poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Ewelina: Te leki już nie będą Ci potrzebne




Ewelina Drela z Mapy Zdrowia i ziele angielskie




Witaj,

   Jak się miewasz? Mam nadzieję, że upały nie dają Ci się za bardzo we znaki? Mi osobiście dość mocno dokuczyły w ostatnim tygodniu. Ale dzięki temu mam ciekawy temat listu do Ciebie.

   Lato - latem, urlop - urlopem, ale czasami jest tak, Że ból nie wybiera. Pomyśl - jaka jest pierwsza rzecz, którą robisz, gdy czujesz ból? Nauczony przez miliony reklam telewizyjnych i radiowych - bierzesz tabletkę. Byle szybciej przestało boleć. 

   A jeśli to jest - znany wszystkim kobietom - potworny, skurczowy ból brzucha, który czasami czują raz w miesiącu? Ból, który promieniuje do kręgosłupa? Nie pozwala siedzieć, leżeć ani stać. A jeśli to ból brzucha spowodowany chorobą jelit czy żołądka?

   Jeśli kiedykolwiek cierpiałeś na taki ból - dobrze wiesz, o czym mówię. I pewnie równie dobrze wiesz, że człowiek jest w stanie zrobić wtedy wszystko, byle tylko przestało boleć.

   Czasami taki ból brzucha to znak, że jelita domagają się Twojej uwagi i oczyszczenia. (...)

   Czy to bóle miesiączkowe, czy inne - zazwyczaj są spowodowane nadmiernymi skurczami mięśni gładkich.

   Kiedy dopadły mnie w ubiegłym tygodniu, próbowałam wszystkiego - tabletek (których normalnie unikam), picia naparów ziołowych. Nic nie pomagało.

   Był taki moment, kiedy miałam wrażenie, że chyba powieszę się na noc na żyrandolu, żeby nie musieć leżeć. Wtedy przypomniał mi się jeszcze jeden sposób. Spróbowałam bez przekonania.

   Przypomniało mi się, że działanie rozkurczowe miało mieć... ziele angielskie. Spróbowałam.

   I wiesz co?

   Po 20 minutach ból przeszedł jak ręką odjął, a ja zasnęłam.

   Jak to zrobiłam? To proste i przygotowanie takiej naturalnej „tabletki” trwa niecałą chwilę.

   Po pierwsze, przygotuj 3-5 kuleczek ziela angielskiego. Po drugie, otwórz buzię i włóż ziarenka między zęby trzonowe. Zaciśnij szczękę kilka razy, miażdżąc kuleczki. Zmieszaj ze śliną i połknij. I już. Nie mają charakterystycznego smaku, są łagodne, nie cierpkie i nie gorzkie. 


Ziele angielskie
   Po ostatnich dniach doszłam do wniosku, że to najlepszy ratunek na bolący brzuch i żołądek. Idealnie mieści się do damskiej torebki, nie zatruwa organizmu.

   Wręcz przeciwnie. Jeśli nie chcesz zatruwać organizmu aspartamem z gumy do żucia, ssij i zjadaj ziele angielskie.

   Ma właściwości odkażające i bakteriobójcze, więc znakomicie odświeża oddech i zapobiega próchnicy.

   Kilka kuleczek rozdrobnionych i zalanych wrzątkiem zrobi herbatkę, która działa rozluźniająco i wykrztuśnie.

   Ziele angielskie poprawia również trawienie i pomaga oczyszczać jelita z toksyn i zgniłych resztek. (...)

   Jak widzisz, Twoja szuflada z przyprawami kryje w sobie wspaniałe lekarstwa. Czasami odruchowo sięgamy po tabletki, zamiast przypomnieć sobie o naturalnych lekach, w które zaopatrzyła nas natura.

   Przyjemnej niedzieli,
Ewelina

 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Ewelina: Lubisz te odwłoki i pancerze w czekoladzie?




Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:




Witaj,

   Co u Ciebie słychać? Domyślam się Twojej reakcji na tytuł maila. Pewnie myślisz sobie, że Ty żadnych robaków nie masz w swoim menu. No bo jak? Że dżdżownice? Żuki? Muchy?

   A jednak Cię zadziwię. Jadasz robaki, śmiem twierdzić, że być może nawet regularnie. Powiedz, lubisz serki truskawkowe albo malinowe? Jogurty? Zdrowiutkie maślanki wiśniowe lub truskawkowe? A może nadziewana czekolada? Sos z torebki?

   Pewnie myślisz sobie teraz „co ta kobieta znowu wymyśliła?” Rozczaruję Cię: to nie kobieta wymyśliła. Kobieta chce Ci tylko uświadomić, co naprawdę znajduje się pod płaszczykiem zdrowej i pożytecznej żywności i produktów dla dzieci.

   I powiem Ci szczerze, że jak tylko pomyślę o tym, co za chwilę się dowiesz, mam ochotę (...) pozbyć się wszystkich świństw.

   Spójrz na skład pierwszego z brzegu jogurtu truskawkowego, czekolady nadziewanej albo ptasiego mleczka. Jako jeden z barwników znajdziesz... koszenilę.

   Nic strasznego. Barwnik jak barwnik. Prawda? No niekoniecznie. Wiesz, jak powstaje koszenila? Pewnie będziesz zaskoczony, ale nie martw się. Ja też byłam :) A potem nie tknęłam już nigdy niczego, co zawiera ten barwnik.

   Do produkcji koszenili stosuje się pancerze, odwłoki i jaja owada nazywanego czerwiec kaktusowy, czyli czerwonych owadów pluskwiaków, zamieszkujących Amerykę Południową i Meksyk i, jak sama nazwa wskazuje. żyjących na kaktusach. (...)

   Jak pozyskuje się koszenilę (albo inaczej, karmin)? 


Czerwiec kaktusowy

   Owady są zabijane na kilka sposobów, poprzez działanie wysokiej temperatury: w cieplarce, poprzez zanurzenie w gorącej wodzie, przez wystawienie ich na działanie światła słonecznego lub pary wodnej.

   W zależności, którą metodę się zastosuje, powstaje określony kolor. Aby uniknąć psucia się w czasie przechowywania, owady suszone są do około 30 % ich początkowej masy. Jeden kilogram koszenili uzyskuje się z około 155.000 owadów!

   To właśnie dlatego koszenila nie powinna być spożywana przez wegan i wegetarian. Jest barwnikiem zabronionym w niektórych krajach - głównie z powodów religijnych.

   Czy jest niebezpieczna? Koszenila nie ma właściwości toksycznych ani rakotwórczych. Może za to powodować katar sienny oraz pokrzywkę. Powinny jej unikać osoby uczulone na salicylany i astmatycy. Sam kwas karminowy nie jest niebezpieczny dla zdrowia.  



   Ale uwaga. Bardzo często można spotkać syntetyczny barwnik o podobnej nazwie: czerwień koszenilowa. Na ten składnik trzeba uważać szczególnie.

   Oznaczony symbolem E124, nie ma nic wspólnego z koszenilą, poza mylącą nazwą! E124 (czerwień koszenilowa) jest kancerogenem, wywołuje nadpobudliwość i wzmaga ADHD. Jest zakazana w Stanach Zjednoczonych, Norwegii i Finlandii.



   Gdzie najczęściej spotkasz koszenilę lub niebezpieczną czerwień koszenilową? Oto lista podejrzanych: galaretki i ciasta w proszku, ciasta biszkoptowe, marmolady i inne podobne produkty owocowe łącznie z produktami niskokalorycznymi, gotowe zupy pomidorowe, płatki zbożowe, kasze, kiełbasa Chorizo, Salchichon, Sobrasada, pasty rybne i pasty ze skorupiaków, napoje bezalkoholowe, przetwory z czarnej porzeczki, jogurty, maślanki i serki w kolorze różowo-czerwonym, czekolada truskawkowa, malinowa, ptasie mleczko, żelki.


