo do koktajli, sałatek, surówek. Jeśli wolisz jeść go na ciepło, możesz także po podgrzaniu dania wrzucić w ostatniej chwili jarmuż i po 4 minutach już zdjąć z gazu i zachwycać się super zdrowym, ciepłym posiłkiem.

Dla poszukiwaczy alternatywnych przekąsek - chrupiące liście mogą zastąpić czipsy - surowe lub np. opieczone w piekarniku, z dodatkiem ulubionych ziół i soli himalajskiej staną się Twoją nową ulubioną przekąską.

Mam nadzieję, że zachęciłam Cię przynajmniej do spróbowania tej cudownej rośliny, której właściwości doceniane były już w starożytności.

Zdrowego dnia,
Ewelina


niedziela, 18 czerwca 2017

Szymon Majewski: Bilans 50-latka


Szymon Majewski: Bilans 50-latka

Czyli 5 cudownych objawów starzenia się.

Tylko dla Aletei to robię! Zdecydowałem się podsumować swoje pół wieku.

Otóż tak, mam pięćdziesiąt lat. Zgadzam się z tym, nie polemizuję i się z tym nie kłócę. Ba! Biorę ten wynik na klatę. Lubię to! To czas cudownych relacji, okazja do nawiązania wielu ciekawych kontaktów, których do tej pory nie miałem.

1. Np. z… kolanem.

Codzienne dyskusje z trzeszczącym kolanem. Wstaję rano i czekam, aż się do mnie odezwie. Moje kolano to często pierwszy mój rozmówca. Pamiętam, jak odezwało się do mnie pierwszy raz, myślałem, że to stołek, na którym siadam, a to było kolano!
Od kolana dowiaduję się codziennie, że składamy się z różnych części i, że zawsze mogę na nie liczyć w kwestii zgięcia nogi. Póki co, mam w nim przyjaciela.

2. Nie sądziłem, że moja głowa może być… zwierciadłem.

Nagle zauważyłem, że z tyłu głowy coś błyszczy, myślę ‒ słońce? Nie! Otóż moi drodzy, puszczałem zajączki moją powoli wyłaniającą się łysiną. Nie sądziłem, że od tyłu mogę mieć takie fascynujące funkcje, mogę dawać znaki (byle nie dawać się we znaki), mogę wzywać łysiną pomoc, ale też niestety, oślepiać jadących za mną na rowerze.


3. Ja mówię za głośno czy inni za cicho?

Jakieś dwa lata temu zacząłem narzekać na dykcję moich rozmówców. „Co oni tak niewyraźnie mówią ‒ myślałem ‒ szeleszczą, trzeszczą, wszystkie słowa zlewają się w jeden bełkot. Rok później doszło coś jeszcze, zacząłem zauważać, że moi rozmówcy mówią za cicho: „Co oni wszyscy tak cicho mówią - analizowałem - boją się kogoś obudzić?”.

4. Lubię do siebie mówić, bo… mi to odpowiada.

W okolicach pięćdziesiątki zacząłem nawiązywać kontakt z samym sobą. To wielki sukces, do tej pory ze sobą nie rozmawiałem, a tu nagle odkryłem, jak bardzo ciekawym rozmówcą jestem. Otóż, od pewnego czasu prowadzę ze sobą bardzo ciekawe dialogi. W samochodzie, na spacerze, przed telewizorem. Mówienie do siebie ma same zalety: pogadasz z kimś ciekawym, nie musisz mu odpowiadać, możesz pomilczeć, nikt się nie obraża.

5. Mówią wieki…

Ostatni objaw „pięćdziesiątkowania”, to tzw. zespół „za moich czasów”. Jeszcze tak nie mówię, ale już zaczynam powoli pojękiwać w stylu: „Kiedyś to, pamiętam jak kiedyś…”. Dzieje się tak w rozmowie z młodszymi, gdy chcę ukazać wyższość „ moich” czasów nad ich czasami. Do tej pory jednak bałem się zaczynać od słów „za moich czasów”,

bo tak robił mój Dziadek.

„Za moich czasów” zostawiam sobie na siedemdziesiątkę.

Przedstawiłem Wam te podstawowe jazdy mojego pół wieku, reszta innych barwnych objawów kiełkuje w ciszy, będę o nich informował na bieżąco.

Pozdrawiam.

Wasz Szymek

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ewelina: Zraniony? Poszukaj babki (nie tylko na pocieszenie)




   Ewelina Drela z Mapy Zdrowia...




Witaj słonecznie,

Lato już całkiem do nas zawitało, czas na wycieczki z dzieciakami i przyjaciółmi, wyjazdy, weekendy, a niedługo też i wakacje.

