tag:blogger.com,1999:blog-41933310691885750732018-08-25T10:33:58.007+02:00Blog Michała OstrowskiegoMichał Ostrowskinoreply@blogger.comBlogger1101125tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-41716119997364731202018-03-22T19:10:00.000+01:002018-03-22T19:10:41.290+01:00Wszechnica Żywieniowa SGGW<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-vDLvydG5Dws/WrPwvZ4dOfI/AAAAAAAAQaY/J3uLGZFtU6EM9Cj01FOiyoW6YhAt1mvSwCLcBGAs/s1600/Wszechnica.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="227" data-original-width="1077" height="67" src="https://3.bp.blogspot.com/-vDLvydG5Dws/WrPwvZ4dOfI/AAAAAAAAQaY/J3uLGZFtU6EM9Cj01FOiyoW6YhAt1mvSwCLcBGAs/s320/Wszechnica.png" width="320" /></a></div><br />Gorąco zachęcam do udziału w wykładach Wszechnicy Żywnościowej SGGW.<br />Oto program na semestr letni: marzec - czerwiec 2018 r.:<br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-ASbv-VNje1c/WrPw1iwx9_I/AAAAAAAAQac/BV6eCnLsVN4_W3FLNAVVsCGhN5B1Ur2tACLcBGAs/s1600/3-6.%256018.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="821" data-original-width="596" height="640" src="https://2.bp.blogspot.com/-ASbv-VNje1c/WrPw1iwx9_I/AAAAAAAAQac/BV6eCnLsVN4_W3FLNAVVsCGhN5B1Ur2tACLcBGAs/s640/3-6.%256018.png" width="464" /></a></div>Szczegóły na stronie <a href="http://www.wszechnica-zywieniowa.sggw.pl/" target="_blank">http://www.wszechnica-zywieniowa.sggw.pl/</a><br /><br />Jest możliwość udziału on-line.<br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-60742654223723898722018-03-08T10:45:00.000+01:002018-03-08T20:46:36.371+01:00Wszystkiego najlepszego!<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-ohEhSCUTlbw/WqGSgRkk_6I/AAAAAAAAQZM/LS5HKm_PrgQutBqot9UqaS5hj7zNi8b4wCLcBGAs/s1600/IMG-20180308-WA0001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="540" data-original-width="540" height="320" src="https://2.bp.blogspot.com/-ohEhSCUTlbw/WqGSgRkk_6I/AAAAAAAAQZM/LS5HKm_PrgQutBqot9UqaS5hj7zNi8b4wCLcBGAs/s320/IMG-20180308-WA0001.jpg" width="320" /></a></div><br /><div style="text-align: center;"><span style="font-size: large;"><b>Drogie Panie. </b></span></div><div style="text-align: center;"><span style="font-size: large;"><b>Wszystkiego najlepszego!</b></span><br /></div></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-48051755883020892452017-12-24T06:50:00.000+01:002017-12-27T20:51:04.485+01:00Radosnych Świąt Bożego Narodzenia 2017<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on">Czytelnikom bloga życzę wszystkiego najlepszego<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-7pwGbNtNT04/WkP4qjTYs9I/AAAAAAAAQN8/6wsvKqK5mi8-8UpuuTkzmR2KKE5qY-zegCLcBGAs/s1600/239.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="318" data-original-width="449" src="https://4.bp.blogspot.com/-7pwGbNtNT04/WkP4qjTYs9I/AAAAAAAAQN8/6wsvKqK5mi8-8UpuuTkzmR2KKE5qY-zegCLcBGAs/s1600/239.jpg" /></a></div><br />oraz wszelkiej pomyślności w Nowym 2018 Roku.<br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-46864714844803571712017-11-05T23:23:00.000+01:002017-11-09T23:33:51.864+01:00Szymon Majewski: Polecam bycie razem, czyli magia podpórki<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-QnSIhjEorVY/WgTTV8SCdjI/AAAAAAAAQIw/ywekBzgTOnQ97_x_FAcQZanoZ5Aj0SOUgCLcBGAs/s1600/57.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="160" src="https://2.bp.blogspot.com/-QnSIhjEorVY/WgTTV8SCdjI/AAAAAAAAQIw/ywekBzgTOnQ97_x_FAcQZanoZ5Aj0SOUgCLcBGAs/s320/57.jpg" width="320" /></a></div><br /><span style="font-size: large;"><i>Jakby mnie teraz nagle zapytał ktoś wątpiący w bycie razem: „Co jest najfajniejsze w małżeństwie?” to bym odpowiedział, że najlepsze jest być sobie podpórką, podbudówką, oparciem.</i></span><br /><br /><i>Takim krzesłem wg ogólnie przyjętego schematu powinien być facet, ale na szczęście to już się skończyło i w miarę jak panie nam się wzmocniły, a my, panowie osłabliśmy, <b>podpórką już może być każdy</b>.<br /><br />Wiecie, z czym się najbardziej męczyłem na pierwszych randkach? Że się wzruszam w kinie albo na koncercie. A jak tu się miałem nie wzruszać, gdy obok mnie siedziała Madzia i byliśmy na koncercie ukochanego Marka Grechuty? Łzy same ciekną wtedy z podwójnego szczęścia. W kinie to jeszcze ciemność mnie ratowała, zresztą zawsze udawałem, że mam uczulenie. W sumie to jednak był rodzaj uczuciowego uczulenia, przeczulenia na uczucie.<br /><br />Pamiętam, jak na koncercie Hanny Banaszak siedziałem z ręką na głowie, łokciem zasłaniając twarz od strony Magdy. Facet przecież nie płacze! Ten waleczno-podwórkowy stereotyp trzymał mnie za spojówki. Nie ryknę i już. Choćbym utopił się łzami.<br /><br />Teraz po 25 latach małżeństwa moja żona wie, kiedy „siąpię”, które momenty i jakie sytuacje zwilżają oczy męża. Jest parę takich tematów, Mama, zawsze Dziadek i nasze powstania, na warszawskim skończywszy.<br /><br />I ja też dobrze wiem, kiedy moja Madzia słabnie, traci magnez i popada w niekorzystny biomet.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-SHo3NTQxSk0/WgTTw28683I/AAAAAAAAQI0/YIAdUIUZSTg8QGvT-W7xuBVLYUXN8yahwCLcBGAs/s1600/57_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1600" height="320" src="https://4.bp.blogspot.com/-SHo3NTQxSk0/WgTTw28683I/AAAAAAAAQI0/YIAdUIUZSTg8QGvT-W7xuBVLYUXN8yahwCLcBGAs/s320/57_1.jpg" width="320" /></a></div><br /><i><b>I to jest fajnie w starym małżeństwie, że buduje się system wzajemnego ostrzegania, bezprzewodowy, pozawerbalny, czytamy się „między wierszami” i wiemy, kiedy iść sobie z pomocą. </b>Nie chodzi tu bynajmniej o szybkie dobiegnięcie z chustką i podanie ziółek.<br /><br />Bo życie wraz z tym, jak maluje nas siwizną, podrzuca nam przeróżne przeszkody do pokonania. I są one czasami za trudne dla mnie, a czasami dla mojej żony.<br /><br />Pamiętam, jak moja Madzia była mi podpórką, gdy odeszła moja mama, a ja w ferworze Szymon Majewski Show, nawet nie czułem, że się zapadam. Ja z kolei (mam nadzieję) byłem jej zbroją, gdy spaliło nam się mieszkanie, co dla niej, kobiety, dla której nasze gniazdko było szczególnie ważne, było wielkim dramatem.<br /><br />Czasami jedno spojrzenie na żonę lub męża i drugie już wie, że czas przejąć pałeczkę w tej sztafecie małżeńskiej.<br /><br />To dotyczy tych wielkich przeszkód i tych mniejszych, które tka nam życie. Pamiętam, jak moja żona próbowała załatwiać sprawę w PINB-e, chodziło o dokument zezwalający na zamieszkanie w dopiero co zbudowanym domu. Ilość papierów urosła pod sufit, druczki się zmieniały, nie różniąc się od siebie niczym, punkty, podpunkty, paragrafy, ustępy. Któregoś dnia moja żona weszła i usiadła na kanapie. Minę miała taką, że bez słowa wziąłem karton z papierami i ruszyłem w gąszcz urzędów.<br /><br />Los plecie się różnie, moje doświadczenie to obraz mojej samotnej mamy próbującej sobie poradzić z życiem. Brak taty był dla nas bardzo odczuwalny. Widząc to, <b>obiecałem sobie, że moja Magda będzie zawsze obok miała swojego Szymona.&nbsp;</b></i><br /><br /><i>Tak, <b>na problemy stanowczo polecam mebel dla dwojga zwany małżeństwem.</b><br /><br />Z podwójnym oparciem, na czterech nogach.<br /><br />Nic tylko się opierać wzajemnie.</i><br /><i><br /></i><br /><div style="text-align: right;"><i>Szymon Majewski</i></div></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-85714716703917557942017-11-03T22:57:00.000+01:002017-11-09T23:12:01.955+01:00Firma Dr. Nona w Warszawie - nowa siedziba<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-zoIMYWwpRMg/WgTP523dt6I/AAAAAAAAQIY/8IsTnXezi0whm7rbXsHgze9r9WcCOMFVwCLcBGAs/s1600/12311235_1727272360825629_4679035726914976586_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="531" data-original-width="550" height="192" src="https://4.bp.blogspot.com/-zoIMYWwpRMg/WgTP523dt6I/AAAAAAAAQIY/8IsTnXezi0whm7rbXsHgze9r9WcCOMFVwCLcBGAs/s200/12311235_1727272360825629_4679035726914976586_n.jpg" width="200" /></a></div><i>Firma Dr. Nona</i> zmienia warszawską siedzibę.<br />Od 6 listopada spotykamy się w nowym miejscu.<br /><br />Szczegóły poniżej:<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-zhbchfY5yGU/WgTSB3X8GRI/AAAAAAAAQIk/ADo9iZrcXXExKjHwIs0N9dZRCzLAx08BACLcBGAs/s1600/N.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="849" data-original-width="599" height="640" src="https://3.bp.blogspot.com/-zhbchfY5yGU/WgTSB3X8GRI/AAAAAAAAQIk/ADo9iZrcXXExKjHwIs0N9dZRCzLAx08BACLcBGAs/s640/N.png" width="450" /></a></div><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-11132834842287653982017-10-29T22:54:00.000+01:002017-11-09T22:56:45.579+01:00Szymon Majewski: „Róża w lodzie”, czyli Sztuka Podrywu wujka Szymona. Lekcja 1<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-pkvnOw7AbXQ/WgTKRbMAuWI/AAAAAAAAQH0/wB5D52dqKnIGdEE4bwcJnbvCFsgKKblwACLcBGAs/s1600/56.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="200" src="https://4.bp.blogspot.com/-pkvnOw7AbXQ/WgTKRbMAuWI/AAAAAAAAQH0/wB5D52dqKnIGdEE4bwcJnbvCFsgKKblwACLcBGAs/s400/56.jpg" width="400" /></a></div><br /><span style="font-size: large;"><i>Moja żona do dziś to wspomina. Może to właśnie przesądziło o sukcesie Operacji Magda? Kto wie? Oczywiście, ona mi tego nie powie - musi mieć przecież jakieś swoje tajemnice.</i></span><br /><br /><i><b>Zakochanie czyniło ze mnie MacGyvera miłości.</b> Znacie ten stan, kiedy unosisz się na obłoczku miłości i masz wrażenie, że wszyscy są zakochani tak jak ty - milicjant, motorniczy, a nawet warszawska Syrenka. Wszyscy to widzą i zdają się mówić: „Oj, chłopie, wiemy, jakie cudo spotkałeś, podzielamy twój zachwyt, fruń dalej”.<br /><br />Masz wrażanie, że w tych dniach żaden autobus się nie spóźnia, nie dostajesz mandatów, a dwójki w szkole smakują jak piątki.<br /><br /><b>Byłem tak wniebowzięty, że mogłem nie jeść, nie pić i nie spać.</b></i><br /><br /><i>Byłem zakochany po uszy, a nawet wyżej. Kiedy spotkałem Magdę, wszystko poszło na bok. Jako pierwsza – szkoła. Madzia była moją historią, matematyką i literaturą, szczególnie romantyczną.<br /><br /><b>Między randkami snułem plany, jak tu jeszcze bardziej zadziwić i zachwycić ukochaną.</b> Mieliśmy po osiemnaści lat, był PRL, w sklepach nie było gotowych prezentów dla zakochanych, nie było też funduszy. Trzeba było sobie radzić jak Słodowy albo wspomniany MacGyver.<br /><br />Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, <b>zima trzymała w najlepsze i to właśnie zainspirowało mnie do realizacji akcji pod tytułem „Róża w lodzie”</b>. Bo jak tu nie kochać najmocniej zimą, kiedy miłość smakuje jak pocałunki na klatkach schodowych na Bielanach.<br /><br />Jadąc autobusem linii 157 (trasa z Gwiaździstej na Szczęśliwice, jak mogło być inaczej: ukochana z Gwiaździstej, to zakochany ze Szczęśliwic), wpadłem na pomysł podarowania Madzi <b>róży… w lodowej bryle, jakby znalezionej na Antarktydzie</b>.</i><br /><i><br /></i><i>Do realizacji przystąpiłem parę dni przed świętami. <b>Kupiłem piękne róże</b> i skróciłem tak, żeby zmieściły się do miski (wtedy to był chyba garnek).<br /><br /><b>Następnie, nalałem wodę do połowy i na powierzchni położyłem róże.</b> Garnek wstawiłem na noc <b>do zamrażarki</b>, a rano miałem róże już do połowy zatopione w lodzie. Teraz <b>nalałem wody po brzegi i znowu na noc wstawiłem garnek do zamrażarki.</b></i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-6yrfmCUaCME/WgTMqXoyu7I/AAAAAAAAQIQ/pYPIf3h1WoYyPwgrTgJqzEpvSAZwRK94ACEwYBhgL/s1600/56_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="855" data-original-width="1140" height="240" src="https://2.bp.blogspot.com/-6yrfmCUaCME/WgTMqXoyu7I/AAAAAAAAQIQ/pYPIf3h1WoYyPwgrTgJqzEpvSAZwRK94ACEwYBhgL/s320/56_1.jpg" width="320" /></a></div><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-Znv7n-ByQMY/WgTMue7bPYI/AAAAAAAAQIQ/xffi9RLDvYUaoEel9xNi67hzYwdvmsbGQCEwYBhgL/s1600/56_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="855" data-original-width="1140" height="240" src="https://2.bp.blogspot.com/-Znv7n-ByQMY/WgTMue7bPYI/AAAAAAAAQIQ/xffi9RLDvYUaoEel9xNi67hzYwdvmsbGQCEwYBhgL/s320/56_2.jpg" width="320" /></a></div><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-KZzLpT2cNCo/WgTMzWjGXwI/AAAAAAAAQIQ/3hv16Pmm5rEYFQ3SWCOdF_d3nPsetPkRgCEwYBhgL/s1600/56_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="765" data-original-width="1140" height="214" src="https://4.bp.blogspot.com/-KZzLpT2cNCo/WgTMzWjGXwI/AAAAAAAAQIQ/3hv16Pmm5rEYFQ3SWCOdF_d3nPsetPkRgCEwYBhgL/s320/56_3.jpg" width="320" /></a></div><br /><i>Następnego dnia rano, konkretnie 24 grudnia, miałem piękne róże w lodzie - jeszcze tylko musiałem pod ciepłą wodą potrzymać garnek, żeby blok lodowy wypadł.<br /><br />Tak przygotowany prezent znowu schowałem do garnka i po rodzinnej Wigilii pojechałem autobusem do Madzi…<br /><br />Wręczając jej prezent pod choinkę, powiedziałem: „Zobacz, jakie cudo znalazłem w lesie…”.<br /><br />Mówię Wam (a raczej piszę): efekt murowany! Trwa do dziś…</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><i><b>&nbsp;</b></i><a href="https://2.bp.blogspot.com/-LxMejzs99Tg/WgTNBYZWKPI/AAAAAAAAQIM/7JnB0Z5dCkc_p2cURQsmMoolQAw66vODwCLcBGAs/s1600/56_4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="900" data-original-width="1200" height="240" src="https://2.bp.blogspot.com/-LxMejzs99Tg/WgTNBYZWKPI/AAAAAAAAQIM/7JnB0Z5dCkc_p2cURQsmMoolQAw66vODwCLcBGAs/s320/56_4.jpg" width="320" /></a></div><br /><div style="text-align: right;"><i>Szymon Majewski</i></div><div style="text-align: right;"><br /></div></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-38992337014868402652017-10-25T06:26:00.000+02:002017-11-09T22:28:58.094+01:00Warsztaty maseczek na Kawczej <div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-D-huXKpvPlw/WgS8LXxoy2I/AAAAAAAAQG0/MYpY0RoGnGA4nhxvIuT_sUMrUIKdBIQPQCLcBGAs/s1600/10660151_918490414828485_1293828964729672402_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="250" data-original-width="400" height="125" src="https://2.bp.blogspot.com/-D-huXKpvPlw/WgS8LXxoy2I/AAAAAAAAQG0/MYpY0RoGnGA4nhxvIuT_sUMrUIKdBIQPQCLcBGAs/s200/10660151_918490414828485_1293828964729672402_n.jpg" width="200" /></a></div><br /><a href="http://www.michalostrowski.pl/2017/04/maseczki-na-kawczej.html" target="_blank">Minęło już pół roku</a>, gdy Wanda Bernat prowadziła w <i>Biurze </i>Elżbiety Hałas <i>na Kawczej </i>warsztaty nakładania maseczek z produktów <i>Firmy Dr. Nona</i>.