   Pewnie jesteś wściekły. Ja też byłam zła, kiedy się dowiedziałam. Teraz po prostu unikam takich produktów. I staram się być świadomym konsumentem, czytać i dowiadywać się wszystkiego o różnych dodatkach i przyprawach do żywności.

   Tymczasem życzę Ci dobrej niedzieli,
Ewelina

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ewelina: Pyszny i zdrowy - tylko co z tymi żabami?!




Ewelina Drela z Mapy Zdrowia o ogórkach...




Witaj,

Jak się miewasz? Mam nadzieję, że ostatnie tropikalne temperatury nie dokuczają Ci zanadto? Powiem Ci szczerze, że dzięki temu, że systematycznie oczyszczam organizm, nie tracę energii nawet w najgorszy ukrop. Znajomi wciąż pytają, czy czasem nie wspomagam się czymś niedozwolonym. Powtarzam im tylko, że jedyne, na co sobie pozwalam to pewna niezwykła mikstura. I ot, cały sekret. :)

Wczoraj odwiedził mnie znajomy. Znamy się od wielu lat. On ma własne, samowystarczalne gospodarstwo. Trochę warzyw, owoców, kilka kurek i świnkę. Przyniósł mi całe naręcza różnych wspaniałości. Okazuje się, że dzięki ostatnim upałom „wszystko dojrzewa jak dzikie”, jak to określił i postanowił podzielić się nadmiarem.

Niezmiernie się ucieszyłam, bo właśnie planowałam zakupy owocowo-warzywne, a tu taka niespodzianka. Ale najbardziej ucieszyło mnie prawie 10 kg… ogórków. W sam raz na zrobienie pysznych, zdrowych, małosolnych przysmaków i zapasów na zimę.

Od razu przypomniała mi się pewna historia.

Mama opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, chodziła ze swoją mamą na pielgrzymki. W czasie postojów, mieszkańcy częstowali ich tym, co mieli.

Wiadomo, na pielgrzymce najgorsze są kłopoty jelitowe. Mama, jak to dziecko, czasem wyciągała ręce po ogórki małosolne, które kusiły chłodem i orzeźwiającym smakiem. Babcia, obawiając się, że taki posiłek skończy się biegunką, przestrzegała:

„Wiesz, że żeby te ogórki były chłodne, na dno beczki wpuszcza się żaby, które chłodzą ogórki?” Podobno zawsze działało.

Oczywiście, żadne żaby nie były potrzebne. A chrupiący, zdrowy małosolny - jest pyszny nawet w największe upały!!

Co takiego jest w małosolnych i kiszonych ogórkach, że tak je lubimy?

Nie wiem, jak Ty, ale ja nie wyobrażam sobie zimy bez kiszonych ogórków według receptury mojej babci. Jeśli chcesz, później podam Ci przepis.

Kiszone ogórki to nie tylko bomba witaminowa, ale też jeden z najskuteczniejszych, naturalnych probiotyków.

Są źródłem kwasu mlekowego, który wydziela się w czasie fermentacji. Kwas mlekowy oczyszcza organizm i wzmacnia system obronny, chroniąc Cię przed chorobami. Reguluje florę bakteryjną w jelitach, wspomaga trawienie i wchłanianie produktów przemiany materii. (...)

Kiszone ogórki dostarczają sporo witamin z grupy B, które pomagają regulować metabolizm i ułatwiają trawienie białek, tłuszczów i węglowodanów, wygładzają skórę, wzmacniają włosy i paznokcie oraz zwiększają przyswajalność żelaza, chroniąc przed anemią. Są dość dobrym źródłem witaminy C, A, E, K oraz magnezu, wapnia, fosforu i potasu.