Warto przypomnieć sobie zatem o bardzo popularnej w naszej szerokości geograficznej roślinie, która rośnie niemalże wszędzie. Jest jej pełno. I bardzo dobrze, bo to bardzo cenne zioło. Czyż to nie cudowne, że wychodzisz na spacer i po kilku krokach odnajdujesz zioło-lekarstwo? (...)


A co do babki. Przypomniała mi się akurat, bo niefortunnie się zdarzyło, że jechałam na rowerze, przewróciłam się i otarłam sobie skórę na kolanie.

Auć! Na pewno znasz to uczucie. Rana okazała się niegroźna, jednak automatycznie przed oczami stanęła mi babcia. Opowiadała mi w takich sytuacjach o ziołach - niemal widziałam jej zatroskaną twarz i dłonie, w których w takich sytuacjach trzymała to właśnie wspaniałe zioło - zwykłą, pospolitą babkę, która rośnie niemal w co drugiej szczelinie między płytami chodnika.

A jakie ma właściwości? Przede wszystkim znana jest z tego, że przyspiesza gojenie się ran, zadrapań,  ugryzień i wszelkiego rodzaju odparzeń. Dodatkowo jest uważana za antidotum przeciwko truciznom - pomaga zredukować gorączkę i doskonale sprawdza się przy leczeniu infekcji.

Magicznym składnikiem, który dodatkowo uaktywnia łagodzące działanie babki zwyczajnej jest klej roślinny. Ma zbawienny wpływ na gardło i górne drogi oddechowe przy wszelkiego rodzaju infekcjach. Jest nieoceniona przy duszącym kaszlu, także tym o podłożu nerwowym.

Taniny zawarte w jej liściach powodują, że ma ona działanie ściągające - dzięki temu możemy ją także wykorzystać do łagodzenia opuchlizny i zapaleń. Hamuje także krwawienie, stąd jej zastosowanie nawet przy gruźlicy, krwotokach przewodu pokarmowego czy przy zbyt obfitych miesiączkach.

Surowcem wykorzystywanym do celów leczniczych są te szerokie liście. Przetwarza się je do postaci soku - przy infekcjach pęcherza moczowego, biegunki czy infekcji płuc.

Korzysta się także z rozgniecionych liści przykładanych bezpośrednio do ran i odparzeń czy użądleń. Z kolei na dolegliwości wewnętrzne, jak kaszel czy ból gardła lub zapalenie górnych dróg oddechowych, najlepszy jest syrop.

Pamiętaj, że najbardziej niepozorne rośliny są z nami nie bez powodu - najczęściej są także potężnymi lekarstwami. Skorzystaj z potęgi natury - warto!

Dobrego popołudnia Ci życzę,
Ewelina

niedziela, 11 czerwca 2017

Szymon Majewski: Niebiańska linia



Szymon Majewski: Niebiańska linia

Czyli Dziadek i Mama dzwonią z nieba z urodzinowymi życzeniami.  

Wczoraj miałem 50 urodziny i nie uwierzycie, co się stało.

Z nieba zadzwonili do mnie moja Mama i Dziadek. Oto zapis tej rozmowy.

- Mama!?

- Cześć synku, dzwonię z nieba, chciałam ci złożyć życzenia z okazji pięćdziesiątych urodzin!

- Dziękuję Mamo…

- O masz! Szymon, słyszę, że niewyspany jesteś?

- Pisałem wczoraj ten tekst. Skończyłem o pierwszej w nocy.

- Nie powinieneś rano pracować?

- Rano nie mam głowy do pisania.

- Bo myślisz o niebieskich migdałach. Powinieneś się skupić, tyle razy Ci mówiłam.

- Kiedyś się skupię, na razie nie umiem. A jak u ciebie?

- U mnie… niebo w gębie, tu są same ciastkarnie.

- To znowu przybędzie ci kilogramów, Mamo, miałaś dbać o linię.

- Właśnie, ale tu jest odwrotnie, jem i tracę kilogramy. Zaczynam dzień od szarlotki.

- Zawsze mówiłaś, że to dietetyczne ciasto, że to same jabłka.

- Kłamałam, to sam cukier. A wiesz, że w końcu udało mi się tu skończyć studia, jestem lekarzem.

- Tak jak marzyłaś! Zaraz, ale tam się chyba nie choruje?

- Nie. Ale bawimy się w służbę zdrowia, wymyślamy sobie choroby i leczę lekami, których nie ma.

- Nawet głowa tam nikogo nie boli?

- Nie, ja sobie wymyślam czasami bóle w stawach, żeby nie było za dobrze. Ale poczekaj Szymon, dam ci Dziadka. Chodź tato, Szymek.


Dziadek i mama

- Hej, super! Dziadku mam 50 lat!