<br />Czas więc na powtórkę.<br /><br />Tym razem najbardziej popularna była maseczka "Czekoladowe szaleństwo" na bazie Chocoseenu i Kremu Dynamicznego.<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-zH2qB1PbUR4/WgTEy5tAxOI/AAAAAAAAQHM/HC4uVbCxlF8zeCKfPa5dbdMD8xrxFD9LACEwYBhgL/s1600/r%25C3%25B3%25C5%25BCne2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="403" data-original-width="860" height="149" src="https://3.bp.blogspot.com/-zH2qB1PbUR4/WgTEy5tAxOI/AAAAAAAAQHM/HC4uVbCxlF8zeCKfPa5dbdMD8xrxFD9LACEwYBhgL/s320/r%25C3%25B3%25C5%25BCne2.jpg" width="320" /></a></div><br />Na początek trochę teorii.<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-533wErAycsc/WgTFMHUPKLI/AAAAAAAAQHI/siIykSaU4-QHA8szj1LFaCu1IAsg-HFjgCLcBGAs/s1600/22549865_1639149336128013_965661196881284950_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="960" data-original-width="720" height="640" src="https://3.bp.blogspot.com/-533wErAycsc/WgTFMHUPKLI/AAAAAAAAQHI/siIykSaU4-QHA8szj1LFaCu1IAsg-HFjgCLcBGAs/s640/22549865_1639149336128013_965661196881284950_n.jpg" width="480" /></a></div><br />A później już sama przyjemność:<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-W-nnnfZtQVU/WgTF2Kl_1bI/AAAAAAAAQHU/ywIv2jVKk38uts5A5mxumg4oXm23_LBZACLcBGAs/s1600/22688327_1639149416128005_1110448878366103270_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="960" data-original-width="720" height="640" src="https://3.bp.blogspot.com/-W-nnnfZtQVU/WgTF2Kl_1bI/AAAAAAAAQHU/ywIv2jVKk38uts5A5mxumg4oXm23_LBZACLcBGAs/s640/22688327_1639149416128005_1110448878366103270_n.jpg" width="480" /></a></div><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-HsI8LK-2RlE/WgTF7noPzVI/AAAAAAAAQHY/CRoR-8AxMNc9CbwnIhK4p-UQSYE3vRcwQCLcBGAs/s1600/22554973_1639149186128028_5652330154255391112_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="960" data-original-width="720" height="640" src="https://3.bp.blogspot.com/-HsI8LK-2RlE/WgTF7noPzVI/AAAAAAAAQHY/CRoR-8AxMNc9CbwnIhK4p-UQSYE3vRcwQCLcBGAs/s640/22554973_1639149186128028_5652330154255391112_n.jpg" width="480" /></a></div><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-Q_gxx-TgIBE/WgTGAy0A5bI/AAAAAAAAQHc/h6YU6-B4w0UmS-SLzSybqt3UPbCrsbcrQCLcBGAs/s1600/22730520_1639149382794675_8995554998581366566_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="960" data-original-width="720" height="640" src="https://2.bp.blogspot.com/-Q_gxx-TgIBE/WgTGAy0A5bI/AAAAAAAAQHc/h6YU6-B4w0UmS-SLzSybqt3UPbCrsbcrQCLcBGAs/s640/22730520_1639149382794675_8995554998581366566_n.jpg" width="480" /></a></div><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-i76lE3Xthhg/WgTGRrgBf6I/AAAAAAAAQHg/ucPSaE0VDz06-rWOfA_IzWu1HLhgLZ9PgCLcBGAs/s1600/22549855_1639149212794692_4449034799442417275_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="960" data-original-width="720" height="640" src="https://2.bp.blogspot.com/-i76lE3Xthhg/WgTGRrgBf6I/AAAAAAAAQHg/ucPSaE0VDz06-rWOfA_IzWu1HLhgLZ9PgCLcBGAs/s640/22549855_1639149212794692_4449034799442417275_n.jpg" width="480" /></a></div><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-UNwc8X4_1Mc/WgTGeE-qs8I/AAAAAAAAQHk/mTIeu0lezKsAxS9fPWGI1j1pSkLY3XJ0QCLcBGAs/s1600/22549595_1639149279461352_6899626751032651985_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="960" data-original-width="720" height="640" src="https://4.bp.blogspot.com/-UNwc8X4_1Mc/WgTGeE-qs8I/AAAAAAAAQHk/mTIeu0lezKsAxS9fPWGI1j1pSkLY3XJ0QCLcBGAs/s640/22549595_1639149279461352_6899626751032651985_n.jpg" width="480" /></a></div><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-h_8hL6pIdIg/WgTGiYekLaI/AAAAAAAAQHo/R9sqonA3qmcZh_7Ev49t5p8XX9jKOIKbQCLcBGAs/s1600/22550051_1639149106128036_2706033343389220785_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="720" data-original-width="960" height="300" src="https://3.bp.blogspot.com/-h_8hL6pIdIg/WgTGiYekLaI/AAAAAAAAQHo/R9sqonA3qmcZh_7Ev49t5p8XX9jKOIKbQCLcBGAs/s400/22550051_1639149106128036_2706033343389220785_n.jpg" width="400" /></a></div><br />Dziękujemy. Do zobaczenia na kolejnych warsztatach!<br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-40241117544283737142017-10-23T22:22:00.000+02:002017-10-24T22:24:54.425+02:00Ewelina: Żółty proszek o zbawiennym działaniu<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-qZryHsX4SDo/We-fMf9SL2I/AAAAAAAAQEE/TTmeNLTjrvcWcpWIC1t9KDkx-Suu-qtJgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://4.bp.blogspot.com/-qZryHsX4SDo/We-fMf9SL2I/AAAAAAAAQEE/TTmeNLTjrvcWcpWIC1t9KDkx-Suu-qtJgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Ewelina Drela z Mapy Zdrowia o cynamonie (zdrowym!)</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><a href="https://3.bp.blogspot.com/-HfukrgtxuqI/We-gdOg6ixI/AAAAAAAAQEU/EfNk--NMF0ouecFskdTQJPLw-V5P40AQgCLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://3.bp.blogspot.com/-HfukrgtxuqI/We-gdOg6ixI/AAAAAAAAQEU/EfNk--NMF0ouecFskdTQJPLw-V5P40AQgCLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a><i>Jak się miewasz w (...) jesienną niedzielę? Mam nadzieję, że nieco odpoczywasz i masz w planach jakiś zdrowotny spacer? (...)<br /><br />Nie wiem, jak Tobie, ale mi jesień kojarzy się z dojrzałymi, pachnącymi, czerwonymi jabłkami. Wczoraj do kuchni przywiódł mnie zapach smażonych jabłek... z cynamonem. Jak dla mnie jeden z najpiękniejszych zapachów na świecie.<br /><br />Wiele osób uważa, że cynamon to zwyczajna przyprawa, po prostu żółty, pachnący proszek, który poprawia smak pieczonych jabłek, świetnie komponuje się w szarlotce, no, może jeszcze w grzanym winie.<br /><br />Okazuje się, że cynamon nie tylko pięknie pachnie, ale również ma pozytywny wpływ na Twoje zdrowie.<br /><br />Naukowcy, którzy badali przyprawy pod kątem ich leczniczego działania, dostarczyli nam ciekawej wiedzy, dotyczącej m.in. cynamonu. Już w starożytności cynamon rekomendowano jako antidotum na silne trucizny, środek moczopędny, wiatropędny i korzystnie wpływający na układ krążenia. Ale to nie wszystko.<br /><br />Cynamon jest bogatym źródłem błonnika (...), żelaza, wapnia i manganu. Jest również naturalnym antyoksydantem, więc opóźnia procesy starzenia się komórek w organizmie. Co za tym idzie, jeśli będziesz dodawać cynamon do swoich potraw, wzmocnisz ochronę organizmu przed nowotworami i chorobami serca.<br /><br />Picie gorącej wody z cynamonem ma działanie bakteriobójcze, przeciwgrzybicze i antyalergiczne,<br />A kiedy czujesz, że przemarzłeś w jesiennej słocie i „coś Cię bierze” - cynamon zadziała rozgrzewająco, zapobiegnie katarowi i drapaniu w gardle.<br /><br />Serwis „New Scientist” informuje, że zaledwie pół łyżeczki cynamonu dziennie znacznie zmniejsza ilość cukru we krwi u cukrzyków. Ochotnikom z cukrzycą typu II podawano&nbsp; codziennie po posiłkach 1, 3 lub 6 g cynamonu w proszku. W ciągu kilku tygodni stężenie cukru we krwi badanych osób było średnio o 20 % niższe niż w grupie kontrolnej. Odpowiadać za to ma zawarty w cynamonie rozpuszczalny w wodzie związek polifenolu (MHCP), który naśladuje działanie insuliny i uaktywnia jej receptory.<br /><br />I pomyśleć, że szarlotka, przez wiele osób uważana za tuczące ciastko, może być tak zdrowa?<br /><br />Dobrej niedzieli,<br />Ewelina</i><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-39155653077771750292017-10-22T22:03:00.000+02:002017-10-24T22:09:04.876+02:00Szymon Majewski: Służba zdrowia jak pończochy mojej mamy<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-Bu8Uphmx254/We-Zr7q9IcI/AAAAAAAAQDw/nNr4lbxygqk7Hptohuhg4Tko2QcNP6AgwCLcBGAs/s1600/55.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="200" src="https://4.bp.blogspot.com/-Bu8Uphmx254/We-Zr7q9IcI/AAAAAAAAQDw/nNr4lbxygqk7Hptohuhg4Tko2QcNP6AgwCLcBGAs/s400/55.jpg" width="400" /></a></div><br /><i><b>Służba zdrowia. Problem tkwi w słowie „służba”. Jak służba, to znaczy, że ma nie być opłacana. Harcerze też służą i za tę służbę nie biorą pieniędzy. Służę, bo mam powołanie. To lekarze, pielęgniarki i technicy też powinni tych pieniędzy nie brać?</b><br /><br />Tylko że lekarze służą nam. Chciałbym, żeby robili to jak najlepiej i chciałbym też, żeby polska służba zdrowia nie wyglądała jak… pończochy mojej mamy w PRL-u.<br /><br />Oczywiście, dowodów na to, że służba zdrowia bywa „be”, jest sporo.<br /><br />Sam na brzuchu mam nierówne cięcie po rozbabranym, z winy lekarza, wyrostku. Do dziś ludzie mnie pytają, czy nie dostałem nożem pod budką z piwem. Parę razy i mnie, i Wam zdarzyło się usłyszeć złą diagnozę. I właśnie <b>w imię tego lęku, którego wtedy doświadczyłem, uważam, że lekarze powinni być dobrze wynagradzani, dobrze wyedukowani. Lekarze i cały szpitalny personel.</b><br /><br />W moim życiu na poważnej ścieżce chorobowej i na moim „hipochondrycznym szlaku” spotkałem przeróżnych lekarzy. I tych, co mieli podejście, i tych bez podejścia, a nawet z odejściem od pacjenta. Pamiętam tylko tych świetnych, z misją i pasją w oku.<br /><br />I dla nich warto wspierać służbę zdrowia, ponad partyjnymi sympatiami.<br /><br /><b>Moje wspomnienie losu służby zdrowia to powroty mojej mamy z 24-godzinnych dyżurów</b>, bo były lepiej płatne i nie było kim ich obsadzić. Pamiętam, jak dyżury przedłużały się do 48 godzin, bo koleżanka zachorowała.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-Cr15unNlWiI/We-aiXQmG2I/AAAAAAAAQD4/YAEqdUjXNwQVuEBRWYYn6UrXbCGpIdq1gCLcBGAs/s1600/55_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1200" height="320" src="https://2.bp.blogspot.com/-Cr15unNlWiI/We-aiXQmG2I/AAAAAAAAQD4/YAEqdUjXNwQVuEBRWYYn6UrXbCGpIdq1gCLcBGAs/s320/55_1.jpg" width="240" /></a></div><br /><i>Mama pracowała w „krwiodawstwie”, konkretnie przy krzyżówkach, musiała być skupiona, bo często krew potrzebna była na cito, nie można było się pomylić, bo stawką było życie ludzkie.<br /><br /><b>Służyła w tym zawodzie 35 lat i nigdy nie narzekała</b>. Jej marzeniem było zostać lekarzem, ale zdając na studia dwa razy, jako córka AK-owca nie dostała tak zwanych punktów za pochodzenie. Kiedy się urodziłem, marzenia o studiach prysły. Mimo to kochała swój zawód.<br /><br />Za PRL-u służba zdrowia była niezauważalna, przezroczysta, miała działać i już.<br /><br />A nie… Pamiętam, że był jeden dzień, kiedy służba zdrowia stawała się zauważalna - 8 marca, w Dzień Kobiet. Mama przynosiła do domu mało szlachetną paczkę, z której śmialiśmy się potem całymi dniami. Tekturowe pudło zawierało: pastę do podłogi BUWI, pumeks, majtki w jednym rozmiarze dla wszystkich pań (!) i pończochy!<br /><br />Jako że socjalistyczna władza bardzo ufała obywatelom, trzeba było jeszcze podpisać listę, że się wzięło te „gifty” tylko raz…<br /><br />Każda z tych z rzeczy służyła dzielnie, szczególnie pończochy jako towar w PRL-u deficytowy.<br /><br />W przypływie dobrego humoru mama, rozwieszając pranie, a w tym znoszone, podziurawione pończochy przygotowane do repasacji, mówiła:<br /><br />- Wywieszam flagę służby zdrowia! Oto mój herb!<br /><br />Te pończochy rzeczywiście były symbolem służby zdrowia. Dobrze trzymały się na wierzchu, a im wyżej, tym miały więcej dziur nowych i tych starych, nie zawsze elegancko zaszytych.<br /><br />Kto dziś, kurcze, oddaje pończochy do repasacji!?</i><br /><i><br /></i><i>Mama miała zresztą (dla mnie wtedy zabawną) zdrowotną obsesję pończochową, jak przystało na pracownicę resortu zdrowia - bała się, że jak zemdleje na ulicy i przyjedzie po nią karetka, to podczas reanimacji odkryją zrujnowane pończochy.<br /><br />Mówiła: „Kiedy padnę na ulicy, przyjedzie erka, a w niej moi koledzy. Dobrze, że chociaż będę nieprzytomna, to nie zobaczę, co powiedzą, jak zobaczą moje pończochy”.<br /><br />Najciekawsze jest, że gdy wybuchła wolność, te same pończochy ciągle wisiały na sznurku. <b>Każdy rząd próbował reanimować służbę zdrowia i pończochy mojej mamy.</b><br /><br />Żadne próby repasacji służby zdrowia nie dawały rezultatów. Moja starzejąca się mama przynosiła kolejne nowinki ze szpitala, które można by włożyć do jednego pudełka pod hasłem: „Teraz będzie dobrze”. Nie było.<br /><br /><b>Sztuczne oddychanie służbie zdrowia robili wszyscy</b>, każda partia polityczna, i każda mdlała przy pierwszym masażu serca.<br /><br />Pończochy wisiały i nadal wiszą.<br /><br />Pamiętam, jak w okolicach 1997 roku mama zadzwoniła do mnie z radosną nowiną: „Synku, dostałam podwyżkę, 12 złotych, zapraszam cię na kawę”.<br /><br />Poszliśmy. Podwyższono mamie z 810 na 822 złote.<br /><br />Symbolem tych czasów był mały zeszycik mojej mamy z zapisanymi wydatkami na mleko, pieczywo i inne domowe sprawy.<br /><br />Wiem, że takie zeszyciki były w wielu domach. I wiele zawodów też zasługuje na dobre wynagrodzenie.<br /><br />Ten jednak jest szczególny. A może to czyste wyrachowanie, że <b>wolałbym, by kiedy padnę podczas pisania felietonu dla Aletei, pochylił się nade mną dobrze opłacany, wypoczęty lekarz</b>? A krew mi pobrała pani technik… w ładnych pończochach…<br /><br />Wspieram lekarzy, wspieram pielęgniarki i techników.<br /><br />Na zdrowie!