Najzdrowsze są kiszonki które robisz sam. Popatrz na skład kiszonych ogórków, które możesz kupić w sklepach. Cukier, substancje wzmacniające smak i zapach? Po co? Dobrze zrobione, domowe ogórki kiszone wcale tego nie potrzebują. Smakują i pachną znakomicie, a przy tym są zdrowsze i bardziej naturalne.

A jak zrobić te najlepsze ogórki, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa?

Będziesz potrzebować:

 - ogórków (wybieraj te z pewnego źródła, uprawiane bez nawozów),
 - korzenia chrzanu,
 - czosnku (polskiego, nie chińskiego),
 - kwiatu kopru,
 - liści dębu,
 - liści wiśni,
 - liści czarnej porzeczki,
 - ziela angielskiego,
 - gorczycy,
 - ziaren pieprzu,
 - liści laurowych,
 - soli kamiennej, niejodowanej.

Aby zrobić zalewę, gotuję wodę, dodając do niej 1,5 łyżki soli na litr. Do każdego słoika wkładam 2 lub 3 ząbki czosnku, ok. 2 cm obranego chrzanu, 25 ziarenek gorczycy, 6 ziarenek ziela angielskiego, 4 ziarenka pieprzu, 3 liście laurowe, jeden liść dębu, jeden liść wiśni i jeden liść czarnej porzeczki. Ogórki ciasno upycham, zalewam słoną wodą i zamykam słoik.

Voila. Gotowe!

Dobrej niedzieli,
Ewelina

PS. Pamiętaj, że po urlopie i wakacjach, kiedy pozwalałeś sobie na łakomstwo i zdarzało Ci się jeść różne niezdrowe rzeczy, Twój organizm potrzebuje porządnego oczyszczenia i zabezpieczenia przed zimowym spadkiem odporności. Zadbaj o to już teraz i oczyść organizm skutecznie i bezpiecznie (...), zanim zacznie się robić mokro, chłodno i nieprzyjemnie. Nie będziesz musiał zaczynać jesieni od zwolnienia lekarskiego.



poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Ewelina: Po prostu jaja. I to do kwadratu!




Ewelina Drela z Mapy Zdrowia tym razem o jajach!




Witaj,

Niedziela to taki przyjemny dzień, najprzyjemniejszy w całym tygodniu. Od rana same przyjemności - u mnie na stole jajecznica.

Pewnie pomyślisz, „Feee, niezdrowo”.

Taaa... przyzwyczailiśmy się, że jajka są niezdrowe, nie powinno się ich jeść więcej niż 3 razy w tygodniu. A tu jedna jajecznica i od razu dwa jajka. Zamiast od rana zdrowo, (...) to ja jajka... i to pewnie na maśle...

Naprawdę myślisz, że jajka są niezdrowe? Zmartwię Cię, większość dietetyków, specjalistów żywienia i lekarzy wycofało się z takiego myślenia. Możesz wcinać jajka bezkarnie.




A wiesz, że kiedyś jajkom przypisywano specjalne właściwości? Chroniły przed chorobami, urokiem, zapewniały szczęście i urodzaj. Kiedy ktoś w domu zachorował, toczono jajko po jego ciele. Wierzono, że to doda mu sił i pomoże szybciej wrócić do zdrowia. Przed wykąpaniem noworodka w wannie zanurzano jajo, żeby zapewnić dziecku zdrowie i prawidłowy rozwój.

Wychodzi na to, że niezłe jaja są z tymi... jajami!

Niektórzy naukowcy (jak na przykład prof. Jan Trziszka z Akademii Rolniczej we Wrocławiu) twierdzą, że „nie ma w przyrodzie drugiego bardziej doskonałego surowca spożywczego niż jaja”. Dlaczego?

1. Jajo zawiera imponujący zestaw aminokwasów, kwasów tłuszczowych, witamin, związków mineralnych, które są jednocześnie wyjątkowo dobrze przyswajalne.