- A ja 114!

- Świetnie i jak się czujesz?

- Namalowałem zachód Jowisza i zreperowałem anielskie sanki.

- A co ze słuchem, słyszysz mnie?

- Nie, ale wiem co mówisz.

- Skąd?

- Tu się wszystko wie, wnusiu. A powiedz, robisz wszystko na bieżąco, nie zostawiasz na ostatnią chwilę?

- Nie. Czasami coś tam zostanie na ostatnią chwilę, ale za to ciągle się nie spóźniam, tak jak kazałeś.

- No właśnie, bo wiesz, że Napoleon…

- …przegrał bitwę bo spóźnił się generał.

- Tak! …a masz narzędzia?

- Tak! Mam nawet jeszcze twój stary młotek.

-  Świetnie! Bo wiesz, że…

- …mężczyzna powinien mieć narzędzia.

-  I zawsze zapas śrubek. I jak chcesz wskakiwać do rzeki na główkę…

- …to muszę sprawdzić dno!

- Tak! Wnuczku, a jak tam na świecie? Spokój?

- Nie od końca, trochę jak w 37-ym.

-  To jakby co, pamiętaj, jak pójdziesz na front, niech ci żona za kołnierzem coś wyszyje, cokolwiek od siebie, to pomaga. Patrz, żyję w niebie do dziś.

- Ok, zapisałem…

- Dobra, Szymku, Ok, muszę kończyć, bo spotykam się z kolegami z Powstania, codziennie się spotkamy o 17.00, jest tu nas coraz więcej. Potem idziemy na ryby. Tu zawsze bierze. Chwila, jeszcze mama.

- Szymek?

- Tak.

- Uważaj na kleszcze bo bolerioza szaleje i ucałuj Zosię i Antka. Pa…

- Pa.

- Haha! Dziadek szukał wędki i zasnął na kanapie.



Szymon Majewski

wtorek, 6 czerwca 2017

Ewelina: Siemię lniane - czy faktycznie jest groźne dla zdrowia?




   Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:




Witaj,

Mam nadzieję, że pierwsze prawdziwie wiosenne i słoneczne dni mijają Ci zdrowo i dobrze. Ja dzisiaj miałam okazję odbyć ciekawą dyskusję z pewną kobietą przypadkiem spotkaną w autobusie.

Rozmowa dotyczyła ziół, naturoterapii, różnych alternatywnych metod leczenia i zdrowego życia w ogólnym tego słowa znaczeniu. (...)

Zahaczyłyśmy między innymi o temat siemienia lnianego. Cięgle mam wrażenie, że to bardzo niedoceniane ziarenka.

 

Jego właściwości znasz na pewno, bardzo wiele razy już  pisaliśmy na ten temat. Gwoli przypomnienia, siemię lniane nie tylko przeciwdziała zaparciom (...), ale też wspomaga odchudzanie.

W nasionach lnu zawarte są związki śluzowe, które powlekają ściany żołądka i chronią je. Siemię lniane zalecane jest nawet strażakom, Którzy ulegli poparzeniom wewnętrznym. Jest jak balsam, łagodzi i chroni.

Wspomniana wcześniej pani Hania wprawdzie wiedziała co nieco na jego temat, ale raczej na zasadzie pogłosek, plotek niż konkretnych, rzeczowych faktów.

Słowem wiedziała, że dzwonią tylko nie wiedziała w jakim kościele. Zainspirowała mnie do tego aby jeszcze raz poruszyć ten temat.

Nieścisłości dotyczyły między innymi tematu szkodliwości siemienia. To dość ważna sprawa. Mam nadzieję, że po dzisiejszym mailu będziesz pamiętać o tym rozróżnieniu. Mamy bowiem do czynienia z siemieniem w całych ziarnach oraz siemieniem mielonym. I rzeczywiście w pewnych specyficznych okolicznościach wydzielają się szkodliwe substancje cyjanogenne, czyli takie, z których powstaje cyjanowodór znany też jako kwas pruski (HCN).

Cały problem tkwi w sposobie przygotowania siemienia do spożycia czy przygotowania posiłków. Pamiętaj, aby mielone siemię lniane zawsze zalewać gorącą wodą. Nigdy zimną! Możesz też poddać je po prostu obróbce termicznej. Tajemnica tkwi w enzymie, który odpowiada za aktywację cyjanogenezy - otóż jest to białko. W wysokiej temperaturze zwyczajnie się „zetnie” i do przemiany nie dojdzie.

Natomiast całe siemię można bez problemu zalewać zimną wodą bez obawy, nie ma obawy o glikogenezę, ponieważ w nienaruszonym ziarnie glikozydy nie mają styczności z enzymem, więc do procesu nie dojdzie.