</i><br /><div style="text-align: right;"><i>Szymon Majewski</i></div></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com1tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-25585421982631529562017-10-16T12:22:00.000+02:002017-10-24T14:00:10.371+02:00Ewelina: Nie daj sobie wcisnąć, że potrzebujesz tabletki<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-GDLl-z6Y24Q/WeUQA8n0W0I/AAAAAAAAQBA/XsmRyxBSfMUwORfEHFpC-vwY446C4IPegCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://4.bp.blogspot.com/-GDLl-z6Y24Q/WeUQA8n0W0I/AAAAAAAAQBA/XsmRyxBSfMUwORfEHFpC-vwY446C4IPegCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><div style="text-align: center;"><div style="text-align: center;">Ewelina Drela z Mapy Zdrowia radzi,</div><div style="text-align: center;">jak radzić sobie z przeziębieniami</div></div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-pWuuwUM8wIM/WeUMFqLxauI/AAAAAAAAQA0/N_y03FPQ3ysRBbJ7yOB3wvAfeCEFch2WgCEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://2.bp.blogspot.com/-pWuuwUM8wIM/WeUMFqLxauI/AAAAAAAAQA0/N_y03FPQ3ysRBbJ7yOB3wvAfeCEFch2WgCEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a></div><i>Po treściach reklam w telewizji, radio i internecie widać, że powoli zaczyna się jesień. Co prawda, pogoda wcale na to nie wskazuje, ale z każdej strony jesteś namawiany do tego, żeby zabezpieczyć się na wypadek przeziębienia, grypy i choroby.<br /><br />Najbardziej reklamują się najmniej zdrowe środki, te zawierające m.in. pseudoefedrynę (czyli pochodną amfetaminy) i inne ciekawe substancje. Im tabletka lub proszek bardziej napakowane chemią, tym szybciej mają zwalczać różne załamania odporności.<br /><br />Bo przecież plucha, deszcz i zimno. Zmarzniesz na przystanku, to najlepiej weź od razu tabletkę. Tak na wszelki wypadek.<br /><br />Czy wiesz, że jeśli oczyścisz organizm naturalnie, wzmocnisz go i dzięki temu, wzrośnie Twoja odporność? (...) I to beż żadnej chemii i bez tabletek.<br /><br />A jeśli nawet zdarzy Ci się złapać jakiś drobny katar, mam dla Ciebie naturalne, domowe antidotum. Założę się, że masz ten „lek” w swojej kuchni, być może nawet dzisiaj go spożywałeś?<br /><br />Sprawdź, na pewno masz. Powiem Ci szczerze, że to niepozorne zioło jest o wiele zdrowsze i skuteczniejsze niż wszystkie dostępne tabletki na katar i przeziębienie. Dam Ci nawet domową recepturę, abyś mógł wyleczyć naturalnie przeziębienie u dziecka.<br /><br />To niepozorne, a tak cenne zioło to... majeranek. Zwykły majeranek, który zazwyczaj jesz razem z mięsem lub do placków ziemniaczanych.<br /><br />Lecznicze działanie majeranku dobrze znane było już w starożytnym Egipcie, my jednak trochę o nim zapomnieliśmy, bo zastąpiliśmy go „cudownymi” tabletkami.<br /><br />Egipcjanie stosowali majeranek nie tylko na przeziębienie, ale również jako antidotum na ukąszenia węży, skorpionów i innych dzikich zwierząt.<br /><br />Na przeziębienie dobrze jest rozgrzać organizm pijąc napar z majeranku. Nie tylko rozgrzewa organizm, ale działa przeciwzapalnie i łagodzi kaszel. Jak go przygotować? To bardzo proste:<br /><br />Odmierz 2 łyżeczki majeranku, zalej wrzącą wodą i odstaw do zaparzenia. Po odcedzeniu nadaje się do wypicia. Aby lekarstwo było skuteczne, należy go pić trzy razy dziennie. Jeśli chcesz zrobić inhalacje, nie czekaj, aż ostygnie. Wdychaj gorący napar. Możesz też do szklanki gorącego mleka dodać szczyptę majeranku, trochę miodu i wypić. Świetnie łagodzi ból gardła.<br /><br />Jeśli Twój maluszek złapie katar, zamiast faszerować go tabletkami, przygotuj naturalną maść.<br /><br />Trzeba utrzeć masło z majerankiem w proporcji (1:1) i pozostawić do następnego dnia. Następnie stopić na maleńkim ogniu i odcisnąć przez płótno. Do uzyskanej w ten sposób zielonkawej maści możesz dodać kroplę olejku majerankowego, sosnowego lub jałowcowego. Gdy już wszystko masz gotowe, pozwól, by masa zastygła. Maścią smarujemy zakatarzony nos z zewnątrz i od środka.<br /><br />Jeśli cierpisz na bóle stawów i reumatyzm, również zaprzyjaźnij się z majerankiem. Przygotuj 1/3 szklanki majeranku i szklankę oliwy. Połącz i wymieszaj. Smaruj nią bolesne miejsca. Działa rozgrzewająco i łagodząco.<br /><br />I pamiętaj! Nie musisz od razu łapać tabletek. Kiedyś leki nie były aż tak dostępne, a nasze babcie i prababcie znakomicie sobie radziły.<br /><br />Dobrego dnia!<br />Ewelina</i></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-11982493556359886602017-10-15T21:23:00.000+02:002017-10-16T21:25:12.117+02:00Szymon Majewski: Kurtka pokoleń, czyli kultowy kawałek jeansu<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-wGCiyw59Qzw/WeUC_RyatpI/AAAAAAAAQAE/mNFbQgu99yMerggPaCvXar3NBmyOmrGnQCLcBGAs/s1600/54.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="200" src="https://3.bp.blogspot.com/-wGCiyw59Qzw/WeUC_RyatpI/AAAAAAAAQAE/mNFbQgu99yMerggPaCvXar3NBmyOmrGnQCLcBGAs/s400/54.jpg" width="400" /></a></div><br /><b><i>Pisać o kurtce na pełnym duchowości i skupienia portalu? A dlaczego nie, jeżeli ten frywolny kawałek dżinsu łączy pokolenia i ma... 57 lat!&nbsp;</i></b><br /><br /><i>Parę dni temu wróciliśmy z moim synem Antkiem z koncertu The Rolling Stones - genialnych, energetycznych dziadków, którzy, choć przypominają zmięte kartki papieru, ruszają się na scenie, jakby ciągle grali pierwszy koncert.<br /><br /><b>Jestem ich fanem od lat, ich fanem jest mój ojciec Tadeusz, słucha ich mój syn.</b> A wszystkich nas, oprócz kapeli, łączy kurtka, którą mój tata kupił w 1960 roku. Za 1 dolara.<br /><br />13 kwietnia 1967 r. był w niej na legendarnym koncercie w Sali Kongresowej. Gdy mój tata szalał na parkiecie, ja już ustawiałem się główką, by wyjść na świat. Urodziłem się dwa miesiące później. Kurta dżinsowa już wtedy miała 7 lat - teraz uważana by była za starą, a w tamtych czasach to była nówka, wszak to „Lee” za dolara. Coś takiego piechotą nie chodzi, tylko szaleje w Kongresowej.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-h3xsj2AAmEE/WeUDmjJye2I/AAAAAAAAQAM/hIrKaRqMBCIYQ98lc1m1JXuv6KuAILd6QCLcBGAs/s1600/54_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1200" data-original-width="1600" height="240" src="https://2.bp.blogspot.com/-h3xsj2AAmEE/WeUDmjJye2I/AAAAAAAAQAM/hIrKaRqMBCIYQ98lc1m1JXuv6KuAILd6QCLcBGAs/s320/54_1.jpg" width="320" /></a></div><br /><i>Gdy moi rodzice się rozstali, kurtka została u nas, na Ochocie. Na początku nie była dla mnie niczym ciekawym, ale gdy zacząłem modulować głosem i z rakiety tenisowej robić gitarę, zauważyłem w szafie oldskulowy łach po ojcu. Zacząłem ją nosić, mając szesnaście lat - już wtedy miłością darzyłem The Rolling Stones. A gdy dowiedziałem się od ojca, że machał nią na koncercie w ’67, chciałem ją oprawić w ramki i tak nosić na plecach. Ojciec powiedział: „Ty wiesz, że jak zaczęli grać «Satisfaction», rzuciłem kurtką w górę i wróciła do mnie dopiero po godzinie. Ktoś mi ją odrzucił”.<br /><br />Boże, marzyłem, żeby to był Jagger. Ojciec do dziś wspomina, jak przed koncertem doszło do zamieszek: „Pamiętam, jak milicjant dostaje w twarz kępą trawy wyrwaną z klombiku przed Pałacem Kultury”.<br /><br />I jak miałem nie nosić takiej kurtki?! Niestety, wtedy były już lata 80., ciuch zaczął podupadać, sypały się rękawy, robiły dziury. Z pomocą przyszedł mi Dziadek, który wstawiał łaty i całe elementy z innych, nowszych kurtek. Tak oto moja kurtka stała się patchworkową kurtką, łączącą wczesny PRL, późny PRL i czasy Wolności. Dżinsowy Frankenstein.<br /><br />W liceum mój kolega, Rafał Sławoń, napisał mi na plecach KULT, na cześć kapeli Kazika. Potem ten napis zakrył kolejny ekran dżinsowy, który sam sobie naszyłem, bo Dziadziuś już nie żył.<br /><br />W 1990 roku pojechałem na mój pierwszy koncert Stonesów do Pragi. Pierwszy koncert Stonesów w nowej rzeczywistości. Byłem też w niej na koncercie Jaggera i spółki w Berlinie dwa lata później.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/--oa-ZCSbb0Y/WeUFVJ6LvYI/AAAAAAAAQAY/FeEYl_0YVxs14lnpiY_RQr6VllHuIOARgCLcBGAs/s1600/54_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1200" height="320" src="https://3.bp.blogspot.com/--oa-ZCSbb0Y/WeUFVJ6LvYI/AAAAAAAAQAY/FeEYl_0YVxs14lnpiY_RQr6VllHuIOARgCLcBGAs/s320/54_2.jpg" width="240" /></a></div><br /><i>Mijały lata i oto miałem przyjemność oglądać Rolling Stonesów na Służewcu w 2007 roku.<br /><br />Już rodzinnie, była ze mną wtedy moja 14-letnia córka Zosia. Trzymałem ją na barana, mając na plechach oprócz Zosi kurtkę mojego taty…<br /><br />Kurtka przetrwała kolejne perypetie: pożar, przeprowadzki, zmiany stylu swojego pana, miłość do innych zespołów. Kurtka wisiała, Stonesi wciąż grali, a my z synem Antosiem marzyliśmy, żeby zobaczyć ich znowu. Tymczasem oni grali rzadziej i krążyli gdzieś daleko, aż w końcu stało się. Na wieść o tym, że będą grać w Amsterdamie, rzuciliśmy się i kupiliśmy prawie ostatnie bilety.<br /><br />I tak oto 1 października, ja 50-letni Szymon, stałem w 57-letniej kurtce mojego 78-letniego ojca Tadeusza, z moim 22-letnim Antosiem. A najważniejsze, że skakaliśmy razem do „Let’s spend the night together” i „Satisfaction”!<br /><br />Tak, przyznam się, piliśmy razem piwo.<br /><br />Kółko się zamknęło? Skądże… Mam nadzieję, że za 20 lat będę tam z moimi dziećmi i wnukami…<br /><br />Bo tego, że Stonesi będą jeszcze grać, jestem pewien.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-bo5L1SyMdRU/WeUF0vQGI0I/AAAAAAAAQAg/Mnsep39EWQUMQRSZrtMHPkS3TVZuWZm8QCLcBGAs/s1600/54_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1047" height="320" src="https://4.bp.blogspot.com/-bo5L1SyMdRU/WeUF0vQGI0I/AAAAAAAAQAg/Mnsep39EWQUMQRSZrtMHPkS3TVZuWZm8QCLcBGAs/s320/54_3.jpg" width="209" /></a></div><br /><div style="text-align: right;"><i>Szymon Majewski</i></div></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-36563418828519614962017-10-13T20:58:00.000+02:002017-10-16T20:59:43.672+02:00Wszechnica Żywieniowa SGGW - semestr zimowy<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-9or5RjD6vlE/WeT-BRjEGzI/AAAAAAAAP_k/ljZVcd6w9Ug5F5RLAADpIEjgTD8cBhSnACLcBGAs/s1600/Wszechnica.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="227" data-original-width="1077" height="67" src="https://2.bp.blogspot.com/-9or5RjD6vlE/WeT-BRjEGzI/AAAAAAAAP_k/ljZVcd6w9Ug5F5RLAADpIEjgTD8cBhSnACLcBGAs/s320/Wszechnica.png" width="320" /></a></div><br />Zafascynowany jestem jakością wykładów <a href="http://www.wszechnica-zywieniowa.sggw.pl/" target="_blank">Wszechnicy Żywieniowej SGGW</a>.<br /><br />Obecnie Wszechnica ogłosiła terminy i tematy spotkań w okresie październik 2017 - luty 2018. Terminarz publikuję poniżej.<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-vzjPhAVrPXg/WeT-xOgvUXI/AAAAAAAAP_w/XXus_CH0KVQxExFdtuEIUWVY47YKHk0JwCLcBGAs/s1600/semestr%2Bzimowy%2B%256017_%256018.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="963" data-original-width="688" height="640" src="https://1.bp.blogspot.com/-vzjPhAVrPXg/WeT-xOgvUXI/AAAAAAAAP_w/XXus_CH0KVQxExFdtuEIUWVY47YKHk0JwCLcBGAs/s640/semestr%2Bzimowy%2B%256017_%256018.png" width="456" /></a></div><br />Najbliższy wykład/prelekcja odbędzie się w środę 18 października. Szczegóły na poniższym plakacie. Uwaga - jest możliwość uczestniczenia w internecie on-line.<br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-0MxuLGSBjqQ/WeT_f-M6U5I/AAAAAAAAP_4/6ySAS3DD_B8Ad8eA2LeXB5Bx5HH2sOxGgCLcBGAs/s1600/18.10.%256017.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1361" data-original-width="972" height="640" src="https://1.bp.blogspot.com/-0MxuLGSBjqQ/WeT_f-M6U5I/AAAAAAAAP_4/6ySAS3DD_B8Ad8eA2LeXB5Bx5HH2sOxGgCLcBGAs/s640/18.10.%256017.png" width="456" /></a></div><br />Jest też możliwość zapoznania się <a href="http://www.wszechnica-zywieniowa.sggw.pl/" target="_blank">na stronie Wszechnicy</a> z archiwalnymi prelekcjami.<br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-87368051139990155352017-10-09T21:44:00.000+02:002017-10-16T21:45:39.579+02:00Ewelina: Dzięki TEMU szybko zapomnisz o jesiennej chandrze<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-hZzmMyNmVaM/WdOI0pQONAI/AAAAAAAAP88/VYvk3d-22YkxYNRRpJKFxlK1K2mO2KAVgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://1.bp.blogspot.com/-hZzmMyNmVaM/WdOI0pQONAI/AAAAAAAAP88/VYvk3d-22YkxYNRRpJKFxlK1K2mO2KAVgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Ewelina Drela z Mapy Zdrowia o jesieni:</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-pWuuwUM8wIM/WeUMFqLxauI/AAAAAAAAQAw/uulHkXM4Gxgzd4yzshRq7qNbASp7qxH0ACLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://2.bp.blogspot.com/-pWuuwUM8wIM/WeUMFqLxauI/AAAAAAAAQAw/uulHkXM4Gxgzd4yzshRq7qNbASp7qxH0ACLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a></div><i>Czy do Ciebie też już zagląda jesienna słota i chłód? Wczoraj, kiedy się obudziłam rano, za oknem było ledwie 2 stopnie. Trudno w to uwierzyć, skoro dwa dni wcześniej było 19. Mi trudno uwierzyć, a co ma powiedzieć organizm?</i><br /><i><br /></i><i>Pewnie jakoś się przyzwyczai, jak zawsze. Staram się mu w tym pomóc (...) Dzięki temu mam pewność, że oczyszczony organizm nie spłata mi figla i nie wpuści choroby już przy pierwszym chłodzie i deszczu.</i><br /><i><br /></i><i>Ale jesień to nie tylko początek kłopotów z odpornością. Od jakiegoś czasu w okolicy końcówki lata mówi się o tzw. jesiennej chandrze lub jesiennej depresji. Długo&nbsp; zastanawiałam się, czy coś takiego naprawdę istnieje, czy jest to tylko kolejna dolegliwość wymyślona, aby zwiększyć zyski koncernów farmaceutycznych.</i><br /><i><br /></i><i>W końcu łatwiej sprzedać „naturalne” tabletki na jesienną depresję, kiedy przekona się ludzi, że naprawdę cierpią na takie schorzenie.</i><br /><i><br /></i><i>Okazuje się, że faktycznie, jesienna chandra została uznana jako jednostka chorobowa i faktycznie nazywa&nbsp; się SAD, czyli Sezonal Affective Disorder, czyli sezonowe zaburzenia&nbsp; nastroju. Główne objawy tej&nbsp; choroby to senność, ospałość, apatia, zwiększony apetyt,&nbsp; głównie na słodycze, brak energii i smutek.