2. Zawierają prawie wszystkie witaminy - z wyjątkiem witaminy C.


3. Mają w sobie mnóstwo cynku i żelaza.

Słowem, jeśli wpadłoby Ci do głowy żywienie się samymi jajkami (co stanowczo odradzam), dostarczyłbyś organizmowi wszystkie substancje konieczne do prawidłowego funkcjonowania.

Zaraz, zaraz - pewnie zapytasz, co z cholesterolem i awidyną?

Gdybym Cię zapytała, czy jajka powodują wzrost cholesterolu, bez wahania odpowiedziałbyś „no pewnie!”.

Prawda jest taka, że nawet jeśli uznamy, że wysoki poziom cholesterolu faktycznie jest szkodliwy, to chyba nikt z naukowców nie udzieliłby tak jednoznacznej odpowiedzi.

Nie ma żadnych badań potwierdzających wpływ jedzenia jajek na poziom cholesterolu.

A co z awidyną? Mówi się, że ta substancja występująca w białku jajek powoduje niedobory biotyny, a co za tym idzie, zaczynasz odczuwać zmęczenie, znużenie, spadek apetytu, problemy skórne.

Nie daj się nabrać! Jeśli masz takie dolegliwości, czym prędzej (...) wymieć toksyny z organizmu, a nie zwalaj na jajka.

Okazuje się, że niesłusznie posądzone jajo zawiera najwyższą znaną koncentracje biotyny. Obawa o wystąpienie niedoborów tej witaminy przez spożywanie nadmiernej ilości jaj jest przynajmniej nieuzasadniona.

No dobrze. To zaczynamy oczyszczać jaja z zarzutów. A teraz jak znaleźć i kupić takie, które są faktycznie świeże i smaczne? Czy są w ogóle fermy, na których kury nie są karmione żywnością GMO i antybiotykami?

Zrobiłam w tym celu małe śledztwo i okazuje się, że jeśli nie masz zaprzyjaźnionego gospodarstwa, którego jesteś pewien, to musisz być ostrożny.

Przysłowiowa baba na targu to najczęściej osoba, która nie ma nic wspólnego z kurami ani fermą. Zdarza się, że tacy sprzedawcy kupują jaja na fermie, zmywają stempel, brudzą celowo jajka i sprzedają jako wiejskie.

Z drugiej strony - ciężko wylać dziecko z kąpielą. Nie wszyscy sprzedawcy są nieuczciwi. Kupując u „baby” pytaj - gdzie jest gospodarstwo, czym żywione są kury, kto jest właścicielem.

Jeśli kupujesz jaja w sklepie, wybieraj raczej te ekologiczne, z wolnego wybiegu lub chowu ściółkowego. Zdecydowanie unikaj jaj z chowu klatkowego (te z nr 3 na stemplu).

Kury bardzo często karmione są paszą GMO, antybiotykami i sterydami, aby niosły więcej jaj. Kiedy przeciętna kura żyje ok. 9 lat, kury hodowane w klatce żyją jedynie rok, maksymalnie półtora roku.

Nie ma obowiązku informowania, że zwierzęta są karmione paszą GMO, dlatego jeśli producent deklaruje, że jaja wolne są od GMO, można mieć nadzieję (niestety, nie pewność), że takie jaja są zdrowsze.

Na pewno uważaj kupując jajka od kur zielononóżek. Bardzo często zdarza się, że to zwykłe jajka, tyle że w zielonym pudełku i pięć razy droższe. Kury zielononóżki to dość rzadka rasa i hodowana głównie w warunkach ekologicznych - czyli nie na masową skalę.

Powiem Ci szczerze, że tu, gdzie mieszkam, mam swoją „babę”, u której zawsze kupuję jajka. I wiesz co? One naprawdę mają prawdziwy smak jajek, są matowe, czyste, w środku mają żółte, nie pomarańczowe żółtko.

Jak mawia sprzedawczyni, kurka musi pobiegać po podwórku, zjeść kawałek trawki, kamyczek, pooddychać. I coś w tym jest.

Zatem, dobrej, leniwej niedzieli,
Ewelina