Dlatego też mówi się, że siemię całe jest zdrowsze od mielonego. Jedną najcenniejszych substancji jakie ma siemię jest tłuszcz. Ponieważ jest to tłuszcz wielonienasycony.

Jego cudowne prozdrowotne, oczyszczające, uzdrawiające i detoksykujące właściwości są najbardziej efektywne jeśli ziarna nie zostaną poddane obróbce termicznej.

W wysokiej temperaturze zachodzi już reakcja i tłuszcz traci stopniowo na wartości. Dlatego też pamiętaj dodatkowo, żeby kupować tylko i wyłącznie olej lniany, co do którego masz pewność, że był przechowywany w lodówce - tak szybko traci na wartości, że nawet przechowywanie go w temperaturze pokojowej niweluje jego zalety - nie mówiąc już o jakiejkolwiek obróbce termicznej.

Tak więc siemię mielone najlepiej stosować zastępczo i w drodze wyjątku a zaopatrywać się w pełne ziarna, które są o niebo zdrowsze.

Mam nadzieję, że już na zawsze rozwiałam Twoje wątpliwości na ten temat i zawsze będziesz świadomie sięgał po wybraną formę.

Póki co życzę Ci dobrego i zdrowego tygodnia,
Ewelina

niedziela, 4 czerwca 2017

Szymon Majewski: Co moja Mama powinna mieć na T-shircie



Szymon Majewski: Co moja Mama powinna mieć na T-shircie

I dlaczego „O masz!“.

Wracaliśmy naszą starą Hondą z wakacji, z tyłu Antoś i Zosia, Mama obok mnie. Koniec sierpnia, babie lato, już po żniwach - takie widoki  zawsze nastrajały Mamę melancholijnie. Dzieci i ja tylko na to czekały, kiedy babcia powie słynne zdanie. Nie wiem dlaczego, ale zawsze następowało to na wysokości Tykocina, (jadąc z okolic Suwałk, zawsze skracaliśmy sobie tamtędy drogę do Warszawy):

- Patrz, patrz, popatrz patrz, już jesień.

„Patrz, patrz, popatrz patrz” stało się hasłem każdych wakacji. Dzieci pytały, kiedy będzie „pacz, pacz, popacz pacz” Babci. Był dopiero koniec lipca, a Zosia na spacerze prowokowała Babcię:

-  Pacz, pacz, popacz…?

Jednak wtedy odpowiedź była zawsze jedna:

- Nie, nie, jeszcze nie, muszą zacząć się żniwa.

Jest to nasze hasło do dziś. Jak tylko widzimy lekko żółknące liście, babie lato, od razu mówimy:

-  Patrz, patrz, popatrz patrz już jesień.

„O masz!”.

Gdybym miał zrobić T-shirt dla mojej mamy to byłby na nim napis: „O masz!”.

„O masz” to był firmowy okrzyk mojej Mamy.
Spadał talerzyk - „O masz!”. Zosi rozlało się mleko - „O masz!”. Lusia zerwała się ze smyczy - „O masz!”.

Pamiętam, jak moja córka Zosia poskarżyła się mojej Mamie:

- Babciu, a wiesz, że tata klnie!?

- O masz!

Mama „omaszowywała” wyniki wyborów, zmianę pogody, cieknący kran.

Moja mama najbardziej lubiła być babcią. Tak to była jej ukochana rola, a najbardziej z tego lubiła jeździć z nami na wakacje i być „Umęczoną w podróży”.

-  Jestem mi wygodnie, wszystko jest w porządku.

Mówiła to, siedząc w naszej małej Hondzie z psem na kolanach i bagażami pod nogami, mając nad głową nogi wnuczki Zosi. W takiej sytuacji potrafiła jeszcze obierać jabłko i opowiadać dzieciom bajkę.

Mama nie robiła kłopotu, nie musiało jej być wygodnie, ważne, żeby inni mieli lepiej. Czasem mnie to denerwowało:

-  Mamo, zacznij myśleć o sobie. Nie zamęczaj się.

Ale to dla niej nie było zamęczanie, tylko wielka przyjemność bycia pomocnym. Nie skarżyć się, nie narzekać, po prostu być dla innych.

Kiedy chorowała, też taka była. Nawet gdy diagnoza nie dawała nadziei, Mama cierpiała po cichu.

Lekarze mówili:

- Pana Mama jest wspaniałą pacjentką, w ogóle się nie skarży.

Przecież pacjent powinien się skarżyć! Ale nie moja Mama.

Mówiła:

- Wiesz, ja ich rozumiem, sama przecież ponad trzydzieści lat pracowałam w służbie zdrowia. Oni naprawdę mają ciężko…


Szymon Majewski