</i><br /><i><br /></i><i>Daliśmy sobie wmówić, że jesień jest szara, pozbawiona słońca, brudna i ciemna. A przecież wcale nie musi tak być. To prawda, jest mniej słońca, robi się coraz chłodniej, dzień się skraca już dość konkretnie. To pewnie może być powodem kiepskiego samopoczucia, ale bez przesady. Wcale nie musi.</i><br /><i><br /></i><i>Pomyśl, z czym kojarzy Ci się jesień z młodości? Mi najbardziej ze zbieraniem kasztanów i żołędzi, z których potem robiłam ludziki. Uwielbiałam szurać nogami&nbsp; po drogach pełnych kolorowych liści, szukać między nimi dojrzałych orzechów. Te ładne, kolorowe liście zbierałam&nbsp; i robiłam z nich bukiety. Nigdy nie dało się znosić do domu tyle skarbów, co jesienią.</i><br /><i><br /></i><i>Jesień zawsze była chłodna, często też deszczowa, ale przecież to też wcale nie musi być przykre. Trzeba się po prostu ciepło ubrać, założyć kalosze i można znów skakać w środek kałuży, jak dawniej.</i><br /><i><br /></i><i>Czemu Ci to wszystko opowiadam? Wcale nie dlatego, że jestem infantylna. Chcę Ci pokazać, że jesień, którą przez setki&nbsp; reklam leków na chandrę, przeziębienie, grypę i syropów na kaszel, kojarzymy wyłącznie z nocą polarną, chłodem i mgłą, może być przyjemna. Trzeba tylko te przyjemności umieć zobaczyć i cieszyć się nimi. Tak po prostu.</i><br /><i><br /></i><i>Co z tego, że jesteś dorosłym mężczyzną? Co z tego, że nie wypada Ci zbierać kasztanów czy szurać nogami w liściach? A właściwie, pytanie powinno brzmieć, dlaczego tak uważasz, że Ci nie wypada?</i><br /><i><br /></i><i>Wczoraj byłam na spacerze w parku. W pewnym momencie zobaczyłam starsze małżeństwo, które</i><br /><i>trzymając się za ręce... szurali nogami w liściach. Poważnie! I to był piękny widok.</i><br /><i><br /></i><i>Zamiast więc pozwalać sobie wmówić, że jest jesień, już teraz będzie szaro, buro i ponuro, zacznij dostrzegać pozytywne aspekty.</i><br /><i><br /></i><i>Korzystaj ze słońca jak najwięcej. Jeśli nie możesz wyjść na spacer w ciągu dnia w tygodniu, spróbuj chociaż łapać słońce w weekend. Zamiast widzieć to, że drzewa będą za chwilę puste i „gołe”, zobacz piękną feerię barw jesiennych liści.</i><br /><i><br /></i><i>Nie zakopuj się pod kołdrą. Wyjdź do ludzi. To bardzo pomocne i terapeutyczne. Badania pokazały, że człowiek, aby żyć,&nbsp; potrzebuje przynajmniej 4 uścisków dziennie. Aby być zdrowym -&nbsp; przynajmniej ośmiu. Więc przytulaj i ściskaj swoich najbliższych. Będzie cieplej na sercu i przyjemniej.</i><br /><i><br /></i><i>Zamiast narzekać na zimne, długie wieczory, przynajmniej raz w tygodniu (choć dla mnie raz to trochę mało), zaplanuj sobie wieczór relaksu. Po prostu odpocznij.</i><br /><i><br /></i><i>„Strać czas”, żeby potem zyskać o wiele więcej.&nbsp; Przygotuj sobie wygodny fotel, ciepły koc i dobrą herbatę. Znajdź ciekawą książkę&nbsp; i zamiast narzekać na zimne, długie wieczory, albo karmić się telewizyjną papką, po prostu przeczytaj dobrą książkę. Nie tylko odpoczniesz, ale też nakarmisz umysł czymś ciekawym, dobrym,pożytecznym.</i><br /><i><br /></i><i>Najważniejsze to nie dać się chandrze i jesieni. Ilekroć przyjdzie Ci do głowy jakieś narzekanie czy niezadowolenie, spróbuj w tym momencie znaleźć powód do radości.</i><br /><i><br /></i><i>Radosnej niedzieli,</i><br /><i>Ewelina</i><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-58836293490555269492017-10-08T06:49:00.000+02:002017-10-08T06:49:06.808+02:00Szymon Majewski: Dobry pan! Czyli czego uczy mnie mój… pies<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-DZhmJEV4dX0/WdOF3fHIP1I/AAAAAAAAP8s/55VDY8gccPwMRbheM0hsynn1T4eLGxajgCLcBGAs/s1600/53.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="160" src="https://4.bp.blogspot.com/-DZhmJEV4dX0/WdOF3fHIP1I/AAAAAAAAP8s/55VDY8gccPwMRbheM0hsynn1T4eLGxajgCLcBGAs/s320/53.jpg" width="320" /></a></div><br /><span style="font-size: large;"><i>Lusia, nasza suczka, oczko w głowie całej rodzinki ma już... 17 lat, a może nawet 18!?</i></span><br /><i><br /></i><i>Jak była mała to uczyłem ją posłuszeństwa różnymi ludzkimi sposobami. Zdała ten egzamin, powiedzmy na 2+.<br /><br />A teraz Lusia uczy mnie. Stara Lusia uczy i tresuje swojego starszego już pana.<br /><br />Bo oto na przykład zmusza mnie do pracy.<br /><br />Lusia każe mi pracować. Gdy się siedzę przy biurku Lusia kładzie mi się na stopie i wtedy najmniej przez godzinę nie mogę oderwać się od pracy. Za niektóre teksty do For Her jestem więc wdzięczny mojemu psu. To Lusia grzejąc mi stopę kazała mi rozwijać talent felietonisty i kto wie, czy nie zostanę dzięki niej pisarzem. Powstanie kiedyś jakieś moje dzieło i na pytanie dziennikarza, jak powstało, odpowiem:<br /><br />– Mój talent pisarski zaczął się w momencie, gdy mój pies usiadł mi na nogę i już nie wstał. Żeby go nie budzić napisałem „Moje gorące stopy”.<br /><br />Lusia na starość lubi spokój. Oj tak. Kocha go wręcz. Lubi spokój, więc mnie czasem nielubi, bo jestem niespokojny. Zawsze taki byłem, tylko pies mi się zestarzał i nie mogę go niepokoić.<br /><br />Więc jak tylko zaczynam latać po mieszkaniu, gdy widzę wzrok Lusi i że przeze mnie się obudziła, od razu hamuję i szaleję trzy razy wolniej.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-ODsKcoBQhnM/WdOGP3YALaI/AAAAAAAAP8w/GVB-9MawWi4xUzoNce5Brxq2NJdocgCZgCLcBGAs/s1600/53_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="750" data-original-width="1000" height="240" src="https://3.bp.blogspot.com/-ODsKcoBQhnM/WdOGP3YALaI/AAAAAAAAP8w/GVB-9MawWi4xUzoNce5Brxq2NJdocgCZgCLcBGAs/s320/53_1.jpg" width="320" /></a></div><br /><i>Dzięki niej staję się oazą spokoju, pół mnichem, teraz wchodząc do pomieszczenia gdzie jest pies najpierw borę głęboki oddech…<br /><br />To dobre dla mnie. Pies uczy mnie spokoju, dzięki temu łatwiej też mają ze mną inni domownicy.<br /><br />Kolejna rzecz&nbsp; już nie jest dobra dla mnie, bo mój pies nie lubi gdy… kicham. A ja uwielbiam&nbsp; kichać znienacka i głośno, jak dzikus leśny nieokrzesany. Lusia wtedy nagle podskakuje, myśli, że idzie burza albo, że strzelają.&nbsp; Mam więc teraz wszędzie w domu tłumiki, czyli poduszki, moje zadanie to wytrzymać na chwilę z kichnięciem, podbiec, chwycić i przydusić nos.<br /><br />Lusia nie lubi&nbsp; też walizek. Czas „walizek” nadchodzi, gdy gdzieś jedziemy. Lusia zaczyna wtedy dyszeć i chodzić za nami. Wyczuwa naszą nerwowość. Musieliśmy więc zacząć pakować się wolniej, spokojnej albo w innych pomieszczeniach. Moja córka Zosia jest w tym mistrzynią i potrafi chować przed Lusią spakowaną torbę w piwnicy. Zanosi ją tam na palcach w nocy, kiedy Lu (jak mówimy na nią w skrócie) śpi.<br /><br />Lusia nie podziela moich pasji muzycznych, przez nią muszę słuchać jazzu i Sinatry, no może Sade i Bryan Ferry też jeszcze ujdzie. Jednak nie Led Zeppelinów, których uwielbiam, przy „Whole how Lotta love” pies szuka miejsc, lata, dyszy i chce uciekać, dostaje też ślinotoku. Nie podoba je się hard rock. I jestem w kropce, bo na 50-tkę dostałem&nbsp; adapter i zacząłem odbudowywać kolekcję Zeppelinów i Black Sabbath. A tymczasem hard rock jest po to, żeby słuchać go głośno, a jak tu podkręcić gałkę skoro obok kolumny śpi Lusia, czyli Lu, czyli Lunaszek.<br /><br />Podkręcam delikatnie więc dopóki pies nie podniesie głowy.<br /><br />Tak oto pies nauczył pana aportować sobie ciszę i spokój.<br /><br />A najgorsze jest to, że zaczynam go lubić…<br /><br />Ten spokój.<br /><br />Bo Lusię to uwielbiam.</i><br /><br /><div style="text-align: right;"><i>Szymon Majewski</i></div><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-33466757246524831672017-10-02T06:02:00.000+02:002017-10-03T15:04:03.701+02:00Ewelina: Schowaj ją pod kocem i dobra nasza!...kasza<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-hZzmMyNmVaM/WdOI0pQONAI/AAAAAAAAP88/VYvk3d-22YkxYNRRpJKFxlK1K2mO2KAVgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://1.bp.blogspot.com/-hZzmMyNmVaM/WdOI0pQONAI/AAAAAAAAP88/VYvk3d-22YkxYNRRpJKFxlK1K2mO2KAVgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,<br /><br />Jesień zagościła już na dobre. Przyszła wraz z przepięknym superksiężycem. Oglądałeś zaćmienie? Ja wybrałam się na nocny spacer i powiem Ci szczerze, że czułam się jak w bajce. Księżyc w pełni wydawał się być na wciągnięcie ręki.&nbsp; <br /><br />Przypomniała mi się jedna z ulubionych książek z dzieciństwa, „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Tak piękny i ogromny chyba też mogłabym sobie ukraść. Pamiętasz, co zrobili Jacek i Placek, kiedy już złowili księżyc? Schowali.<br /><br />I tak mi się dziwnie skojarzyło... tylko się nie śmiej. Moja mama, kiedy gotowała kaszę, chowała ją potem pod kocem. Nigdy tego nie rozumiałam. Zawsze myślałam, że to ma sprawić, że kasza nie ostygnie.<br /><br />A na poważnie, jeśli wiesz, czemu ugotowaną kaszę zawijało się w koc, powiesz mi?<br /><br />Przez to dziwne skojarzenie chciałam Ci dzisiaj opowiedzieć o naprawdę smacznym i zdrowym deserze, który jest idealny na jesienne popołudnia.<br /><br />A właściwie... nie, to nie chodzi tylko o deser. Tak naprawdę chciałam Ci opowiedzieć o tym, co bardzo zdrowe, tanie, ale jakoś takie... zapomniane.<br /><br />O mojej ulubionej kaszy jaglanej. A przepis na pyszny deser - przy okazji.<br /><br />Powiem Ci szczerze, że nie przepadam za kaszą gryczaną. Wiem, że jest zdrowa i warto ją jeść, ale jakoś tak... no nie bardzo. Zdecydowanie wolę kaszę jaglaną. Kiedy się gotuje, już nie mogę się doczekać, czasami zdarza się, że zjadam ją ot tak, „na sucho”.<br /><br />Kasza jaglana robiona jest z prosa, to jedna z najstarszych i najzdrowszych kasz, a dodatkowo jest bardzo uniwersalna - możesz ją jeść jako dodatek do mięs, sałatek, a także deserów.<br /><br />Wiesz, czemu kasza jaglana jest taka zdrowa? Ma stosunkowo mało skrobi, jest bezglutenowa, za to jest w niej mnóstwo łatwo przyswajalnego białka. Zawiera całe bogactwo witamin z grupy B, żelazo i miedź.</i><br /><i><br />To wszystko oznacza dla Ciebie, że jest lekkostrawna i nie uczula. Dodatkowo witaminy z grupy B poprawiają koncentrację i pamięć, a także dbają o Twoje jelito grube. (...)<br /><br />Kasza jaglana zawiera również sporo tryptofanu. Brzmi groźnie, ale jest bardzo pożyteczna. Stymuluje układ odpornościowy i wpływa na poprawę nastroju.<br /><br />Jeśli masz problem z włosami i paznokciami, również powinieneś jeść kaszę jaglaną. Zawarty w niej krzem wzmacnia naturalnie włosy, kondycję skóry i paznokci.<br /><br />Ale to nie wszystko. Kasza jaglana bardzo rozgrzewa, jest więc idealna na jesienną słotę i chłód. Jest szczególnie zalecana przy przeziębieniach i chorobach górnych dróg oddechowych. Co więcej, usuwa nadmiar śluzu z organizmu, dlatego warto ją jeść podczas kataru czy przy zapaleniu zatok. A ze względu na właściwości antygrzybiczne uznawana jest za naturalny antybiotyk.<br /><br />A jak ugotować kaszę jaglaną, żeby była najsmaczniejsza i nie miała w sobie tej charakterystycznej goryczki?<br /><br />• Odmierz taką ilość kaszy, którą chcesz zjeść i wsyp ją na sitko. Włóż pod strumień zimnej wody i wypłucz dokładnie. Dzięki temu kasza pozbędzie się goryczy.<br />• Zagotuj wodę w proporcji 2:1 (czyli dwie szklanki<br />wody na jedną szklankę kaszy). Do wrzącej wody wrzuć opłukaną kaszę, dodaj odrobinę soli oraz jedną łyżkę oliwy.<br />• Gotuj kaszę do momentu, aż cała woda wsiąknie w kaszę (trwa to ok. 15 minut).<br />• Ja preferuję kaszę sypką. Jeśli wolisz taką kleistą, gotuj ją odrobinę dłużej.<br />• Zdejmij garnek z palnika, przykryj go i odstaw jeszcze na 10 minut. Teraz już możesz delektować się zdrową i pyszną kaszą.<br /><br />Chcesz poznać mój przepis na pyszny, jesienny deser?&nbsp;</i><br /><i>Proszę bardzo:<br /><br />Potrzebujesz:<br />1.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ugotowaną kaszę jaglaną.<br />2.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rodzynki<br />3.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dwie łyżki miodu<br />4.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Banan<br />5.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Suszone owoce, jakie lubisz<br />6.&nbsp;&nbsp;&nbsp; Orzechy, jakie lubisz<br /><br />Przepis jest bajecznie prosty. Do ugotowanej kaszy jaglanej dodaj wymoczone i poprószone mąką rodzynki, pokrojonego banana, pokrojone suszone owoce i posiekane orzechy. Wszystko to wymieszaj z miodem. Smacznego!<br /><br />Dobrej niedzieli!<br />Ewelina<br /><br />PS. Nie zapomnij przygotować swojego organizmu na zimę i deszczową jesień. Oczyść organizm, wzmocnij odporność i odzyskaj energię. (...) A jesienna depresja... jaka depresja?</i><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-38215651386382334732017-10-01T23:38:00.000+02:002017-10-03T14:40:03.716+02:00Szymon Majewski: Dwie Panie M., czyli Mama kontra Żona. A pośrodku ja<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-aP2sKnJMaRY/WdOCVeYoWEI/AAAAAAAAP8I/B0wm_JOuB9ML8W-nDXWxSY69Xu0UCdI3QCLcBGAs/s1600/52.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="200" src="https://4.bp.blogspot.com/-aP2sKnJMaRY/WdOCVeYoWEI/AAAAAAAAP8I/B0wm_JOuB9ML8W-nDXWxSY69Xu0UCdI3QCLcBGAs/s400/52.jpg" width="400" /></a></div><br /><i><span style="font-size: large;"><b>Tu musiało dojść do kolizji. Bo oto nagle zderzyły się dwa światy. Dwie różnie komety spotkały się na mojej satelicie.</b></span></i><br /><br /><i>O ile do tej pory na mojej Drodze Mlecznej krążyła z troską moja Mama Maria, było cicho jak w Kosmosie, o tyle - gdy nagle w naszą atmosferę wleciało cudowne ciało niebieskie, czyli moja przyszła Żona Magda - wybuch był blisko.<br /><br />Moja Mama nie żyje od dziesięciu lat, ale często z moją Żoną wspominamy ten czas i te słodkie mamino-żonine potyczki.<br /><br />Dwie panie łączyło jedno. Obie były zakochane we mnie po uszy. Jedna biorąca mnie z całym inwentarzem - moja Mama. I druga, nie biorąca mnie z inwentarzem, bo go nie miałem (no, może rower), krytyczna i próbująca mnie trochę ulepić - Żona Magda.<br /><br />A w czym Żona będzie lepić? W mężu, który według Mamy jest rzeźbą doskonałą, skończoną! Wszak to rzeźba, na której widnieje jej podpis. Moja kochana Mama nawet mój bałagan uważała za cechę wielkiego artysty i zapowiedź geniuszu! Moja Żona odwrotnie - jako zapowiedź przyszłych kłopotów i potykania się o rzeczy.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-Wc_qD74elnE/WdOC6jMnOtI/AAAAAAAAP8Q/NqT2Ame6s8sv6o9Z7L73WieyIOTRpZ3FgCLcBGAs/s1600/52_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1200" height="320" src="https://2.bp.blogspot.com/-Wc_qD74elnE/WdOC6jMnOtI/AAAAAAAAP8Q/NqT2Ame6s8sv6o9Z7L73WieyIOTRpZ3FgCLcBGAs/s320/52_1.jpg" width="240" /></a></div><br /><i>Synek, według mojej Mamy, miał się nie przemęczać, bo jak go tu męczyć, skoro on chorowity?<br /><br />A według mojej Żony, synek to Pan Mąż, który, jak trzeba, to się męczy dla niej i dla dzieci.<br /><br />Stąd od czasu do czasu, gdy panie się spotkały, dochodziło do genialnych dialogów.<br /><br />Mama Maria:<br /><br />- Szymon, czy ty się wysypiasz? Wyglądasz na zmęczonego. Wiesz, że nie możesz się męczyć.<br /><br />(Tu nastąpiła bezcenna mina mojej Żony.)<br /><br />Magda odpowiadała:<br /><br />- Oj, nic mu nie będzie. Duży jest. Wyśpi się w niedzielę.<br /><br />(Tu mina Mamy.)<br /><br />I odzywałem się ja:<br /><br />- Jest OK. Śpię dużo. Tylko dziś coś źle spałem.<br /><br />Błąd! To uruchamiało inny czuły punkt Pani M., czyli Mamy: zdrowie synka! Dialog więc toczył się dalej.<br /><br />Pani Mama:<br /><br />- Źle spałeś, może za dużo jesz na noc? Co ty w ogóle jesz?<br /><br />(Mina Żony.)<br /><br />Magda:<br /><br />- Szymon zjadł golonkę. Sam chciał. Prosił, to kupiłam.<br /><br />(Mina Mamy.)<br /><br />I ja:<br /><br />– Tak, nie powinienem…, ale miałem ochotę.<br /><br />Wtedy Mama rzucała pocisk w powietrze:<br /><br />– Szymon, powinien uważać. Szymon ma delikatną wątrobę.<br /><br />Adresat pocisku był jeden. Moja Żona. To do jej kuchni wpadał granat, więc jak przystało na wojenkę, Żona znowu odpowiadała miną.<br /><br />Podczas naszych spotkań min było tyle, że tworzyło się całe pole minowe, które ja musiałem rozbrajać.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-P4htYWig_d0/WdODkbcMNZI/AAAAAAAAP8Y/JJAd-gTqU0sUpEd4wYTCOfMbKAphrj6kACLcBGAs/s1600/52_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1200" height="320" src="https://3.bp.blogspot.com/-P4htYWig_d0/WdODkbcMNZI/AAAAAAAAP8Y/JJAd-gTqU0sUpEd4wYTCOfMbKAphrj6kACLcBGAs/s320/52_2.jpg" width="240" /></a></div><br /><i>Innym razem, siedząc na kanapach, moja Żona musiała wysłuchiwać kolejnej tyrady:<br /><br />- Wiesz, Szymek jest ogólnie wątły, słaby i szybko się męczy. Najważniejszy jest wypoczynek, nie może się przepracowywać.<br /><br />A tymczasem wokoło biegała dwójka małych dzieci, burczało wstawione pranie, a ja - wychowując je z Żoną i pracując - męczyłem się!<br /><br />Moja Żona grała w Realu, Mama w Nierealu.<br /><br />Real Żony to były dzieci, dom, remont.<br /><br />Niereal Mamy: dziecko Szymek męczy się domem i remontem.<br /><br />O ile moja Mama u nas w domu była w trudniejszym położeniu, bo wiadomo, że grała nie na swoim terenie, o tyle u siebie, w małym mieszkanku na Ochocie, odzyskiwała rezon.<br /><br />Tu dochodziło do wojny Kotleta Smażonego ze Szpinakiem Blanszowanym z dodatkiem Sera Halumi.<br /><br />Pierwszy strzał padał przy jedzeniu.<br /><br />- Jedz , bo nic nie jesz. Odbuduj siły, wzmocnij się, jedzenie matki może mało finezyjne, ale zupa to zupa, a kotlet to kotlet.<br /><br />„Finezyjne” było szpilką wbita w upodobania kulinarne mojej Żony.<br /><br />Podając ciasto, Mama jakby chciała osłodzić gorycz tego, co padało za chwilę:<br /><br />- Pamiętaj, że twój pokój zawsze tu jest, tu jest twój dom.<br /><br />Ja wtedy, widząc minę Żony, śpieszyłem z ustami pełnymi kotleta:<br /><br />- Uhm… Jest tu… i tam, ale bardziej jednak już tam niż tu… Eh…<br /><br />Ale gdzie jest przecież dom synka? Tam, gdzie jego samochód. Na potwierdzenie moja Mama nagle wnosiła blaszaną straż pożarną:<br /><br />- A to ulubiony samochodzik Szymka, straż pożarna, która nie spada ze stołu.<br /><br />A przy stole siedział jej syn, ojciec dwójki dzieci, który właśnie przyjechał ulubionym samochodzikiem, 12-letnią Fiestą z dwoma fotelikami dla dzieci.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-engYg7Jt7gU/WdOEI2ndkdI/AAAAAAAAP8g/OQgwgS6aPk4muo2FElLfM1nICCSjB4-cgCLcBGAs/s1600/52_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1200" data-original-width="1600" height="240" src="https://3.bp.blogspot.com/-engYg7Jt7gU/WdOEI2ndkdI/AAAAAAAAP8g/OQgwgS6aPk4muo2FElLfM1nICCSjB4-cgCLcBGAs/s320/52_3.jpg" width="320" /></a></div><br /><i>Pojedynek rozgrywał się też w sferze werbalnej, każda z Pań M. inaczej wymawiała moje imię. Moja Żona - twardo, po partnersku, namaszczając mnie na rycerza: Szymon, Szyyymon.<br /><br />Moja Mama, która tego rycerza wychowała, wolała:<br /><br />- Szymeek… Szymuś, synuś, synku.<br /><br />Pamiętam, że wracając od mamy, wsiadałem do naszej Fiestki jako Szymuś i miałem dwadzieścia minut, by wysiąść jako Szymon.<br /><br />Czasem się udawało.<br /><br />Pozdrawiam wszystkich Grzegorzów, Marków, Stefanów, którzy dla Mam zawsze będą Grzesiami, Mareczkami i Stefankami.<br /><br />Jakoś trzeba, Panowie, się w tym odnaleźć.</i><br /><br /><div style="text-align: right;"><i>Szymon Majewski</i></div><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-85961573195349542062017-09-17T12:52:00.000+02:002017-09-18T22:53:14.162+02:00Szymon Majewski: Spowiedź pantofla!<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-C3qntcf2mtw/WcAwLyA26LI/AAAAAAAAP64/BLD_ptD92mE4xHQ7nKrwbw0KiL5qi_d-gCLcBGAs/s1600/51.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="200" src="https://2.bp.blogspot.com/-C3qntcf2mtw/WcAwLyA26LI/AAAAAAAAP64/BLD_ptD92mE4xHQ7nKrwbw0KiL5qi_d-gCLcBGAs/s400/51.jpg" width="400" /></a></div><br /><br /><div style="text-align: center;"><span style="font-size: large;"><i><b>Czyli życie towarzyskie kontra życie rodzinne.</b></i></span></div><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"></div><br /><i>Siedzę z moim kolegą, świeżo upieczonym na wolnym ogniu mężem, ja po ślubie trzy tygodnie, on dwa miesiące. I on nagle:<br /><br />„Wiesz, że lubię piłkę, wiesz, że lubię? Gram pięć razy w tygodniu, proszę ja ciebie, grałem przed ślubem, i chcę grać po ślubie, ale Agata mówi, że to przesada, że powinienem, rzadziej grać! O nie, nie dam sobie wejść na głowę! Nie!”.<br /><br />To mówił gość, który właśnie, ot dał sobie wejść na głowę, ba! Wziął sobie dopiero co na głowę cały świat. „Nie dam sobie wejść na głowę” – mówi mąż, który ma właśnie dziecko w drodze, mieszkanie w drodze, pracę w drodze. On myślał, że będzie tak sam jak było w liceum!?<br /><br />Nie będzie, kochani! Nie będzie! Będzie daleko od liceum! Sami to sobie wychodziliście i cudownie wyrandkowaliście!<br />Kiedy sadziłem w podskokach na randkę z moją szczupłonogą przyszłą żoną, wiedziałem, że już jestem zakochany po uszy, ale nie wiedziałem, że oto biegnę z kwiatami na spotkanie totalnej zmiany!<br /><br />Totalnej zmiany mojego życia.<br /><br />Bo gdy rok później, a tak to się potoczyło, odcinałem pępowinę mojej córki Zosi (w myśl zasady, jestem przy zapłodnieniu, to jestem i przy porodzie) to zaczynałem całkowicie inny film. Kiedy zostajesz młodym ojcem, to jakby z filmu romantycznego wskoczyć do przygodowego filmu drogi z elementami science fiction!</i><br /><br /><i></i><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><i><a href="https://1.bp.blogspot.com/-fhHkF8agZic/WcAw8mI7tqI/AAAAAAAAP7A/BaU5j6FuwggYBrWUzHAgMA9AyE6noqbRgCLcBGAs/s1600/51_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1200" data-original-width="1600" height="240" src="https://1.bp.blogspot.com/-fhHkF8agZic/WcAw8mI7tqI/AAAAAAAAP7A/BaU5j6FuwggYBrWUzHAgMA9AyE6noqbRgCLcBGAs/s320/51_1.jpg" width="320" /></a></i></div><br /><br /><i>Gdy dzieciak ma kolkę, żona migrenę, garnek kaszkę, a mleko kożuch to nie ma żadnych kompromisów. Tu jeńców nie biorą. I gdzie tu czas na to, żeby grać z kolegami w karty albo piłkę!?<br /><br />Chyba w jakimś innym Matriksie?! Nie ma takiej rzeczywistości, bo jeżeli kochasz to pomagasz, to jesteś w tym po uszy.<br /><br />Dlatego gdy kolega powiedział mi o tym, że skoro grał pięć razy w tygodniu i nie chce z tego zrezygnować, to wiedziałem, że jak życie go nie zmieni to zmieni go… żona. Na innego.<br /><br />Oczywiście, warto wtedy usiąść przy okrągłym (lub jak kto woli kwadratowym) stole i ustalić te przestrzenie bycia dla siebie. Ponegocjować i wyjdzie pewnie z tego, że panowie raz lub dwa razy w tygodniu wyjdziecie na piłkę. Jak będziecie mieli siły. Ja nie miałem. Nasze mieszkanko na Ursynowie (30 m kw.) dzieci latające w kółko, garnki nad stołem, chodziki pod stołem, koparka Antosia nad głową, a ja próbowałem pisać coś do radia jedną nogą bujając wózek z Zosią.<br /><br />Żeby dzieci się choć wyszalały i wyprodukowały cudowne megadżule energii, wypuszczałem je na korytarz. Cudowni sąsiedzi godzili się na to. Ja siedziałem pisząc na kartce, Zosia i Antek robili kilometry od kaloryfera do okna.<br /><br />Ja po prostu nie miałem kiedy wyjść. Zniknąłem z towarzyskiej rozkładówki na parę lat. Przez kolegów zostałem namaszczony na PANTOFLA!<br /><br />Bo koledzy byli na mnie źli, a ja rzeczywiście wrosłem w tapetę i boazerię domową.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-B-9vlNhUDo8/WcAxjlaKmdI/AAAAAAAAP7I/EX_gz9wc9ekgLVuIXL5C6Okpsz-lrtbRwCLcBGAs/s1600/51_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1500" data-original-width="1500" height="320" src="https://1.bp.blogspot.com/-B-9vlNhUDo8/WcAxjlaKmdI/AAAAAAAAP7I/EX_gz9wc9ekgLVuIXL5C6Okpsz-lrtbRwCLcBGAs/s320/51_2.jpg" width="320" /></a></div><br /><i>Często ten czas dla młodego ojca to rozterka pomiędzy byciem „menem” czy „pantofelmenem”.<br /><br />Tak, jestem, byłem zdeklarowanym pantoflem! Wsuwką, wkładką, sandałem. Sandałem, półbutem i kaloszem.<br /><br />A może bardziej dziecięcym bucikiem. I choć może, nie zaliczyłem paru bankietów i nie wytarłem paru trotuarów – jest mi teraz z tym dobrze bo byłem w każdym „kaszkowym” momencie życia moich dzieci.<br /><br />A teraz za to sobie odbijam! Po pięćdziesiątce. Wychodzę w piątek o 20.00 i wracam o 23.00. Czasem nawet o 23.15.<br /><br />Szymon „Pantofel” Majewski</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><i><a href="https://3.bp.blogspot.com/-dRIDlvzN50Q/WcAxu0zzzUI/AAAAAAAAP7M/2U4ij2i6nUgj6y2jyKQkfsFg2ohFeIGOQCLcBGAs/s1600/51_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1600" data-original-width="1006" height="400" src="https://3.bp.blogspot.com/-dRIDlvzN50Q/WcAxu0zzzUI/AAAAAAAAP7M/2U4ij2i6nUgj6y2jyKQkfsFg2ohFeIGOQCLcBGAs/s400/51_3.jpg" width="251" /></a></i></div><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-30040038801027265682017-09-11T06:41:00.000+02:002017-09-11T06:41:07.225+02:00Ewelina: Małe kolorowe perełki, a zdrowsze niż...<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-lIcmPTjki_A/Wa2cwXtx4AI/AAAAAAAAP1o/a1wwJZZ3qtsSFP7XiPtwwJtYUE1PSseugCEwYBhgL/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://4.bp.blogspot.com/-lIcmPTjki_A/Wa2cwXtx4AI/AAAAAAAAP1o/a1wwJZZ3qtsSFP7XiPtwwJtYUE1PSseugCEwYBhgL/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Czerwone porzeczki i Ewelina Drela z Mapy Zdrowia</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-QES0Shdce1k/Wa2dCqlG19I/AAAAAAAAP1o/NMR3Oc3FGyE2-vClAE1FuY-LFy027GP-gCEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://1.bp.blogspot.com/-QES0Shdce1k/Wa2dCqlG19I/AAAAAAAAP1o/NMR3Oc3FGyE2-vClAE1FuY-LFy027GP-gCEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a></div><i>Jak mija Ci kolejna ciepła, letnia niedziela? Mam nadzieję, że odpoczywasz, leniuchujesz i ładujesz baterię na kolejny, niesamowity tydzień. (...) :)</i><br /><i><br />Dzisiaj opowiem Ci pewną zabawną historię. Przypomniała mi się, kiedy wczoraj wyszłam do ogrodu zebrać owoce. Miałam kiedyś psa. Berneński pies pasterski, wabił się Bachus. Jeśli nie jesteś miłośnikiem psów, podpowiem Ci, że Bachus to było niecałe 80 kg miłości i radości.<br /><br />Prawdziwy, wierny przyjaciel, na którego można było zawsze liczyć. Ale to nie był tylko futrzasty kumpel. To był naprawdę mądry pies.<br /><br />Można było się z nim powygłupiać, ale też bronił, kiedy zbliżał się ktoś niepożądany. Ale to jeszcze nie wszystko. <br /><br />Kiedy przychodziło lato i dojrzewały owoce, zaczynał się bachusowy czas. Jedne lubił bardziej, inne mniej. Największą sympatią obdarzył krzaki... czerwonej porzeczki. Opierał się o nie przednimi łapami i zębami zeskubywał owoce.&nbsp;</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/--ZkBtD7eWEA/Wa25uazIIiI/AAAAAAAAP2Q/YtoqQ1RfHiQ2svfX6vCUA20NefLfQzBVQCLcBGAs/s1600/220231_zps0c4f4295.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="512" data-original-width="512" height="320" src="https://1.bp.blogspot.com/--ZkBtD7eWEA/Wa25uazIIiI/AAAAAAAAP2Q/YtoqQ1RfHiQ2svfX6vCUA20NefLfQzBVQCLcBGAs/s320/220231_zps0c4f4295.jpeg" width="320" /></a></div><br /><i>Widok był komiczny, a po jego interwencji na krzaku zostawały tylko puste łodyżki po owocach. To był mądry pies. Porzeczki to jedne z najzdrowszych owoców, jakie dała nam matka natura. <br /><br />Tak, zgadłeś. Właśnie przyszedł sezon na czerwone porzeczki. U mnie już dojrzały. Nie powstrzymałam się i krzak wczoraj opustoszał. Miałam robić dżem. Niestety, na dżem zabrakło.<br /><br />Pewnie zastanawiasz się, co tak zdrowego jest w tych małych, perłowych koralikach? Pewnie się zdziwisz.<br /><br />Od mniej więcej XVI wieku czerwone porzeczki zalecane są jako lekarstwo osobom cierpiącym na dolegliwości żołądkowo-jelitowe, choroby układu krążenia czy reumatyzm. Żołnierze i rycerze stosowali je do leczenia trudno gojących się ran, a panny wywabiały nimi piegi.<br /><br />Jeśli cierpisz na nadciśnienie, czerwone porzeczki są w sam raz dla Ciebie. Duża zawartość potasu i witaminy PP pomaga obniżać i stabilizować ciśnienie krwi.&nbsp;</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-iDrZKkdLQhw/Wa25-6m-xLI/AAAAAAAAP2U/yEcJIsq2Ve4Yj1gGnSIjhFW4iQuaK3hHgCLcBGAs/s1600/11709548_818006794984595_3612824893435050653_n.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="321" data-original-width="401" height="320" src="https://4.bp.blogspot.com/-iDrZKkdLQhw/Wa25-6m-xLI/AAAAAAAAP2U/yEcJIsq2Ve4Yj1gGnSIjhFW4iQuaK3hHgCLcBGAs/s400/11709548_818006794984595_3612824893435050653_n.png" width="400" /></a></div><br /><i>Porzeczki zawierają pektyny, czyli rozpuszczalny błonnik. Dzięki temu wspomagają pracę jelit i dbają o rozwój zdrowej flory jelitowej. Są więc wspaniałym uzupełnieniem tych ziarenek. Zaleca się je również osobom cierpiącym na schorzenia wątroby lub zgagę, ponieważ pomagają regulować soki trawienne i łagodzą dolegliwości.<br /><br />Już teraz wiesz, czemu moje porzeczki nie doczekały się dżemu? Może to lepiej, wyjdzie na zdrowie.<br />&nbsp;</i><br /><i>Dobrej niedzieli,<br />Odpoczywaj,<br />Ewelina</i><br /><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-62581481461741431912017-09-10T06:15:00.000+02:002017-09-10T06:15:12.554+02:00Szymon Majewski: Pokochać i polubić, jak się nie da pewnych cech zgubić<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-LE2VMbzV0Oc/Wa2w_wF1TiI/AAAAAAAAP14/ryVMMdkQuIg9R4zvt4X3z66_V9aX17kRQCEwYBhgL/s1600/50.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="310" data-original-width="620" height="200" src="https://1.bp.blogspot.com/-LE2VMbzV0Oc/Wa2w_wF1TiI/AAAAAAAAP14/ryVMMdkQuIg9R4zvt4X3z66_V9aX17kRQCEwYBhgL/s400/50.jpg" width="400" /></a></div><br /><i>Na początku byliśmy dla siebie jednym, cudownym słodkim deserem. Próbowaliśmy się na wszelkie sposoby i zawsze nam smakowało. Nie byliśmy w stanie się od siebie oderwać, cudownie spalane kalorie miłości nigdzie się nie odkładały. <br /><br />Bywały jednak momenty, gdy myślałem: „Rany gościa, to tak już na zawsze?!”.<br /><br />Jakby, kurczę, nie było, to żenimy się przecież z… obcym człowiekiem!<br /><br />No tak, całkowicie obcym, to znaczy znamy go czasem dłużej lub krócej, ale w sumie to jednak ktoś z innej gliny, z innym zespołem cech i zagadek, które będziesz odkrywał dopiero po ślubie…<br /><br />Bo zakochując się w kimś, zakochujesz się trochę w… sobie samym, w swoich emocjach, w swoim wyobrażeniu tej drugiej osoby. Malujesz w głowie jej piękny obrazek.<br /><br />I nagle po latach, kiedy uleci różowa mgiełka zauroczenia, dostrzegamy, że druga osoba to… druga osoba, czyli inna życiowa jednostka ze swoimi własnymi granicami. I nagle obrazek zaczyna się rozjeżdżać z rzeczywistością, wypada nam z ramek.<br /><br />Pierwsze, co mnie zdziwiło, to to, że moja żona Magda powoli je, a przez jakiś czas wydawało mi się, że je tak jak ja, czyli szybko. Co ciekawe, moja żona mówi, że ją po pewnym czasie zaczęło denerwować, że ja jem… za szybko.<br /><br />Po jakimś czasie również dotarło do mnie, że moja kochana żona nie mówi za dużo. Jej z kolei obserwacje były zgoła odwrotne, otóż że ja mówię non stop.<br /><br />Dziwne, jak ja tego przed ślubem nie zauważyłem? No jak? Musiałem, mówiąc bez przerwy, mówić też za nią. Co ciekawe, swoim kolegom opowiadałem, że spotykam się z dziewczyną, która ciągle mówi!<br /><br />Miłość jest cudownym okulistą, który w zakładzie ma tylko różowe szkła. <br /><br />Kiedyś szliśmy gdzieś z żoną, gdy nagle zorientowałem się, że ona jest gdzieś daleko w tyle, spytałem:<br /><br />- Dlaczego tak wolno idziesz, coś się stało?<br /><br />- To nie wiesz, że ja całe życie podbiegałam?<br /><br />I to jest kluczowy moment - trzeba przestać podbiegać i zacząć iść po swojemu!<br /><br />Myślę, że wiele par - widząc, że miłość ich życia idzie w innym tempie, je głośno, pompuje kolanem pod stołem - przeżywa coś na kształt zdrady, rozczarowania. Jak to? - ten cudowny obłok, ten boski kształt, który jest moją żoną, idzie powoli?<br /><br />Albo ten mój rycerz spiżowy, który przyjeżdżał do mnie na rowerze pod dom, teraz pompuje nogą pod stołem i ciurka zupą?!</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-vdyBkmI6XP0/Wa2yiP0G2xI/AAAAAAAAP2A/PHQ-emRklV07kwnF6rKgjSOv1h0sM_pgQCLcBGAs/s1600/50_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="1200" data-original-width="1600" height="300" src="https://2.bp.blogspot.com/-vdyBkmI6XP0/Wa2yiP0G2xI/AAAAAAAAP2A/PHQ-emRklV07kwnF6rKgjSOv1h0sM_pgQCLcBGAs/s400/50_1.jpg" width="400" /></a></div><br /><i>Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy nagle zauważyłem, że moja żona lubi sobie pospać - nie wstaje jak skowronek i leśny skaut, jak ja miałem w zwyczaju. Był to dla mnie szok! Zauważyłem to rok po ślubie. Jak tego mogłem nie widzieć, skoro znaliśmy się tyle lat? Otóż tak ją kochałem, że wstając rano sam, miałem wrażenie, że ona też ze mną wstaje. Ba, nawet mi się wydawało, że robi mi kawę.<br /><br />Ona z kolei, co mi potem powiedziała, nie mogła zrozumieć, dlaczego nie wycieram rąk, kiedy płuczę je w kuchni, i robię wszystko mokrymi rękami. Nie mogła tego znieść!<br /><br />I wiecie co? Nic się nie zmieniło. Nadal rano, gdy opłuczę ręce w umywalce, macham nimi, a potem startuję do krojenia chleba. Na szczęście Magda rzadko to widzi, bo oczywiście dosypia…<br /><br />Nagle zaczęliśmy zauważać pełno rzeczy, a nawet całe zbiory cech, które drażniły nas w sobie i mieliśmy wtedy dwa wyjścia: albo iść z tym do sądu i powiedzieć: „Wysoki sądzie, on pompuje nogą, ona śpi do dziesiątej; on nie łapie moli, ona karze mi je łapać; on nie robi porządków, ona robi je bez przerwy…”, albo to polubić, a nawet pokochać.<br /><br />I to jest tajemnica sukcesu tandemu zwanego małżeństwem. Pokochać te drobne „ceszki” drugiej osoby, skoro jest nam ze sobą dobrze. Gdy różowe okulary stracą barwę i małżeńskie soczewki miłości zgubią ostrość - pokochać te nasze pompowania nogą i spania do 10-tej.<br /><br />Pamiętam tę chwilę, kiedy moja żona jakoś strasznie mnie wkurzyła po raz kolejny tym samym gestem, miną i już miałem się zapienić, zbuzować i nagle… Nie wiem, skąd to przyszło, ale polubiłem to…<br /><br />I lubię do dziś.<br /><br />A jak mam tego nie lubić, skoro kocham całościowo.<br /><br />Czego i Wam życzę.</i><br /><br /><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-91009715583600792902017-09-04T15:48:00.000+02:002017-09-04T20:49:29.975+02:00Ewelina: A po czwarte - nigdy się nie poddawaj<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-lIcmPTjki_A/Wa2cwXtx4AI/AAAAAAAAP1g/CgnaghMRiIocdOL9euYtj324HxlL-u5NgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://4.bp.blogspot.com/-lIcmPTjki_A/Wa2cwXtx4AI/AAAAAAAAP1g/CgnaghMRiIocdOL9euYtj324HxlL-u5NgCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><div style="text-align: center;">Cotygodniowa informacja (inspirująca)&nbsp;</div><div style="text-align: center;">od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-QES0Shdce1k/Wa2dCqlG19I/AAAAAAAAP1k/epW3sxc0wqUHbtgJdHvk2skk5rHk2OiiQCLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://1.bp.blogspot.com/-QES0Shdce1k/Wa2dCqlG19I/AAAAAAAAP1k/epW3sxc0wqUHbtgJdHvk2skk5rHk2OiiQCLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a></div><i>Tak sobie myślę - co tydzień próbuję Ci przekazać coś istotnego na temat nawyków żywieniowych i zdrowego stylu życia.</i><br /><i><br />Stosowanie ich wcale nie jest proste - wiem to z własnego doświadczenia. Wiem, że zdrowiej jest zjeść pomidora czy truskawki zamiast lodów i czekolady, wypić wodę mineralną zamiast szklanki coli, czy unikać fast-foodów.<br /><br />Ale życie jest życiem - czasem zdarzy się wielka ochota na coś słodkiego. Czasem trafi się wypad ze znajomymi na pizzę. Trudno udawać zgreda i zamawiać sałatkę, gdy wszyscy wybierają coś innego. Czasem się udaje, ale nie zawsze. (...)<br /><br />Pewnie masz tak samo, prawda? No nie mów, że nie zdarza Ci się zgrzeszyć. Nie wierzę. <br /><br />Nie załamuj się. Drobne przewinienia naprawdę zdarzają się każdemu. Ale też jest na nie sposób.<br /><br />Warto być gotowym na wyjścia ze znajomymi, kiedy to najczęściej zdarza nam się zarzucać zdrowe nawyki. Po pierwsze - przed wyjściem po prostu się najedz. <br /><br />Dzięki temu, nawet jeśli głód się pojawi - wystarczy zamówić coś niewielkiego (również dzięki temu mało szkodzącego Twoim nowym nawykom). Dobrze jest też pochodzić po knajpkach i wyszukać takie, w których menu jest choć trochę lepsze. <br /><br />Daj sobie miejsce na to żeby od czasu do czasu (byle nie za często!) zrobić sobie Dzień Jedzenia Wszystkiego. Raz w tygodniu/raz na dwa tygodnie. <br /><br />Wtedy z góry przygotowujesz się na to, że może coś nie do końca było zdrowe i nie będziesz się samobiczować za pizzę czy słodycze. <br /><br />Może też warto powiedzieć swoim znajomym że zacząłeś zdrowiej się odżywiać - ludzie często się tego wstydzą i wolą się tym nie chwalić - może się zdziwisz i do Ciebie dołączą. <br /><br />Jeśli nie jesteś zwolennikiem jedzenia na mieście i Twoje grzeszki dotyczą wyłącznie podjadania słodyczy albo niezdrowych dań, jak zupki z proszku czy wysoko przetworzona żywność - najczęściej problem jest jeden.<br /><br />Wychodzisz z domu lub zajmujesz się czymś przez długi czas, atakuje Cię wilczy głód i chcesz go zaspokoić jak najszybciej. <br /><br />Sięgasz po coś, co jest pod ręką, co można w krótkim czasie przygotować. Najczęściej jest to kostka czekolady, zupka z proszku, słabej jakości wędlina czy czipsy. (...) <br /><br />Na to też jest rada. Ja na przykład, siadając do pracy, przygotowuję sobie obraną marchewkę i kilka jabłek. Staram się gotować obiad dzień wcześniej, żeby potem nie zapychać się byle czym, kiedy zgłodnieję. <br /><br />Ale tak naprawdę - to wcale nie jest najgorsze, że zgrzeszysz. To jest pół biedy. Mówi się, że „najtrudniejszy pierwszy krok”. Nieprawda. Najtrudniej jest wytrwać w postanowieniu, zwłaszcza wtedy, kiedy upadasz. <br /><br />Zatem najczęściej, kiedy zdarzy Ci się odstępstwo od zdrowych nawyków, po prostu porzucasz zdrowe jedzenie. Myślisz sobie, że to już bez sensu. Nic z tych rzeczy. Wtedy to dopiero nabiera sensu. <br /><br />I po czwarte - nigdy się nie poddawaj. Uzależnienia od niezdrowego jedzenia nie można zwalczyć tak, jak innych złych nawyków. Musisz jeść, dzięki temu żyjesz. <br /><br />Pamiętaj - to zawsze jest wyzwanie i pokusa. Jedna chwila słabości wcale nie oznacza, że trzeba się poddać. Tu chodzi o Twoje życie i zdrowie.<br /><br />Dobrej niedzieli,<br />Ewelina</i><br /><i><br /></i><i>PS. Nawet jeśli porzuciłeś zdrowy styl życia i oczyszczanie organizmu - spróbuj wrócić do niego. Zadbaj o siebie, o swoje życie i zdrowie. Naprawdę warto.<br />Masz jeszcze wiele do zrobienia. Nie wymagam cudów - zacznij od prostych rzeczy - oczyść organizm naturalnie i łagodnie, a kiedy Ci się to uda - sam zechcesz się zdrowo odżywiać. </i><br /><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-45012346406321585102017-08-28T06:57:00.000+02:002017-08-28T06:57:09.820+02:00Ewelina: Te leki już nie będą Ci potrzebne<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-zXtXwbUSAVk/WZl8DKuVc7I/AAAAAAAAPvA/YW-c7I6_mdgHZ6_U6KyxYymACIPXqnXmQCEwYBhgL/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://4.bp.blogspot.com/-zXtXwbUSAVk/WZl8DKuVc7I/AAAAAAAAPvA/YW-c7I6_mdgHZ6_U6KyxYymACIPXqnXmQCEwYBhgL/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Ewelina Drela z Mapy Zdrowia i ziele angielskie</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-ZAJ_KV2h8GE/WZmKjjkWbOI/AAAAAAAAPvQ/O7tBaPsXvtwQJMxql-4ukyeMFCg2zUlKgCEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://4.bp.blogspot.com/-ZAJ_KV2h8GE/WZmKjjkWbOI/AAAAAAAAPvQ/O7tBaPsXvtwQJMxql-4ukyeMFCg2zUlKgCEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a></div>&nbsp;&nbsp; <i>Jak się miewasz? Mam nadzieję, że upały nie dają Ci się za bardzo we znaki? Mi osobiście dość mocno dokuczyły w ostatnim tygodniu. Ale dzięki temu mam ciekawy temat listu do Ciebie.</i><br /><br /><i>&nbsp;&nbsp; Lato - latem, urlop - urlopem, ale czasami jest tak, Że ból nie wybiera. Pomyśl - jaka jest pierwsza rzecz, którą robisz, gdy czujesz ból? Nauczony przez miliony reklam telewizyjnych i radiowych - bierzesz tabletkę. Byle szybciej przestało boleć.</i><i>&nbsp;</i><br /><br /><i>&nbsp;&nbsp; A jeśli to jest - znany wszystkim kobietom - potworny, skurczowy ból brzucha, który czasami czują raz w miesiącu? Ból, który promieniuje do kręgosłupa? Nie pozwala siedzieć, leżeć ani stać. A jeśli to ból brzucha spowodowany chorobą jelit czy żołądka?</i><br /><i><br />&nbsp;&nbsp; Jeśli kiedykolwiek cierpiałeś na taki ból - dobrze wiesz, o czym mówię. I pewnie równie dobrze wiesz, że człowiek jest w stanie zrobić wtedy wszystko, byle tylko przestało boleć. <br /><br />&nbsp;&nbsp; Czasami taki ból brzucha to znak, że jelita domagają się Twojej uwagi i oczyszczenia. (...)<br /><br />&nbsp;&nbsp; Czy to bóle miesiączkowe, czy inne - zazwyczaj są spowodowane nadmiernymi skurczami mięśni gładkich.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Kiedy dopadły mnie w ubiegłym tygodniu, próbowałam wszystkiego - tabletek (których normalnie unikam), picia naparów ziołowych. Nic nie pomagało.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Był taki moment, kiedy miałam wrażenie, że chyba powieszę się na noc na żyrandolu, żeby nie musieć leżeć. Wtedy przypomniał mi się jeszcze jeden sposób. Spróbowałam bez przekonania.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Przypomniało mi się, że działanie rozkurczowe miało mieć... ziele angielskie. Spróbowałam. <br /><br />&nbsp;&nbsp; I wiesz co?<br /><br />&nbsp;&nbsp; Po 20 minutach ból przeszedł jak ręką odjął, a ja zasnęłam.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Jak to zrobiłam? To proste i przygotowanie takiej naturalnej „tabletki” trwa niecałą chwilę.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Po pierwsze, przygotuj 3-5 kuleczek ziela angielskiego. Po drugie, otwórz buzię i włóż ziarenka między zęby trzonowe. Zaciśnij szczękę kilka razy, miażdżąc kuleczki. Zmieszaj ze śliną i połknij. I już. Nie mają charakterystycznego smaku, są łagodne, nie cierpkie i nie gorzkie.&nbsp;</i><br /><br /><table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"><tbody><tr><td style="text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-PkOUcWNN4gU/WZmU5VJlETI/AAAAAAAAPv4/pt_HqcCu-XwGLOQ62T8DEDC6gPq6_JPQQCLcBGAs/s1600/ziele_angielskie2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"><img border="0" data-original-height="220" data-original-width="381" height="184" src="https://2.bp.blogspot.com/-PkOUcWNN4gU/WZmU5VJlETI/AAAAAAAAPv4/pt_HqcCu-XwGLOQ62T8DEDC6gPq6_JPQQCLcBGAs/s320/ziele_angielskie2.jpg" width="320" /></a></td></tr><tr><td class="tr-caption" style="text-align: center;">Ziele angielskie</td></tr></tbody></table><i>&nbsp;&nbsp; Po ostatnich dniach doszłam do wniosku, że to najlepszy ratunek na bolący brzuch i żołądek. Idealnie mieści się do damskiej torebki, nie zatruwa organizmu. <br /><br />&nbsp;&nbsp; Wręcz przeciwnie. Jeśli nie chcesz zatruwać organizmu aspartamem z gumy do żucia, ssij i zjadaj ziele angielskie.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Ma właściwości odkażające i bakteriobójcze, więc znakomicie odświeża oddech i zapobiega próchnicy.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Kilka kuleczek rozdrobnionych i zalanych wrzątkiem zrobi herbatkę, która działa rozluźniająco i wykrztuśnie. <br /><br />&nbsp;&nbsp; Ziele angielskie poprawia również trawienie i pomaga oczyszczać jelita z toksyn i zgniłych resztek. (...) <br /><br />&nbsp;&nbsp; Jak widzisz, Twoja szuflada z przyprawami kryje w sobie wspaniałe lekarstwa. Czasami odruchowo sięgamy po tabletki, zamiast przypomnieć sobie o naturalnych lekach, w które zaopatrzyła nas natura.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Przyjemnej niedzieli,<br />Ewelina</i><br /><i>&nbsp;</i></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-63154958851387373452017-08-21T06:37:00.000+02:002017-08-21T06:37:03.751+02:00Ewelina: Lubisz te odwłoki i pancerze w czekoladzie?<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-zXtXwbUSAVk/WZl8DKuVc7I/AAAAAAAAPu8/0eyfd8tOxCQfa5c-wTJPKv2x08XyxtTTQCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://1.bp.blogspot.com/-zXtXwbUSAVk/WZl8DKuVc7I/AAAAAAAAPu8/0eyfd8tOxCQfa5c-wTJPKv2x08XyxtTTQCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><a href="https://3.bp.blogspot.com/-ZAJ_KV2h8GE/WZmKjjkWbOI/AAAAAAAAPvM/9WsqqGOXEZkc82BedpHIx5ar2QyJg1NAgCLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://3.bp.blogspot.com/-ZAJ_KV2h8GE/WZmKjjkWbOI/AAAAAAAAPvM/9WsqqGOXEZkc82BedpHIx5ar2QyJg1NAgCLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a> &nbsp;&nbsp; <i>Co u Ciebie słychać? Domyślam się Twojej reakcji na tytuł maila. Pewnie myślisz sobie, że Ty żadnych robaków nie masz w swoim menu. No bo jak? Że dżdżownice? Żuki? Muchy?</i><br /><br /><i>&nbsp;&nbsp; A jednak Cię zadziwię. Jadasz robaki, śmiem twierdzić, że być może nawet regularnie. Powiedz, lubisz serki truskawkowe albo malinowe? Jogurty? Zdrowiutkie maślanki wiśniowe lub truskawkowe? A może nadziewana czekolada? Sos z torebki?<br /><br />&nbsp;&nbsp; Pewnie myślisz sobie teraz „co ta kobieta znowu wymyśliła?” Rozczaruję Cię: to nie kobieta wymyśliła. Kobieta chce Ci tylko uświadomić, co naprawdę znajduje się pod płaszczykiem zdrowej i pożytecznej żywności i produktów dla dzieci.<br /><br />&nbsp;&nbsp; I powiem Ci szczerze, że jak tylko pomyślę o tym, co za chwilę się dowiesz, mam ochotę (...) pozbyć się wszystkich świństw. <br /><br />&nbsp;&nbsp; Spójrz na skład pierwszego z brzegu jogurtu truskawkowego, czekolady nadziewanej albo ptasiego mleczka. Jako jeden z barwników znajdziesz... koszenilę.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Nic strasznego. Barwnik jak barwnik. Prawda? No niekoniecznie. Wiesz, jak powstaje koszenila? Pewnie będziesz zaskoczony, ale nie martw się. Ja też byłam :) A potem nie tknęłam już nigdy niczego, co zawiera ten barwnik.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Do produkcji koszenili stosuje się pancerze, odwłoki i jaja owada nazywanego czerwiec kaktusowy, czyli czerwonych owadów pluskwiaków, zamieszkujących Amerykę Południową i Meksyk i, jak sama nazwa wskazuje. żyjących na kaktusach. (...)<br /><br />&nbsp;&nbsp; Jak pozyskuje się koszenilę (albo inaczej, karmin)?&nbsp;</i><br /><br /><table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"><tbody><tr><td style="text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-9lNOSentwMI/WZmN5fIsaBI/AAAAAAAAPvY/OVON0uBpsdcepvsPseegcP0Y1pAW5QzHgCLcBGAs/s1600/cochineal%252C3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"><img border="0" data-original-height="474" data-original-width="475" height="319" src="https://2.bp.blogspot.com/-9lNOSentwMI/WZmN5fIsaBI/AAAAAAAAPvY/OVON0uBpsdcepvsPseegcP0Y1pAW5QzHgCLcBGAs/s320/cochineal%252C3.jpg" width="320" /></a></td></tr><tr><td class="tr-caption" style="text-align: center;">Czerwiec kaktusowy</td></tr></tbody></table><i></i><br /><i>&nbsp;&nbsp; Owady są zabijane na kilka sposobów, poprzez działanie wysokiej temperatury: w cieplarce, poprzez zanurzenie w gorącej wodzie, przez wystawienie ich na działanie światła słonecznego lub pary wodnej. <br /><br />&nbsp;&nbsp; W zależności, którą metodę się zastosuje, powstaje określony kolor. Aby uniknąć psucia się w czasie przechowywania, owady suszone są do około 30 % ich początkowej masy. Jeden kilogram koszenili uzyskuje się z około 155.000 owadów!<br /><br />&nbsp;&nbsp; To właśnie dlatego koszenila nie powinna być spożywana przez wegan i wegetarian. Jest barwnikiem zabronionym w niektórych krajach - głównie z powodów religijnych.<br /><br />&nbsp;&nbsp; Czy jest niebezpieczna? Koszenila nie ma właściwości toksycznych ani rakotwórczych. Może za to powodować katar sienny oraz pokrzywkę. Powinny jej unikać osoby uczulone na salicylany i astmatycy. Sam kwas karminowy nie jest niebezpieczny dla zdrowia.&nbsp;&nbsp;</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-YpuRySjma4A/WZmOGoC6CdI/AAAAAAAAPvc/3B5qBsFc4koIDCkg1IPKQpQR_YwYWC8awCLcBGAs/s1600/koszenila%2B-%2BE120.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="650" data-original-width="600" height="320" src="https://1.bp.blogspot.com/-YpuRySjma4A/WZmOGoC6CdI/AAAAAAAAPvc/3B5qBsFc4koIDCkg1IPKQpQR_YwYWC8awCLcBGAs/s320/koszenila%2B-%2BE120.jpg" width="295" /></a></div><i><br />&nbsp;&nbsp; Ale uwaga. Bardzo często można spotkać syntetyczny barwnik o podobnej nazwie: czerwień koszenilowa. Na ten składnik trzeba uważać szczególnie. <br /><br />&nbsp;&nbsp; Oznaczony symbolem E124, nie ma nic wspólnego z koszenilą, poza mylącą nazwą! E124 (<a href="https://www.mojealergie.pl/czerwien-koszenilowa-czyli-e124/" target="_blank">czerwień koszenilowa</a>) jest kancerogenem, wywołuje nadpobudliwość i wzmaga ADHD. Jest zakazana w Stanach Zjednoczonych, Norwegii i Finlandii.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-UTaYG9TAego/WZmQG2wBr6I/AAAAAAAAPvs/A8bS2z7iYvYJmxcYmt4wpa5dlzlRC1elgCLcBGAs/s1600/ponceau-red.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="228" data-original-width="250" src="https://2.bp.blogspot.com/-UTaYG9TAego/WZmQG2wBr6I/AAAAAAAAPvs/A8bS2z7iYvYJmxcYmt4wpa5dlzlRC1elgCLcBGAs/s1600/ponceau-red.jpg" /></a></div><br /><i>&nbsp;&nbsp; Gdzie najczęściej spotkasz koszenilę lub niebezpieczną czerwień koszenilową? Oto lista podejrzanych: galaretki i ciasta w proszku, ciasta biszkoptowe, marmolady i inne podobne produkty owocowe łącznie z produktami niskokalorycznymi, gotowe zupy pomidorowe, płatki zbożowe, kasze, kiełbasa Chorizo, Salchichon, Sobrasada, pasty rybne i pasty ze skorupiaków, napoje bezalkoholowe, przetwory z czarnej porzeczki, jogurty, maślanki i serki w kolorze różowo-czerwonym, czekolada truskawkowa, malinowa, ptasie mleczko, żelki.</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-oz4S6H6f1hU/WZmOP1P3OeI/AAAAAAAAPvg/6i21ThCgt1YIDdorV7ak9L_944isxXtPwCLcBGAs/s1600/18.08.2015_biznes_wszyscyjemyrobaleduze.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="400" data-original-width="400" src="https://2.bp.blogspot.com/-oz4S6H6f1hU/WZmOP1P3OeI/AAAAAAAAPvg/6i21ThCgt1YIDdorV7ak9L_944isxXtPwCLcBGAs/s1600/18.08.2015_biznes_wszyscyjemyrobaleduze.jpg" /></a></div><i><br />&nbsp;&nbsp; Pewnie jesteś wściekły. Ja też byłam zła, kiedy się dowiedziałam. Teraz po prostu unikam takich produktów. I staram się być świadomym konsumentem, czytać i dowiadywać się wszystkiego o różnych dodatkach i przyprawach do żywności. <br /><br />&nbsp;&nbsp; Tymczasem życzę Ci dobrej niedzieli,<br />Ewelina</i></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-73015292749765965252017-08-14T06:37:00.000+02:002017-08-14T06:37:05.218+02:00Ewelina: Pyszny i zdrowy - tylko co z tymi żabami?!<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-NTL33Pvht4I/WYdnKJH9c3I/AAAAAAAAPrw/ZUWQgRPHUZcGUXV10Jx9eowlErS3MogxgCEwYBhgL/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://3.bp.blogspot.com/-NTL33Pvht4I/WYdnKJH9c3I/AAAAAAAAPrw/ZUWQgRPHUZcGUXV10Jx9eowlErS3MogxgCEwYBhgL/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Ewelina Drela z Mapy Zdrowia o ogórkach...</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><a href="https://2.bp.blogspot.com/-9xy-KHe_dp8/WYdnU0lRZNI/AAAAAAAAPrw/H67bCrknceACTQqPVhP3jDfQgWNbw5TYACEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://2.bp.blogspot.com/-9xy-KHe_dp8/WYdnU0lRZNI/AAAAAAAAPrw/H67bCrknceACTQqPVhP3jDfQgWNbw5TYACEwYBhgL/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a><i>Jak się miewasz? Mam nadzieję, że ostatnie tropikalne temperatury nie dokuczają Ci zanadto? Powiem Ci szczerze, że dzięki temu, że systematycznie oczyszczam organizm, nie tracę energii nawet w najgorszy ukrop. Znajomi wciąż pytają, czy czasem nie wspomagam się czymś niedozwolonym. Powtarzam im tylko, że jedyne, na co sobie pozwalam to pewna niezwykła mikstura. I ot, cały sekret. :)</i><br /><br /><i>Wczoraj odwiedził mnie znajomy. Znamy się od wielu lat. On ma własne, samowystarczalne gospodarstwo. Trochę warzyw, owoców, kilka kurek i świnkę. Przyniósł mi całe naręcza różnych wspaniałości. Okazuje się, że dzięki ostatnim upałom „wszystko dojrzewa jak dzikie”, jak to określił i postanowił podzielić się nadmiarem.<br /><br />Niezmiernie się ucieszyłam, bo właśnie planowałam zakupy owocowo-warzywne, a tu taka niespodzianka. Ale najbardziej ucieszyło mnie prawie 10 kg… ogórków. W sam raz na zrobienie pysznych, zdrowych, małosolnych przysmaków i zapasów na zimę. <br /><br />Od razu przypomniała mi się pewna historia. <br /><br />Mama opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, chodziła ze swoją mamą na pielgrzymki. W czasie postojów, mieszkańcy częstowali ich tym, co mieli.<br /><br />Wiadomo, na pielgrzymce najgorsze są kłopoty jelitowe. Mama, jak to dziecko, czasem wyciągała ręce po ogórki małosolne, które kusiły chłodem i orzeźwiającym smakiem. Babcia, obawiając się, że taki posiłek skończy się biegunką, przestrzegała:<br /><br />„Wiesz, że żeby te ogórki były chłodne, na dno beczki wpuszcza się żaby, które chłodzą ogórki?” Podobno zawsze działało.<br /><br />Oczywiście, żadne żaby nie były potrzebne. A chrupiący, zdrowy małosolny - jest pyszny nawet w największe upały!!<br /><br />Co takiego jest w małosolnych i kiszonych ogórkach, że tak je lubimy?<br /><br />Nie wiem, jak Ty, ale ja nie wyobrażam sobie zimy bez kiszonych ogórków według receptury mojej babci. Jeśli chcesz, później podam Ci przepis.<br /><br />Kiszone ogórki to nie tylko bomba witaminowa, ale też jeden z najskuteczniejszych, naturalnych probiotyków. <br /><br />Są źródłem kwasu mlekowego, który wydziela się w czasie fermentacji. Kwas mlekowy oczyszcza organizm i wzmacnia system obronny, chroniąc Cię przed chorobami. Reguluje florę bakteryjną w jelitach, wspomaga trawienie i wchłanianie produktów przemiany materii. (...)<br /><br />Kiszone ogórki dostarczają sporo witamin z grupy B, które pomagają regulować metabolizm i ułatwiają trawienie białek, tłuszczów i węglowodanów, wygładzają skórę, wzmacniają włosy i paznokcie oraz zwiększają przyswajalność żelaza, chroniąc przed anemią. Są dość dobrym źródłem witaminy C, A, E, K oraz magnezu, wapnia, fosforu i potasu. <br /><br />Najzdrowsze są kiszonki które robisz sam. Popatrz na skład kiszonych ogórków, które możesz kupić w sklepach. Cukier, substancje wzmacniające smak i zapach? Po co? Dobrze zrobione, domowe ogórki kiszone wcale tego nie potrzebują. Smakują i pachną znakomicie, a przy tym są zdrowsze i bardziej naturalne. <br /><br />A jak zrobić te najlepsze ogórki, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa?<br /><br />Będziesz potrzebować:<br /><br />&nbsp;- ogórków (wybieraj te z pewnego źródła, uprawiane bez nawozów),<br />&nbsp;- korzenia chrzanu,<br />&nbsp;- czosnku (polskiego, nie chińskiego),<br />&nbsp;- kwiatu kopru,<br />&nbsp;- liści dębu,<br />&nbsp;- liści wiśni,<br />&nbsp;- liści czarnej porzeczki,<br />&nbsp;- ziela angielskiego,<br />&nbsp;- gorczycy,<br />&nbsp;- ziaren pieprzu,<br />&nbsp;- liści laurowych,<br />&nbsp;- soli kamiennej, niejodowanej.<br /><br />Aby zrobić zalewę, gotuję wodę, dodając do niej 1,5 łyżki soli na litr. Do każdego słoika wkładam 2 lub 3 ząbki czosnku, ok. 2 cm obranego chrzanu, 25 ziarenek gorczycy, 6 ziarenek ziela angielskiego, 4 ziarenka pieprzu, 3 liście laurowe, jeden liść dębu, jeden liść wiśni i jeden liść czarnej porzeczki. Ogórki ciasno upycham, zalewam słoną wodą i zamykam słoik. <br /><br />Voila. Gotowe!<br /><br />Dobrej niedzieli,<br />Ewelina<br /><br />PS. Pamiętaj, że po urlopie i wakacjach, kiedy pozwalałeś sobie na łakomstwo i zdarzało Ci się jeść różne niezdrowe rzeczy, Twój organizm potrzebuje porządnego oczyszczenia i zabezpieczenia przed zimowym spadkiem odporności. Zadbaj o to już teraz i oczyść organizm skutecznie i bezpiecznie (...), zanim zacznie się robić mokro, chłodno i nieprzyjemnie. Nie będziesz musiał zaczynać jesieni od zwolnienia lekarskiego.</i><br /><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-23118358765540212832017-08-07T06:15:00.000+02:002017-08-07T06:15:10.725+02:00Ewelina: Po prostu jaja. I to do kwadratu!<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-NTL33Pvht4I/WYdnKJH9c3I/AAAAAAAAPro/sTARy-lzUW81qElvDgHJv2Q1BJm86oHggCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://1.bp.blogspot.com/-NTL33Pvht4I/WYdnKJH9c3I/AAAAAAAAPro/sTARy-lzUW81qElvDgHJv2Q1BJm86oHggCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">Ewelina Drela z Mapy Zdrowia tym razem o jajach!</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><a href="https://3.bp.blogspot.com/-9xy-KHe_dp8/WYdnU0lRZNI/AAAAAAAAPrs/rs11Pz4M_IEIw7WPYC1yCdDYHv_69NLZACLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://3.bp.blogspot.com/-9xy-KHe_dp8/WYdnU0lRZNI/AAAAAAAAPrs/rs11Pz4M_IEIw7WPYC1yCdDYHv_69NLZACLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a><i>Niedziela to taki przyjemny dzień, najprzyjemniejszy w całym tygodniu. Od rana same przyjemności - u mnie na stole jajecznica. </i><br /><br /><i>Pewnie pomyślisz, „Feee, niezdrowo”. <br /><br />Taaa... przyzwyczailiśmy się, że jajka są niezdrowe, nie powinno się ich jeść więcej niż 3 razy w tygodniu. A tu jedna jajecznica i od razu dwa jajka. Zamiast od rana zdrowo, (...) to ja jajka... i to pewnie na maśle...<br /><br />Naprawdę myślisz, że jajka są niezdrowe? Zmartwię Cię, większość dietetyków, specjalistów żywienia i lekarzy wycofało się z takiego myślenia. Możesz wcinać jajka bezkarnie.</i><br /><br /><i></i><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-x52B5bgNqD8/WYdqmss2BNI/AAAAAAAAPr4/Ln0tUhfK7EoJcRVwY0hWKLxcZ9KLIenZgCLcBGAs/s1600/jajka.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="461" data-original-width="615" height="239" src="https://4.bp.blogspot.com/-x52B5bgNqD8/WYdqmss2BNI/AAAAAAAAPr4/Ln0tUhfK7EoJcRVwY0hWKLxcZ9KLIenZgCLcBGAs/s320/jajka.jpg" width="320" /></a></div><i><br />A wiesz, że kiedyś jajkom przypisywano specjalne właściwości? Chroniły przed chorobami, urokiem, zapewniały szczęście i urodzaj. Kiedy ktoś w domu zachorował, toczono jajko po jego ciele. Wierzono, że to doda mu sił i pomoże szybciej wrócić do zdrowia. Przed wykąpaniem noworodka w wannie zanurzano jajo, żeby zapewnić dziecku zdrowie i prawidłowy rozwój. <br /><br />Wychodzi na to, że niezłe jaja są z tymi... jajami!<br /><br />Niektórzy naukowcy (jak na przykład prof. Jan Trziszka z Akademii Rolniczej we Wrocławiu) twierdzą, że „nie ma w przyrodzie drugiego bardziej doskonałego surowca spożywczego niż jaja”. Dlaczego?<br /><br />1. Jajo zawiera imponujący zestaw aminokwasów, kwasów tłuszczowych, witamin, związków mineralnych, które są jednocześnie wyjątkowo dobrze przyswajalne.</i><br /><i><br />2. Zawierają prawie wszystkie witaminy - z wyjątkiem witaminy C.</i><br /><i><br />3. Mają w sobie mnóstwo cynku i żelaza.<br /><br />Słowem, jeśli wpadłoby Ci do głowy żywienie się samymi jajkami (co stanowczo odradzam), dostarczyłbyś organizmowi wszystkie substancje konieczne do prawidłowego funkcjonowania.<br /><br />Zaraz, zaraz - pewnie zapytasz, co z cholesterolem i awidyną?<br /><br />Gdybym Cię zapytała, czy jajka powodują wzrost cholesterolu, bez wahania odpowiedziałbyś „no pewnie!”. <br /><br />Prawda jest taka, że nawet jeśli uznamy, że wysoki poziom cholesterolu faktycznie jest szkodliwy, to chyba nikt z naukowców nie udzieliłby tak jednoznacznej odpowiedzi. <br /><br />Nie ma żadnych badań potwierdzających wpływ jedzenia jajek na poziom cholesterolu.<br /><br />A co z awidyną? Mówi się, że ta substancja występująca w białku jajek powoduje niedobory biotyny, a co za tym idzie, zaczynasz odczuwać zmęczenie, znużenie, spadek apetytu, problemy skórne.<br /><br />Nie daj się nabrać! Jeśli masz takie dolegliwości, czym prędzej (...) wymieć toksyny z organizmu, a nie zwalaj na jajka. <br /><br />Okazuje się, że niesłusznie posądzone jajo zawiera najwyższą znaną koncentracje biotyny. Obawa o wystąpienie niedoborów tej witaminy przez spożywanie nadmiernej ilości jaj jest przynajmniej nieuzasadniona.<br /><br />No dobrze. To zaczynamy oczyszczać jaja z zarzutów. A teraz jak znaleźć i kupić takie, które są faktycznie świeże i smaczne? Czy są w ogóle fermy, na których kury nie są karmione żywnością GMO i antybiotykami?<br /><br />Zrobiłam w tym celu małe śledztwo i okazuje się, że jeśli nie masz zaprzyjaźnionego gospodarstwa, którego jesteś pewien, to musisz być ostrożny. <br /><br />Przysłowiowa baba na targu to najczęściej osoba, która nie ma nic wspólnego z kurami ani fermą. Zdarza się, że tacy sprzedawcy kupują jaja na fermie, zmywają stempel, brudzą celowo jajka i sprzedają jako wiejskie. <br /><br />Z drugiej strony - ciężko wylać dziecko z kąpielą. Nie wszyscy sprzedawcy są nieuczciwi. Kupując u „baby” pytaj - gdzie jest gospodarstwo, czym żywione są kury, kto jest właścicielem. <br /><br />Jeśli kupujesz jaja w sklepie, wybieraj raczej te ekologiczne, z wolnego wybiegu lub chowu ściółkowego. Zdecydowanie unikaj jaj z chowu klatkowego (te z nr 3 na stemplu). <br /><br />Kury bardzo często karmione są paszą GMO, antybiotykami i sterydami, aby niosły więcej jaj. Kiedy przeciętna kura żyje ok. 9 lat, kury hodowane w klatce żyją jedynie rok, maksymalnie półtora roku.<br /><br />Nie ma obowiązku informowania, że zwierzęta są karmione paszą GMO, dlatego jeśli producent deklaruje, że jaja wolne są od GMO, można mieć nadzieję (niestety, nie pewność), że takie jaja są zdrowsze.<br /><br />Na pewno uważaj kupując jajka od kur zielononóżek. Bardzo często zdarza się, że to zwykłe jajka, tyle że w zielonym pudełku i pięć razy droższe. Kury zielononóżki to dość rzadka rasa i hodowana głównie w warunkach ekologicznych - czyli nie na masową skalę. <br /><br />Powiem Ci szczerze, że tu, gdzie mieszkam, mam swoją „babę”, u której zawsze kupuję jajka. I wiesz co? One naprawdę mają prawdziwy smak jajek, są matowe, czyste, w środku mają żółte, nie pomarańczowe żółtko. <br /><br />Jak mawia sprzedawczyni, kurka musi pobiegać po podwórku, zjeść kawałek trawki, kamyczek, pooddychać. I coś w tym jest.<br /><br />Zatem, dobrej, leniwej niedzieli,<br />Ewelina</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-otyiLjTkS_g/WYdqtx7cZOI/AAAAAAAAPr8/d_f-Haig5hUg6O1nzL1bPbXmVALlVQWlACLcBGAs/s1600/jajko.bmp.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="390" data-original-width="588" height="265" src="https://2.bp.blogspot.com/-otyiLjTkS_g/WYdqtx7cZOI/AAAAAAAAPr8/d_f-Haig5hUg6O1nzL1bPbXmVALlVQWlACLcBGAs/s400/jajko.bmp.jpg" width="400" /></a></div><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4193331069188575073.post-32275732666842692102017-07-31T06:05:00.000+02:002017-08-01T17:17:09.606+02:00Ewelina: Nie kupuj pomidorów, jeśli o tym nie wiesz<div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-3lskaMp_i5c/WXy9TZsEURI/AAAAAAAAPps/WguD4bQ0cT01WifJulOwmoxBYYTgMnmyQCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="134" data-original-width="138" src="https://3.bp.blogspot.com/-3lskaMp_i5c/WXy9TZsEURI/AAAAAAAAPps/WguD4bQ0cT01WifJulOwmoxBYYTgMnmyQCLcBGAs/s1600/Mapa%2BZdrowia.jpg" /></a></div><br /><br /><br /><div style="text-align: center;">&nbsp;Od Eweliny Dreli z Mapy Zdrowia:</div><br /><br /><br /><br /><i>Witaj,</i><br /><br /><br /><a href="https://4.bp.blogspot.com/-Ay2b_3Of2y4/WXy9HT3CIfI/AAAAAAAAPpo/JLWSDbN3y9IwhCuFo6fKA5fk0zSvoYCkACLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" data-original-height="64" data-original-width="64" src="https://4.bp.blogspot.com/-Ay2b_3Of2y4/WXy9HT3CIfI/AAAAAAAAPpo/JLWSDbN3y9IwhCuFo6fKA5fk0zSvoYCkACLcBGAs/s1600/Ewelina%2BDrela%2Bz%2BMapy%2BZdrowia.jpg" /></a><i>Środek lata, upał jak się patrzy - taki cudowny czas. Nie dość, że wakacje, wypoczynek i wyjazdy, to jeszcze natura obdarowuje nas taką ilością świeżych warzyw i owoców, że można dostać zawrotu głowy.</i><br /><br /><i>Warto przygotować swój organizm na to zdrowe „obżarstwo”. (...) oczyścisz organizm, a świeże owoce i warzywa będziesz mógł jeść bez obaw i czerpać garściami z ich niezwykłych właściwości.<br /><br />Jakiś czas temu dostałam wspaniały upominek. Kilka kilogramów świeżych, domowych, pachnących pomidorów. Tak świeżych i soczystych, że aż ślinka cieknie. Nie muszę ich sprawdzać. Wiem, że rosną i dojrzewają na słońcu, a jedzenie ich to sama przyjemność.</i><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"></div><i><br />To właśnie ten czas, kiedy z żywienia się truskawkami kilka razy dziennie, przechodzę płynnie na zajadanie się pomidorami. Korzystam z tego, że są i staram się nimi nasycić na cały kolejny rok. A pomidory są nie tylko pyszne, ale i zdrowe.<br /><br />To prawdziwy eliksir młodości. Czerwone i pomarańczowe zawierają całe mnóstwo likopenu - jednego z najsilniejszych przeciwutleniaczy, który zapobiega starzeniu się.<br /><br />Co więcej, likopen zawarty w pomidorach tworzy też naturalną ochronę przeciw szkodliwemu promieniowaniu UV. Dodatkowo pomidory pełne są witaminy E - zwanej witaminą młodości. Jeden pomidor zapewnia nam aż 25 % dziennego spożycia.<br /><br />Jedzenie pomidorów wzmacnia odporność dzięki temu, że zawierają mnóstwo witaminy C. Już jeden duży pomidor pokrywa nam ponad 60 % dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Ale to nie wszystko. Pomidory są bogate w witaminy z grupy B, witaminy PP i K.<br /><br />Ale nie samymi witaminami człowiek żyje. W pomidorach jest też sporo minerałów: potasu, wapnia, magnezu, żelaza, a także manganu i kobaltu. Dzięki dużej ilości potasu pomagają obniżyć ciśnienie krwi oraz działają moczopędnie.<br /><br />To, co powinno Cię szczególnie zainteresować: pomidory zawierają mnóstwo błonnika. Jest on nie tylko w miąższu, ale również w pestkach, dlatego nie wolno ich usuwać.&nbsp; (...)<br /><br />Pewnie powiesz, no dobrze, wszystko pięknie, tylko gdzie kupić zdrowe, prawdziwe pomidory? Jak je znaleźć? Ja mam łatwo - sąsiadka przynosi mi je pod drzwi i wiem, że mogę jej zaufać. Ale nie przejmuj się. Pokażę Ci jak znaleźć i sprawdzić, czy pomidory, które zachwala sprzedawca, są naprawdę dobre i zdrowe.<br /><br />Przede wszystkim pytaj. Im więcej zadajesz pytań, tym więcej się dowiesz. Po pierwsze sprawdź, czy pomidory są gruntowe, czy rosły i dojrzewały w szklarni. Gruntowe pomidory dojrzewają na słońcu i zawierają mniej chemii niż te spod folii.<br /><br />Wybieraj takie pomidory, jakie najbardziej lubisz. Jeśli wolisz słodkie, kupuj te malinowe (mają bardziej różową skórkę i miąższ). Te okrągłe są bardziej soczyste i mają więcej pestek.</i><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-vW5lF2M9wTI/WXy_xTWptzI/AAAAAAAAPpw/8tmQ2PPMN7kyreFlxpLNKMIjQy7TRPdnwCLcBGAs/s1600/Fotolia_51725363_Subscription_XXL_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="360" data-original-width="626" height="184" src="https://2.bp.blogspot.com/-vW5lF2M9wTI/WXy_xTWptzI/AAAAAAAAPpw/8tmQ2PPMN7kyreFlxpLNKMIjQy7TRPdnwCLcBGAs/s320/Fotolia_51725363_Subscription_XXL_1.jpg" width="320" /></a></div><i><br />Pomidory podłużne są mięsiste i zwarte, mają mniej pestek i wody. Pomidorki koktajlowe mają więcej witaminy C i są słodsze niż tradycyjne.<br /><br />Smaczny pomidor powinien być czerwony, lekko miękki i dojrzały. Poproś sprzedawcę, żeby przekroił Ci pomidora. W środku nie powinien być biały ani zielony - wtedy jest po prostu niedojrzały.<br /><br />Zwróć też uwagę na skórkę. Powinna być gładka, bez żadnych grudek czy plam.<br /><br />I ostatnia sprawa... powąchaj je! Poważnie. Dobre, zdrowe pomidory powinny pachnieć pomidorami. Zwłaszcza przy szypułce. Jeśli nie pachną - zrezygnuj z zakupu. Chcesz jeść warzywa bez smaku?<br /><br />Jeśli kupujesz, wybieraj te pomidory, które mają szypułkę. Powinna być zielona, nie zwiędnięta. To znak, że warzywa nie były długo przetrzymywane.<br /><br />A może sałatka z pomidorów do niedzielnego obiadu?<br /><br />Dobrej niedzieli,<br />Ewelina</i><br /><br /><div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-tjZ55yo9vtM/WXzAMlqp9QI/AAAAAAAAPp0/VwoKjilX2w0cb2ulFH4gmj0Wb7uuRtQSACLcBGAs/s1600/1798578_621617117929328_1348910207_n.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img border="0" data-original-height="801" data-original-width="694" height="400" src="https://1.bp.blogspot.com/-tjZ55yo9vtM/WXzAMlqp9QI/AAAAAAAAPp0/VwoKjilX2w0cb2ulFH4gmj0Wb7uuRtQSACLcBGAs/s400/1798578_621617117929328_1348910207_n.png" width="346" /></a></div><br /><br /></div>Michał Ostrowskinoreply@blogger.com0